W czwartek 31 marca Rosję spotkały kolejne konsekwencje na arenie międzynarodowej za napaść na Ukrainę. Zgromadzenie Ogólne ONZ zagłosowało za zawieszeniem Rosji w Radzie Praw Człowieka, o co wnioskowały Stany Zjednoczone. Bezpośrednia przyczyną złożenia wniosku były wstrząsające doniesienia z Buczy nieopodal Kijowa, gdzie rosyjscy żołnierze dokonali masakry ludności cywilnej. Śmierć poniosło kilkaset osób.
Rosja całkowicie opuściła Radę Praw Człowieka ONZ
– Rosja nie powinna zajmować stanowiska w organie, którego głównym celem jest promowanie poszanowania praw człowieka. To nie tylko szczyt hipokryzji, to niebezpieczne – argumentowała Linda Thomas-Greenfield, ambasador Stanów Zjednoczonych przy ONZ.
Głosy „za” zawieszeniem Rosji oddały 93 państwa, „przeciw” 24 – wśród nich m.in. Białoruś, Chiny, Iran i Korea Północna – a 58 wstrzymało się od głosu. Giennadij Kuźmin, zastępca ambasadora Rosji przy ONZ, oznajmił tuż po zakończeniu głosowania, że jego kraj podjął decyzję o całkowitym opuszczeniu Rady Praw Człowieka ONZ.
"Będzie uważane za nieprzyjazny gest"
Okazuje się, że rosyjskie władze próbowały wywrzeć presję na uczestników głosowania. Przed czwartkowym posiedzeniem rozesłały one notę, w której zagrożono bliżej nieokreślonymi konsekwencjami dla dwustronnych stosunków, w przypadku podjęcia decyzji niekorzystnej dla Rosji.
„Warto wspomnieć, że nie tylko poparcie dla takiej inicjatywy [zawieszenie Rosji w Radzie Praw Człowieka ONZ – red.], ale także równoległa pozycja w głosowaniu, tj. wstrzymanie się lub nieuczestniczenie, będzie uważane za nieprzyjazny gest” – brzmi fragment noty, do której dotarli dziennikarze CNN.
Czytaj też:
Siedem krajów będzie rozmawiać z Ukrainą o gwarancjach bezpieczeństwa. Co z Polską?
