Brytyjski premier tyranem?

Brytyjski premier tyranem?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Według jednego z brytyjskich dziennikarzy, Gordon Brown miał siać postrach w swojej siedzibie na Downing Street, a personel korzystał podobno z porad dla ofiar mobbingu. Takie zarzuty w trakcie kampanii wyborczej są bardzo niewygodne – kancelaria premiera odrzuca je jako złośliwe pomówienia, donosi Der Spiegel.
Kto tak naprawdę rządzi Wielką Brytanią – beksa czy choleryk? Wybory parlamentarne są już coraz bliżej, a nadal tego nie wiadomo. Jeszcze kilka dni temu premier omal nie rozpłakał się wywiadzie telewizyjnym, jednak w najnowszej książce dziennikarza Andrew Rawnsleya, współpracującego z The Observer, rysuje się obraz Browna jako istnego furiata.

Gordon Brown ma opinię złośnika nie od dziś, jednak Rawnsley przytacza jeszcze więcej przykładów na jej potwierdzenie. Brytyjski premier miał wyrzucić sprzed komputera sekretarkę, która pisał zbyt głośno, zamachnąć się pięścią na jednego z współpracowników czy wyzywać przedstawicieli UE od dupków, ponieważ nie miał ochoty się z nimi spotkać. Autor książki twierdzi, że korzystał z wiarygodnych źródeł i powołuje się m.in. na szefa kancelarii premiera, sir Gusa O'Donnella. Ten jednak publicznie odciął się od zarzutów wytoczonych wobec Browna.

Szefowa jednej z linii dla ofiar mobbingu, Christine Pratt, potwierdziła na łamach brytyjskiej prasy, że faktycznie otrzymała telefon z Downing Street: dzwoniący skarżył się na szykanowanie i ogromny stres w pracy. Takie doniesienia mogą w istocie wywołać kolejne ataki złości u premiera, jeśli Partii Pracy nie uda się dogonić w rankingach Konserwatystów, do których traci obecnie 6 proc. Członkowie The Labour oraz sam szef rządu starają się tymczasem przekonać Brytyjczyków, że obraz premiera przedstawiony w książce Rawnsleya to przesada. „Kiedy się wściekam, to głównie na samego siebie" - mówi Brown.

Jak pisze Der Spiegel, brytyjski rząd wątpi we wiarygodność słów Christine Pratt, ponieważ patronat nad jej linią antymobbingową sprawuje jedna z członkiń Partii Konserwatywnej, a Konserwatyści wysuwali już zarzuty, że The Labour stara się ukryć prawdziwe oblicze Gordona Browna. Pratt twierdzi jednak, że jej telefoniczne porady są apolityczne i odmawia oceny zachowania premiera. Z kolei The Guardian przytacza wyznania jednego z byłych współpracowników Browna, zgodnie z którymi cierpi on na paranoję i miewa ataki szału.

Niezależnie od tego, ile jest prawdy w całej sprawie, brytyjska prasa będzie czerpać z niej pożywkę w trakcie kampanii wyborczej: tabloid the Sun już zamienił tytuł stanowiska premiera -  the Prime Minister – na The Prime Monster.  Nachodzą ciężkie czasy na Downing Street.


MB