W zamian za tani gaz Kreml oczekuje od Ukrainy ustępstw politycznych i gospodarczych. Jedno z nich to członkostwo w Związku Celnym, pisze „Ukrainskij Tyżdeń”.
Wstąpienie do Związku Celnego będzie Ukrainę drogo kosztować, a korzyści z członkostwa nie są oczywiste, uważa gazeta. Największym plusem byłoby zwiększenie obrotów handlowych z Rosją, Kazachstanem i Białorusią.
Jednocześnie „UT" podkreśla, że Ukrainę i Rosję już od kilkunastu lat obowiązuje umowa o handlu bezcłowym, tymczasem w praktyce ukraińskie przedsiębiorstwa nie zawsze mają otwartą drogę na rynek rosyjski. Rosja aktywnie stosuje ograniczenia nietaryfowe wobec importu z Ukrainy. Do tej pory obejmowały one już wyroby cukiernicze, mięsne czy mleczarskie. Najwięcej strat przyniosły ograniczenia na wwóz tych ostatnich - miesięczne straty zostały oszacowane na 50-60 milionów dolarów. Nie ma co się łudzić, że zastąpienie umowy o strefie wolnego handlu członkostwem w Związku Celnym cokolwiek zmieni. - W przypadku przystąpienia do Związku Ukraina mogłaby uzyskać specjalne ceny na nośniki energii. Ale w takiej sytuacji Rosja przegra, bo ukraińska produkcja będzie tańsza od rosyjskich odpowiedników. Wątpliwe więc, że Rosja w ramach związku odejdzie od stosowania metod nietaryfowych – przekonuje analityk Międzynarodowego Centrum Badań Prognostycznych Ildar Gazizulin.
Przynależność do Związku Celnym ma dla Ukrainy jeszcze kilka minusów. Stanowi przeszkodę w dalszym zacieśnianiu współpracy z Unią Europejską, zwłaszcza w kierunku utworzenia strefy wolnego handlu. Pod znakiem zapytania stanęłoby również członkostwo kraju w Światowej Organizacji Handlu. - Ukraina, która jako członek organizacji ma dostęp do rynków na specjalnych warunkach, stałaby się kanałem zbytu rosyjskich, kazachskich i białoruskich towarów. Nie mogłoby się to spodobać pozostałym członkom WTO – uważa Dmitrij Bojarczuk, dyrektor Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych.
Zdaniem Bojarczuka związki gospodarcze tworzone przez Rosję „istnieją przeważnie na papierze i powstają na wszelki wypadek". Rosyjska gospodarka nie odczuła wyraźnych korzyści ze Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej. Udział Rosji w eksporcie krajów WNP wciąż maleje – od 42% w 1995 r. do 15% obecnie. Teraz Putin naciska na przyjęcie przez kraje związku wspólnej waluty. „W rzeczywistości to kolejna próba stworzenia małej kopii ZSRR”, komentuje „UT”. Podobne porozumienia miały zostać przyjęte w 2004 r. w ramach Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej, ale ostatecznie do tego nie doszło. „Liderzy państw, za którymi stoi wielki biznes, nie są gotowi na duże ustępstwa finansowe na rzecz hipotetycznej integracji”, podsumowuje gazeta.
KP
Jednocześnie „UT" podkreśla, że Ukrainę i Rosję już od kilkunastu lat obowiązuje umowa o handlu bezcłowym, tymczasem w praktyce ukraińskie przedsiębiorstwa nie zawsze mają otwartą drogę na rynek rosyjski. Rosja aktywnie stosuje ograniczenia nietaryfowe wobec importu z Ukrainy. Do tej pory obejmowały one już wyroby cukiernicze, mięsne czy mleczarskie. Najwięcej strat przyniosły ograniczenia na wwóz tych ostatnich - miesięczne straty zostały oszacowane na 50-60 milionów dolarów. Nie ma co się łudzić, że zastąpienie umowy o strefie wolnego handlu członkostwem w Związku Celnym cokolwiek zmieni. - W przypadku przystąpienia do Związku Ukraina mogłaby uzyskać specjalne ceny na nośniki energii. Ale w takiej sytuacji Rosja przegra, bo ukraińska produkcja będzie tańsza od rosyjskich odpowiedników. Wątpliwe więc, że Rosja w ramach związku odejdzie od stosowania metod nietaryfowych – przekonuje analityk Międzynarodowego Centrum Badań Prognostycznych Ildar Gazizulin.
Przynależność do Związku Celnym ma dla Ukrainy jeszcze kilka minusów. Stanowi przeszkodę w dalszym zacieśnianiu współpracy z Unią Europejską, zwłaszcza w kierunku utworzenia strefy wolnego handlu. Pod znakiem zapytania stanęłoby również członkostwo kraju w Światowej Organizacji Handlu. - Ukraina, która jako członek organizacji ma dostęp do rynków na specjalnych warunkach, stałaby się kanałem zbytu rosyjskich, kazachskich i białoruskich towarów. Nie mogłoby się to spodobać pozostałym członkom WTO – uważa Dmitrij Bojarczuk, dyrektor Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych.
Zdaniem Bojarczuka związki gospodarcze tworzone przez Rosję „istnieją przeważnie na papierze i powstają na wszelki wypadek". Rosyjska gospodarka nie odczuła wyraźnych korzyści ze Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej. Udział Rosji w eksporcie krajów WNP wciąż maleje – od 42% w 1995 r. do 15% obecnie. Teraz Putin naciska na przyjęcie przez kraje związku wspólnej waluty. „W rzeczywistości to kolejna próba stworzenia małej kopii ZSRR”, komentuje „UT”. Podobne porozumienia miały zostać przyjęte w 2004 r. w ramach Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej, ale ostatecznie do tego nie doszło. „Liderzy państw, za którymi stoi wielki biznes, nie są gotowi na duże ustępstwa finansowe na rzecz hipotetycznej integracji”, podsumowuje gazeta.
KP