Donald Trump i Kim Dzong Un przekroczyli granicę Korei Płn. Padło zaproszenie do Białego Domu

Donald Trump i Kim Dzong Un przekroczyli granicę Korei Płn. Padło zaproszenie do Białego Domu

Dodano:   /  Zmieniono: 5
Donald Trump i Kim Dzong Un spotkali się w wiosce w Panmundżom w strefie zdemilitaryzowanej miedzy Koreami. Prezydent USA zaprosił przywódcę Korei Północnej do Białego Domu.

Do spotkania doszło przy okazji uczestnictwa w szczycie G20 w Japonii. W sobotę prezydent USA zapowiedział na Twitterze, że jest gotowy na krótką rozmowę z  w strefie zdemilitaryzowanej, jeśli ten akurat będzie w pobliżu. W niedzielę rano pojawiło się oficjalne potwierdzenie. – Z niecierpliwością czekam na to spotkanie. Dobrze się rozumiemy – komentował Trump. Wcześniej prezydent Korei Południowej Mun Dze In zapowiedział, że „po raz pierwszy w historii przywódcy Stanów Zjednoczonych i Korei Północnej spotkają się twarzą w twarz w Panmundżom”.

Trump na północnokoreańskiej ziemi

Jak donosi CNN, w strefie zdemilitaryzowanej jako pierwszy pojawił się Donald Trump, a kilka minut po nim przybył Kim Dzong Un. Przywódca Korei Północnej zaprosił prezydenta USA, by razem z nim przekroczył symboliczną linię demarkacyjną oddzielającą obie Koree. Tym samym Donald Trump stał się pierwszym urzędującym prezydentem USA, który postawił stopę na północnokoreańskiej ziemi. Wcześniej tylko dwaj politycy, którzy sprawowali najwyższy urząd w tym kraju, pojawiali się w Korei Północnej. Za każdym razem było to jednak już po tym, jak przestali być prezydentami. I tak Jimmy Carter odwiedził Koreę Płn w 1994 i 2010 roku, a Bill Clinton w 2009 roku.

Zaproszenie do Białego Domu

– To historyczny moment – stwierdził Kim Dzong Un. – Przekroczenie tej linii to wielki zaszczyt – dodał Donald Trump, podkreślając „wielką przyjaźń” między nim, a dyktatorem. Prezydent Stanów Zjednoczonych podczas uścisku dłoni z Kim Dzong Unem zapowiedział też, że zaprosi go do Białego Domu. Polityk z Pjongjangu nie odpowiedział od razu na te słowa.

– Prezydent Trump właśnie przekroczył linię demarkacyjną. To czyni go pierwszym prezydentem USA, który odwiedził nasz kraj. Patrząc na ten ruch, ma się wrażenie dobrej chęci, by wyeliminować wszystko, co niefortunne w przeszłości i otworzyć nową kartę przyszłości – komentował przywódca Korei Północnej. Już później, siedząc obok Kim Dzong Una, Trump stwierdził, że jest „dumny” z przekroczenie granicy z Koreą Płn. – To był bardzo historyczny moment. Sądzę, że stosunki, które rozwijamy, znaczą wiele dla wielu ludzi – komentował prezydent USA.

Przywódca Korei Północnej wyraził zdziwienie tym, że Trump za pośrednictwem tweeta zaproponował spotkanie, ale zapewnił, że szybko podjął decyzję. – Chciałem ponownie się spotkać w tym szczególnym do obu Korei miejscu, które świadczy o niefortunnej przeszłości. To bardzo znaczące dla obu Korei, że miałem okazję dziś spotkać się tu z tobą. To znaczy, że możemy czuć się swobodnie i spotykać się z pozytywnym nastawieniem. Wierzę, że to będzie miało dobry wpływ na wszystkie nasze dyskusje w przyszłości – mówił Kim Dzong Un.

Po spotkaniu w otoczeniu dziennikarzy, przywódcy udali się na prywatną rozmowę, która trwała około 50 minut. Na koniec spotkania dołączył do nich prezydent Korei Południowej Mun Dze In.

Czytaj także:
Harry i Meghan na meczu baseballu. Księżna spotkała „kuzyna” znalezionego przez media

Czytaj także

 5
  • A co ciekawego ustalono?
    • No proszę bardzo, znienawidzony przez POstępowych i .Nowoczesnych Trump jak na razie nie sprowokował następnego konfliktu zbrojnego, inaczej jak ich ukochany pan Barack Hussein Obomba, szef pani Hitlary RC (we came, we saw and hie died, ha ha ha ha …), laureat pokojowej nagrody nobla, mistrz rekordzista pozaprawnych zabójstw dookoła świata jak i jeden ze sprawców reżimu granicznego co do migrantów.
      • Na lusterka i szklane paciorki tego "małpoluda" się nie złapie. Dzięki Istnieniu tego satrapy Chiny i w jakimś sensie Rosja, którym szczują się co jakiś czas Koreę Płd. i Japonię ma wpływ na politykę Amerykanów w tym regionie - jest to również na rękę Amerykanom, bo trzymają blisko siebie zagrożonych sojuszników. Ale nawet, gdyby Kim Dzong był "sam" - to jaki interes mieliby Amerykanie - wysyłając tam jeden lotniskowiec by zdemontować te państwo - biorąc na swoje "barki" dziesiątki milionów ludzi nie potrafiących normalnie żyć i pracować.
        • A wiecie państwo, dlaczego Trump rozmawia wogóle z Kimem? Ano dlatego, ze Korea Północna jest MOCARSTWEM ATOMOWYM ...czy komuś to się podoba, czy nie !!! Więc trzeba się z nią liczyć! Nie rozumiał tego zadufany w sobie Obama, ale Trump doskonale rozumie.... i wie, że pokrzykiwaniem na Koree to on se może.... A tak, to MUSI rozmawiać i traktować Kima jak partnera. A jeszcze że za Kimem zwarcie stoją Chiny !!!