„Gdy u nas słychać syreny, widać jak w Polsce podrywają się samoloty NATO”

„Gdy u nas słychać syreny, widać jak w Polsce podrywają się samoloty NATO”

Burmistrz Nowowołyńska Borys Karpus w schronie
Burmistrz Nowowołyńska Borys Karpus w schronie Źródło: Wprost
Osiem godzin dziennie pracujemy nad tym, by w mieście nie było paniki. Cztery godziny to logistyka uchodźcza. A dwie to przyszłość i nowa gospodarka – mówi w rozmowie z „Wprost” Borys Karpus, burmistrz Nowowołyńska, ponad 50-tysięcznego miasta w obwodzie wołyńskim, 25 km od polskiej granicy.

Karolina Baca-Pogorzelska: Już na samym początku wasza okolica dostała od Rosjan ostrzeżenie.

Borys Karpus: Trzy rakiety poleciały na lotnisko wojskowe we Włodzimierzu Wołyńskim, kilkanaście kilometrów od was. Dwie zostały zestrzelone, niestety jedna osiągnęła cel zabijając trzech żołnierzy. To było 26 lutego, trzeciego dnia wojny. Ale u nas jest bezpiecznie, co zresztą widać po liczbie uchodźców. 1/3 wszystkich z naszego obwodu jest w naszym mieście. Oficjalnie mamy ponad 5000 uchodźców, a nieoficjalnie pewnie kolejne 3000, to osoby, które przyjechały do rodzin lub znajomych.

W ubiegły piątek było dość nerwowo, gdy po raz drugi zostało zbombardowane lotnisko wojskowe w Łucku oraz gdy pojawiła się groźba wejścia wojsk z Białorusi. Ale próbujemy funkcjonować normalnie. Przy każdym alarmie, gdy włączają się syreny, widzimy, jak w Polsce podrywają się samoloty NATO.

Źródło: Wprost