Północno-wschodnia część USA otoczona jest dymem, w wyniku pożarów w kanadyjskiej prowincji Quebec. Silne wiatry rozdmuchały dym.
Do poniedziałku 85 pożarów zniszczyło blisko 900 km kwadratowych lasów w Kanadzie. Przy wysokich temperaturach, dochodzących do 38 stopni C, wiatr przeniósł kłęby dymu na odległość 2 tys. km na południe. Dym można było dostrzec - i poczuć - nawet w Waszyngtonie.
Władze obu krajów ostrzegają osoby chore na serce i mające problemy krążeniowe i oddechowe, by nie otwierały okien i - jeśli to możliwe - nie wychodziły z domu, dopóki dym nie rozejdzie się, co - według specjalistów - powinno nastąpić w ciągu poniedziałku.
W niedzielę warstwa dymu nad Nowym Jorkiem była chwilami tak gęsta, że nie było widać nieba, a słońce przypominało rozżarzony punkt. Do policji dzwoniło wielu zaniepokojonych mieszkańców miasta, którzy to niezwykłe zjawisko, połączone z wonią dymu, uważali za skutek zamachu terrorystycznego.
W kanadyjskim Montrealu, położonym ok. 800 km na południe od największych ognisk pożaru, w powietrzu unosił się popiół, który pokrył samochody i dachy budynków.
Największy pożar, który wybuchł na początku lipca, w poniedziałek szalał na obszarze wokół jeziora St. Jean, ok. 240 km na północ od miasta Quebec, oraz na dwóch sporych obszarach w pobliżu James Bay. Z ogniem walczy blisko 1000 strażaków i ochotników. Pomagają im samoloty gaśnicze.
W Kanadzie pożary lasów spowodowały wyłączenia prądu. Prawie pół miliona ludzi jest pozbawionych energii. Konieczne było ewakuowanie wielu małych miejscowości. Unoszący się dym komplikuje również ruch lotniczy - wiele startów i lądowań jest opóźnionych.
nat, pap
Władze obu krajów ostrzegają osoby chore na serce i mające problemy krążeniowe i oddechowe, by nie otwierały okien i - jeśli to możliwe - nie wychodziły z domu, dopóki dym nie rozejdzie się, co - według specjalistów - powinno nastąpić w ciągu poniedziałku.
W niedzielę warstwa dymu nad Nowym Jorkiem była chwilami tak gęsta, że nie było widać nieba, a słońce przypominało rozżarzony punkt. Do policji dzwoniło wielu zaniepokojonych mieszkańców miasta, którzy to niezwykłe zjawisko, połączone z wonią dymu, uważali za skutek zamachu terrorystycznego.
W kanadyjskim Montrealu, położonym ok. 800 km na południe od największych ognisk pożaru, w powietrzu unosił się popiół, który pokrył samochody i dachy budynków.
Największy pożar, który wybuchł na początku lipca, w poniedziałek szalał na obszarze wokół jeziora St. Jean, ok. 240 km na północ od miasta Quebec, oraz na dwóch sporych obszarach w pobliżu James Bay. Z ogniem walczy blisko 1000 strażaków i ochotników. Pomagają im samoloty gaśnicze.
W Kanadzie pożary lasów spowodowały wyłączenia prądu. Prawie pół miliona ludzi jest pozbawionych energii. Konieczne było ewakuowanie wielu małych miejscowości. Unoszący się dym komplikuje również ruch lotniczy - wiele startów i lądowań jest opóźnionych.
nat, pap