Kijów szykuje się do zaprzysiężenia Juszczenki

Kijów szykuje się do zaprzysiężenia Juszczenki

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kijów szykuje się do wielkiego święta - niedzielnej inauguracji prezydenta Wiktora Juszczenki, zwycięzcy "pomarańczowej rewolucji".
Na Placu Niepodległości i głównej ulicy - Chreszczatyku trwają intensywne przygotowania na przyjęcie miliona ludzi i kilkudziesięciu zagranicznych delegacji.

Świąteczna atmosfera festynu opanowała Kijów już w sobotę. Przy pięknej, słonecznej pogodzie na ulice wyległy całe rodziny, by ostatni raz rzucić okiem na tonący w pomarańczowych symbolach Chreszczatyk i sfotografować się na tle zwijanego miasteczka namiotowego, które przez blisko dwa miesiące wrosło w pejzaż miasta.

"Bezprecedensowym wydarzeniem na całym obszarze poradzieckim" nazwał zbliżającą się inaugurację rzecznik ukraińskiego MSZ Markijan Łubkijwski, który uczestniczył w próbie zaprzysiężenia w parlamencie.

Na ceremonię do Kijowa wybierają się 64 delegacje zagraniczne, wiele z nich z prezydentami i premierami na czele, co świadczy o  randze wydarzenia i zainteresowaniu świata - podkreślił rzecznik.

Liczni goście z zagranicy i milionowy tłum, oczekiwany na Placu Niepodległości (Majdanie Nezałeżnosti), gdzie Juszczenko wystąpi po oficjalnej ceremonii w Radzie Najwyższej, to ogromne wyzwanie organizacyjne dla władz miasta. Ekipy sprzątające i budowlane krzątają się po Majdanie od czwartku, gdy ogłoszono datę zaprzysiężenia prezydenta. Ustawiają scenę, rusztowania i pucują marmurowe chodniki przed Pałacem Ukraina, którego kolumny owinięto pomarańczowym płótnem.

Milicja, która do pilnowania porządku w niedzielę rzuci 10 tys. swoich funkcjonariuszy, codziennie ogłasza komunikaty o utrudnieniach w komunikacji miejskiej, które zaczęły się w sobotę wraz przylotami do Kijowa pierwszych delegacji zagranicznych.

Na Placu Niepodległości rozbrzmiewają płynące z głośników pieśni patriotyczne, a na przylegającym do niego Chreszczatyku - "pomarańczowe" przeboje mieszkańców miasteczka namiotowego, którzy z wyraźnym żalem zwijają wielkie wojskowe namioty i ładują swój dobytek na podstawione ciężarówki.

Najbliższa Majdanu część miasteczka już nie istnieje. Ekipy budowlane koparkami zbierają stosy drewna, szmat i styropianu. Na asfalcie jedynym śladem po bojownikach "pomarańczowej rewolucji" pozostają dziury od namiotowych śledzi. Sztab miasteczka, który sam zwinął się już w czwartek, namówił większość uczestników protestów przeciw fałszerstwom wyborczym, które miały odebrać zwycięstwo Juszczence, by poczekali na inaugurację w podkijowskiej Konczej Zaspie.

Tylko dwustu najwytrwalszych mieszkańców miasteczka postanowiło doczekać zaprzysiężenia prezydenta na miejscu dotychczasowego protestu. Kilkadziesiąt zielonych namiotów wciąż stoi wśród monumentalnej, socrealistycznej zabudowy Chreszczatyku, wzbudzając zainteresowanie spacerujących kijowian, którzy całymi rodzinami robią sobie "historyczne" zdjęcia na ich tle.

Wokół, jak na festynie, rozłożyli się na stolikach kupcy, handlujący gadżetami, którymi obrósł społeczny ruch broniący praw wyborców. Oferują chętnym wszelkie drobiazgi w pomarańczowym kolorze: czapki, szaliki, kubki, koszulki z "rewolucyjnymi" hasłami, płyty kompaktowe z przebojami z Majdanu. Obok pojawili się już zwyczajni, jarmarczni "stolikowcy". Chętni mogą sobie zrobić zdjęcie z sokołem, sową, a nawet osłem, przystrojonym w pomarańczową chusteczkę.

Władze nie ukrywają, że przygotowanie obliczonej na taką skalę uroczystości w tak szybkim tempie to ciężkie zadanie. "Mam wrażenie, że zorganizowanie inauguracji jest trudniejsze niż przeprowadzenie wyborów" - wyznał przewodniczący Centralnej Komisji Wyborczej Jarosław Dawydowicz.

ss, pap