Szwedzki sprzeciw wobec budowy Gazociągu Północnego zwiększa szanse Polski na zablokowanie niekorzystnej dla nas inwestycji. Gdyby jednak doszła ona do skutku oznaczałaby koniec wspólnej europejskiej polityki zagranicznej i gospodarczej.
Podstawową zasadą, która legła u podstaw tworzenia Unii Europejskiej było to, że jeden kraj członkowski nie może działać przeciwko interesom drugiego. W przypadku Gazociągu Północnego Niemcy (za cichym przywoleniem pozostałych zachodnich krajów wspólnoty) wystąpiły przeciwko polskim interesom. Nasz sprzeciw, chociaż wyraźny, nie powinien się ograniczać tylko do słownych protestów, ale także działań prawnych. Na razie to niezdecydowanie może ulec zmianie, gdy przyłączy się do polskich protestów (niezależnie od motywacji) inny europejski kraj.
Niestety jest jeszcze wariant pesymistyczny. Otóż protest szwedzkiego premiera może być zwyczajną zagrywką obliczoną na zmuszenie Niemców i Rosjan do zapłacenia za straty. W takim przypadku będziemy musieli sami przeciwstawiać się planom budowy. Niezależnie od wyników tego sporu o tworzeniu wspólnego europejskiego państwa - jak zakładał projekt konstytucji europejskiej - możemy zapomnieć. Wbrew pozorom wszystkim to wyjdzie na zdrowie.