Pieczeń z Biedronki

Pieczeń z Biedronki

Największe postępowanie prokuratorskie w historii III RP
Jeszcze nigdy tak wielu nie zrobiło tak wiele na pokaz. Taki wniosek można wysnuć po zakończonej niedawno bezprecedensowej akcji prokuratury i kontrolnych organów państwa wobec spółki Jeronimo Martins Dystrybucja (JMD), właściciela dyskontów Biedronka.
W maju 2007 r. kierownictwo tej firmy otrzymało sześć dokumentów z wynikami prowadzonej od kwietnia 2006 r. kontroli w sklepach sieci. W sumie liczą one kilkadziesiąt tysięcy stron (najobszerniejszy z nich - prawie 30 tys. stron). Ponad stu inspektorów Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) skontrolowało 717 sklepów, przesłuchało wspólnie z policjantami i prokuratorami 15-16 tys. byłych i obecnych pracowników Biedronki. Nawet śledztwo w sprawie tzw. mafii paliwowej nie może się z tym równać.

Polowanie na rybkę
Jak wynika z informacji "Wprost", najpoważniejsze z tysięcy sformułowanych zarzutów dotyczą naruszeń prawa pracy lub przepisów BHP, które usunięto jeszcze przed rozpoczęciem kontroli, w wyniku poprzednich działań inspekcji. Wiele z nich prokuratura oparła wyłącznie na zeznaniach przesłuchanych osób, lecz ich zapisów dotąd nie ujawniła.
To, że do naruszeń prawa dochodzi w większości (jeśli nie we wszystkich) sieciach dyskontów, super- i hipermarketów, jest tajemnicą poliszynela. Wcześniej eliminowano je w toku rutynowych działań. Resort sprawiedliwości i PIP wolały jednak urządzić wielką akcję w sprawie nagłośnionej w mediach. - To jest działanie na granicy szaleństwa. By wykazać nieprawidłowości, za które odpowiada poprzedni zarząd sieci sprzed siedmiu lat, zorganizowano nagonkę - twierdzi jeden z analityków z branży handlowej. Organy ścigania przypomniały, że istnieją, działają, a zbytnio się nie naraziły: portugalskie JMD to mała rybka wśród rekinów światowego handlu detalicznego.

Imperium zła
"Czynności śledcze powierzono wszystkim komendom wojewódzkim policji, aby ustalić, czy w ramach sieci Biedronka utworzono swoistą sieć wyzysku ludzi. Nie można się godzić na to, żeby w XXI wieku tworzyć w Polsce systemy niewolniczej pracy" - komentował w TVN postępy śledztwa minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Zaangażował się on w sprawę na prośbę olsztyńskiego Stowarzyszenia Poszkodowanych przez Wielkie Sieci Handlowe Biedronka. Jego przedstawiciele twierdzili, że poznańska prokuratura opóźnia działania przeciwko tej sieci; postępowanie przeniesiono do Gliwic.
Po rozmachu kosztownej operacji można by sądzić, że w Polsce wykryto "imperium zła". Na Biedronkę w 2006 r. przypadło niemal 10 proc. wszystkich kontroli PIP w handlu, w tym lwia część tych dokonanych w sieciach handlowych - 94 proc. Lawinę uruchomiła sprawa Bożeny Łopackiej, wiceszefowej wspomnianego stowarzyszenia z Olsztyna. Była pracownica Biedronki pozwała dawnego pracodawcę o nie zapłacone nadgodziny: wygrała dwukrotnie w pierwszej instancji (powtarzano proces), obecnie sprawa jest w apelacji.
Biedronka błyskawicznie zyskała opinię największego ciemiężyciela pracowników, a praca w niej - rodzimego odpowiednika tzw. McJob (tak Amerykanie określają prostą, kiepsko płatną i wykonywaną w złych warunkach pracę). Media wciąż informują o szykanowaniu pracowników, urazach, które odnoszą oni podczas ciężkiej pracy, o nie przeszkolonych kierowcach wózków elektrycznych, rozjeżdżających klientów. Zarząd JMD broni się, twierdząc, że przy tej skali działalności (sieć zatrudnia dziś 16,2 tys. osób) nie da się uniknąć wpadek; że kontrole są potrzebne, ale powinny być adekwatne do skali problemu. - Czujemy się dyskryminowani. Osoby, które skarżą nas w sądach, stanowią mniej niż 0,2 proc. załogi. Dla ogółu firm w Polsce ten wskaźnik wynosi średnio 2 proc. Dlaczego więc słyszymy o tysiącach ludzi skonfliktowanych z Biedronką? To nie ma nic wspólnego z rzeczywistością - mówi Pedro Pereira da Silva, dyrektor generalny JMD. - Na przykładzie Biedronki PIP chce wskazać, jakich praktyk dopuszczają się wszystkie sieci. Taki zmasowany atak jest potrzebny, by sprawdzić, czy właściciele sieci wzięli sobie do serca poprzednie kontrole - uważa jednak Stanisław Szwed (PiS), wiceszef sejmowej Komisji Pracy.

Inspekcja ludowa
PIP wkrótce ma opracować końcowy raport z kontroli Biedronki i wydać decyzje. - Czekam, aż akt oskarżenia zostanie przedstawiony członkom kierownictwa Biedronki - mówi "Wprost" Bożena Łopacka. - Oni biją wszelkie rekordy w łamaniu praw pracowniczych - dodaje Edward Gollent, szef olsztyńskiego stowarzyszenia poszkodowanych (były dostawca towarów do Biedronki, który pokłócił się z nią o pieniądze). Lech Obara, prawnik, który zyskał rozgłos, prowadząc sprawy przeciwko Biedronce, określa tę sieć dyskontów jako "behapowskie piekło".
Do stowarzyszenia poszkodowanych przystąpiło 170 osób. W połowie ubiegłego roku liczba spraw sądowych, wytoczonych JMD, wynosiła 93 (niektóre koncern przegrał i się odwołał, w większości wypadków zawarto ugody, inne są w toku; dwie tzw. kierowniczki rejonów skazano prawomocnie w procesach karnych). Jak na rozmiary ogólnopolskiej histerii - na razie bilans afery nie poraża. Oczywiście, przyniosła ona też pozytywne skutki: dwa lata temu Biedronka wprowadziła elektroniczną rejestrację czasu pracy, zakupiła wózki elektryczne, ułatwiające przemieszczanie towaru, w tym roku podniosła minimalną pensję etatowym pracownikom do 1400 zł brutto miesięcznie.
Mimo to jest niemal pewne, że prokuratura i PIP staną na głowie, by "upiec" Biedronkę. Jest to wszystkim na rękę. - Takie działania organów państwa "pod publiczkę" stały się normą. Populiści mają dzięki temu dyżurny przykład potwierdzający potrzebę wprowadzenia ograniczeń w rozwoju i czasie pracy sieci handlowych - mówi Adam Szejnfeld (PO), wiceszef sejmowej Komisji Gospodarki.
Inne dyskonty, jak Lidl, Leader Price, Plus, Żabka czy Netto, które tak zmasowanej kontroli nie doświadczają, mogą tylko się cieszyć z kłopotów rywala. Dla międzynarodowych potęg, jak brytyjski Tesco, francuski Carrefour lub niemieckie Metro, Biedronka też jest solą w oku. Rodzinny holding Jeronimo Martins działa tylko na rynku portugalskim i polskim. Mimo to w Polsce Biedronka jest liderem rynku, wyprzedzając największe sieci handlowe (rok temu miała 6,9 mld zł przychodów, o 400 mln zł więcej od drugiego Tesco). Jak na ironię, mimo fatalnej reputacji w mediach wciąż przyciąga ona klientów. - To biznes oparty na relacjach pracowników sklepu z klientami. Gdyby nasi ludzie byli gnębieni i sfrustrowani, nic by nie sprzedali - twierdzi Pedro Soares dos Santos, członek zarządu Jeronimo Martins.


Fot: A. Jagielak
Okładka tygodnika WPROST: 25/2007
Więcej możesz przeczytać w 25/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 25/2007 (1278)


ZKDP - Nakład kontrolowany