Strach Zełenskiego ma imię, nazwisko, stopień wojskowy, szacunek i miażdżącą obecnego prezydenta popularność wśród wyborców. Strach Zełenskiego jest tak wielki, że każe mu się zniżać do przekupstwa, byle tylko wyeliminować głównego rywala z walki o prezydenturę. Rywal, generał Walerij Załużny, były dowódca ukraińskiej armii, zesłany przez prezydenta na placówkę dyplomatyczną w Londynie, miał zostać w połowie czerwca wezwany do Kijowa, gdzie oferowano mu stanowisko premiera, żeby tylko zrezygnował on ze startu w wyborach prezydenckich. Bezskutecznie.
Ten drobny z pozoru epizod pokazuje, że nie ma co dłużej kalkulować, z jakich to geopolitycznie ważkich i społecznie złożonych powodów Wołodymyr Zełenski postanowił wyciągnąć z ukraińskich szaf szkielety banderowców i ruszyć na ich czele w ten głupi bój z Polską o rzekomy honor całej Ukrainy. Pisząc o wzywaniu Załużnego na dywanik, ukraińska prasa potwierdza podejrzenia, że Zełenskiemu polityczny grunt pali się pod nogami. Jego popularność dramatycznie spada, a obok szkieletu Szuchewycza w prezydenckiej szafie grzechoczą jeszcze korupcyjne zarzuty wobec jego najbliższych współpracowników, starym sowieckim zwyczajem nabijających kabzę na wyniszczającej Ukrainę wojnie. W takich warunkach jest jasne, że nie chodzi o żadne wyssane z palca rehabilitowanie zapomnianych ukraińskich bohaterów, tylko o zwykły u każdego przywódcy strach przed utratą władzy i jej konsekwencjami.
Lekarstwem na ten strach miało być odpalenie przez Zełenskiego bomby z bohaterami UPA i awantura z Polską, wokół której – jak pewnie kalkulowano – uda się zmobilizować poparcie ukraińskich nacjonalistów wobec prezydenta. Jak to się skończy, można łatwo przewidzieć.
Aktualne cyfrowe wydanie tygodnika dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
