Englishman w nowej Polsce

Englishman w nowej Polsce

Patrzy na górę śmieci i nie rozumie, dlaczego ona się tam znalazła, więc robi zdjęcie. Mark Power z polskiego bałaganu czerpie energię.
Wielu Polaków oburza się na zdjęcia Marka Powera, że przedstawiają tylko brud, syf, zadupie. Że to Białoruś, a nie Polska. Że same stereotypy.

Nie można mu jednak zarzucić, że Polski nie zna. Nad albumem „The Sound of Two Songs" („Melodia dwóch pieśni”) pracował pięć lat, do Polski przyjeżdżał 25 razy.

Nie można też powiedzieć, że Power Polski nie lubi. Bo czy inaczej już po publikacji albumu sprowadziłby do Polski na pół roku całą swą rodzinę? I czy cała rodzina jednym głosem żałowałaby, że za niecałe dwa tygodnie musi wracać do rodzinnego Brighton? 

Sentyment

51-letni Mark Power jest członkiem Magnum, najbardziej prestiżowej agencji fotograficznej na świecie. Wydał pięć albumów, jego zdjęcia wystawiają galerie na całym świecie. Brytyjski dziennik „The Guardian" uznał jego „polski” album za jedną z lepszych fotograficznych publikacji 2010 r.

W latach 80. Power za zdjęcia, które publikował, nie dostawał pieniędzy albo otrzymywał niewielkie wynagrodzenie. W 1989 r. dostał pierwsze poważne honorarium: 200 funtów. Za nie pojechał z kolegą do Berlina. Już pierwszego dnia runął mur berliński. Power zrobił zdjęcia, wysłał je do Anglii i stał się ekspertem od Europy Wschodniej. Porzucił myśl o przekwalifikowaniu się na stolarza i z poznaną dwa miesiące wcześniej narzeczoną w sylwestra 1989/1990 rozbijał butelki po szampanie na pl. Zamkowym w Warszawie.

W 2003 r. agencja Magnum wysłała dziesięciu fotografów do państw, które rok później miały wejść do Unii Europejskiej. Power wybrał Polskę z powodów sentymentalnych: pamiętał pierwszą podróż z narzeczoną, a jako student sprzedawał w Brighton znaczki „Solidarności". Był też racjonalny powód: Polska miała być największym z nowych krajów członkowskich. Na zauroczenie Polską zapewne wpłynęło również to, że po przyjeździe strasznie się upił w podłym barze na warszawskiej Woli podczas meczu Polska – Anglia. I że upił się z właściwą osobą.

Ta osoba to Konrad Pustoła, fotograf i redaktor „Krytyki Politycznej". Przejechali wspólnie 15 tys. km po Polsce, „skanując rzeczywistość”: Pustoła sugerował miejsca i prowadził auto, a Power fotografował.

Power mówi: – Albumy o Polsce albo opowiadają o Holocauście, albo pokazują ładne krajobrazy. Nie ma tego, co widać wszędzie. Dziwiłem się, że polscy fotografowie tego nie fotografują.

Z pomocą Pustoły Power porzucił wizję homo sovieticus, z którą do Polski przyjechał. Fotografował przestrzenie poprzemysłowe, budowy, podwórka, transformację, kontrasty, blokowiska, śmieci.

– Jak robił takie straszne syfy, to żartowałem: „Sorry, Mark, wiesz, że jestem z KGB. Jak zrobisz to zdjęcie, przyjadą moi koledzy i nas zgarną" – opowiada Pustoła. – W ten sposób subtelnie dawałem mu chyba do zrozumienia, że ładuje się w jakąś kliszę.

Power robił swoje. – Patrzę na górę śmieci i nie rozumiem, dlaczego ona się tam znalazła, więc robię zdjęcie. Konrad wie, dlaczego ta góra tam jest, i to go wkurza. To nie jest tak, że specjalnie wyszukuję takie rzeczy, one są wszędzie. Nie podnieca mnie śmietnik na ulicach, nienawidzę kup na chodnikach, nie rozumiem, dlaczego nie da się tego sprzątnąć. Kraków to eleganckie miasto. A zobacz – pokazuje na chodnik – ot tak zburzyli kawałek murku, żeby wsadzić skrzynkę elektryczną. A tu – przejechaliśmy ledwie 200 metrów – korona nad wejściem do baru z kebabami. Kiedy wyjechałem samochodem z Polski do Niemiec, nagle zauważyłem, że coś jest nie tak. Nie wiedziałem, o co chodzi, dopóki sobie nie uświadomiłem, że zniknęły reklamy. W Polsce wielkie reklamy zasłaniają całe budynki. To zamach na wizualność.

– Paradoksem jest to, że on jest zakochany w tej beznadziei – mówi Pustoła. – Jest malarzem z wykształcenia. Jest wrażliwy na kolor, kompozycję. Nie lubi zbyt ładnych zdjęć.

Jednak na wielkoformatowych odbitkach nawet śmietnik ma urok. Power mówi tak: – Lubię mieszkać w ładnych miejscach, ale energię czerpię z miejsc nieuporządkowanych. W czystym i obfotografowanym przez turystów Brighton nie mam motywacji. Polska jest w nieładzie i za to ją kocham.

Projekt: Polska

Jo, rzeźbiarki i partnerki Powera, z którą w 1989 r. przyjechał do Polski, nie było trudno przekonać do wyjazdu na pół roku. – Uwielbiam Brighton i nie chciałabym żyć w innym mieście, ale szkoda by było spędzić całe życie w jednym miejscu.

Tym bardziej że Jo ma polskie korzenie – jej prababka nosiła nazwisko Kuczyńska.

Mieszkanie na poddaszu na krakowskim Kazimierzu kupili w 2006 r. Trafiła się okazja. Odrapana klatka schodowa z betonowymi schodami. Agencja towarzyska na dole. Za oknem nieotynkowana ściana, która wygląda, jakby nie była tknięta ludzką ręką od czasów II wojny światowej. Ale elewacja już jest odremontowana, a w mieszkaniu jest ciepło i przytulnie.

Znajomi pukali się w głowę: – Po co się pchacie do Polski? Ale wybór Polski był dla nich logiczny: – W Polsce czuję, że świat idzie do przodu – mówi Power. – Znamy sporo 30-letnich Polaków. Załapali się na komunizm, jednak żyją już w nowej rzeczywistości. Wierzą, że wszystko jest możliwe. To pokolenie ma dużo energii, optymizmu. My w Anglii mamy raczej poczucie, że nic się nie zmieni. Poczucie stagnacji.

– Mark Polskę zna – mówi Jo. – Lotnisko Gatwick jest pół godziny drogi od naszego domu w Brighton. Po dwóch godzinach i dziesięciu minutach lotu lądujemy w Balicach i czujemy się prawdziwie za granicą. Inaczej. Kraków to Europa ze wszystkimi udogodnieniami, ale przez to, że budynki nie są odnowione, że nie ma wszystkich międzynarodowych sieci sklepów, nie wygląda jak wszystkie europejskie miasta. I nie widać wszędzie brytyjskich ekspatów.

Power: – Gdyby nie dzieci, pewnie wybrałbym Warszawę lub Łódź, które są intensywniejsze, ale Kraków jest bardziej na ludzką miarę – wszędzie blisko, niedaleko góry, bliżej stąd do Pragi czy Budapesztu.

Ośmioletni Milligan był za, lecz 12-letnia Chilli nie chciała zostawiać przyjaciół. Jest dobrą uczennicą, a przyjazd do Polski odbije się na jej wynikach w szkole. Rodzice wiedzieli, że nie będzie ich stać, aby płacić tysiąc euro miesięcznie za międzynarodową szkołę, i że program będą omawiać z dziećmi sami. – Powiedzieliśmy o tym dyrektorowi jej szkoły. Ucieszył się. Powiedział, że Chilli przez doświadczenie mieszkania w innym kraju nauczy się wielu rzeczy, a po powrocie zaległości bez problemu nadrobi. Plan lekcji dziewczynka ma rozpisany od poniedziałku do piątku. Dodatkowo lekcje z polskiej historii połączone z wycieczkami.

Po polsku dogadują się w sklepie czy restauracji. A przynajmniej próbują. Ostatnio w zaprzyjaźnionej restauracji, gdzie porozumiewają się tylko po polsku, zamówili dwa serniki na cztery osoby. Do tych serników potrzeba im było jeszcze dwóch widelczyków. Tylko nikt nie mógł sobie przypomnieć, jak są po polsku widelce. W końcu strzelili: – Poprosimy dwa naleśniki.

I dostali naleśniki.

Szare jest piękne

– Dla fotografa pogoda jest świetna – cieszy się Power, kiedy jedziemy jego volkswagenem camperem przez zakorkowane ulice Krakowa. Odwieźliśmy już jego córkę Chilli na lekcję francuskiego i z synem zmierzamy do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie- Łagiewnikach. Niebo jest zasnute chmurami, słońce próbowało się przebić, lecz dało za wygraną. Mówiąc krótko, jest buro i ponuro. Ale Power się zachwyca: – To jest piękne miękkie światło.

Kościół wydaje się idealny. Inny od tych 14, które sfotografował od sierpnia: nowy projekt Powera to wnętrza kościołów w czasie mszy fotografowane z wysokości chóru. Nieinwazyjne. Niewkraczające w intymność modlących się.

Power niemal w każdym krakowskim kościele odkrywa nowy aspekt religijności. Został wychowany w katolicyzmie, ale gdy skończył 18 lat, przestał chodzić do kościoła. Kiedy miał fotografować mszę u dominikanów, przez myśl mu nie przeszło, że kościół będzie pełen młodych ludzi.

Fotografował już „olbrzymią falę emocji", jaka wybuchła podczas żałoby po śmierci Jana Pawła II, ale wydawało mu się to wyjątkowe. Niecodzienne. A w Krakowie kościoły zawsze są pełne.

Na obiad idziemy do niedrogiej restauracji na Kazimierzu. Mark zamawia pstrąga z opiekanymi ziemniakami, Jo – pierogi ruskie z kompotem, Chilli – placki, Milligan – pierogi z mięsem. Jo cieszy się z tego, że w Krakowie można dostać produkty z Włoch, ale też sporo miejscowych, są kury i świeże jaja, sery z Zakopanego, pieczywo pieczone na miejscu. – W Brighton na bazarze nie ma nic lokalnego. Miejscowe produkty można kupić ze specjalnych farm za bajońskie sumy. Tu można łatwo prześledzić drogę od producenta do sklepu.

Power wyjaśnia to z innej strony. – W Anglii już nawet centra miast są w większości prywatne. Mało jest przestrzeni publicznej. Żeby zrobić zdjęcie, muszę mieć pozwolenie. Ale nie wiadomo od kogo. Pierwsza osoba, do której podejdę, powie, że ona nie może podjąć takiej decyzji. Odsyła wyżej. Kolejna znów odsyła. Nikt nie chce brać na siebie odpowiedzialności. Nie skradam się z aparatem. Robię zdjęcia ze statywu, wielkoformatowym aparatem ze staroświecką płachtą. W Polsce, żeby zrobić zdjęcie parkingu, wystarczy, że zgodzi się stróż.

Po powrocie do Brighton Mark, Jo, Chilli i Milligan ze swoich polskich doświadczeń ułożą książkę. – To taki wsobny projekt, w którym chodziło o naszą rodzinę. Po raz pierwszy mieliśmy dla siebie tyle czasu.

I spędzali go głównie z sobą. Kłócąc się na początku więcej, a z czasem mniej. Dzieci nie zaprzyjaźniły się z rówieśnikami z powodu barier językowych. Rodzice mieli swoje projekty i edukację dzieci na głowie. Ale nie wyjadą z pustymi rękami.

Power zabierze z powrotem nowe zdjęcia wnętrz krakowskich kościołów.

Jo zabierze papierki od polskich cukierków i kapsle od butelek, bo w Anglii są zupełnie inaczej projektowane. Okrągłą szczotkę, której włosie idealnie się nadaje na bufiastą suknię damy. Dziobiące drewniane kury, które przerobi na wymiotujących Brytyjczyków z wieczorów kawalerskich.

Chilli przywiezie szafę nowych ciuchów kupionych w szmateksach. Ostatnio za 75 zł kupiła: beżowy idealnie pasujący wełniany płaszcz, trzy swetry, dżinsy, szalik, kamizelkę, spódnicę, koszulę i kapelusz. Przywiezie też, jak mówi, „doświadczenie".

Milligan będzie tęsknił. – Kraków nie jest tak czysty jak Brighton, ale i tak jest fajny.

Wrócą do siebie rozczarowani polską zimą. Po pierwszym grudniowym śniegu w Krakowie wszyscy wmawiali im, że to będzie zima stulecia, a więcej nie padało. Mark kupił nawet, po raz pierwszy w życiu, zimowe opony. Jo jest też zawiedziona, że Mark nie zabrał ich do Radomia. Byli w Zakopanem, nad morzem, na Mazurach, w Warszawie, w Nowej Hucie, w kopalni w Wieliczce. W Krakowie podobała im się parada jamników, widzieli bożonarodzeniowe szopki i przywitali Nowy Rok. Ale nie byli w Radomiu.

Okładka tygodnika WPROST: 6/2011
Więcej możesz przeczytać w 6/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 2
  • ciotka IP
    W ciagu kilkunastu lat pobytu w UK zgromadzilam dobra kolekcje fotek prawdziwe, niewyretuszowanej Anglii, szczegolnie tej pokopalnianej, polnocnej, niepocztowkowej...
    Fotki moze nie sa szczytem artyzmu, ale sa przynajmniej poprawne poprawne i tematycznie ciekawe. A najsmieszniejsze, ze album predzej ukaze sie w UK nizli w Polsce, bo dla rodakow prawda o angielskiej nedzy i brudzie jest ogromnie politically incorrect:)
    I to odpowiedz na twoje krecenie nosem - Polak ma to, czego sam chce. Bo wielu rzeczy - jak fotek tej innej Anglii - nie chce. A potem placz, ze Angil zrobil Polsce kuku;)
    • Orwell to wymyslil IP
      Mark Power by spojrzal na wlasny syf. Lotnisko Heathrow przypomina Trzeci Swiat. Londyn, to miasto brudne i wyjatkowo brzydkie. A co do Angoli, chyba specjalnie higeny nie przestrzegaja, mimo wizerunku nieskazitelnych dzentelmenow? A angielska prowincja, to dopiero smrod i
      ubostwo, gdzie sie trzyma pracownikow sezonowych w kontenerach. U.K., jak cala U.E., to wielka zgnilizna blednie nazywajaca sie Zachodem. Podobno w niektorych kregach Londyn jest juz Londynistanem.

      Spis treści tygodnika Wprost nr 6/2011 (1461)

      • Kebab na zimno 6 lut 2011, 12:00 Boże, pobłogosław Amerykę. Kogo obwiniano by o wszystkie nieszczęścia tego świata, gdyby nie ona? 4
      • Na skróty 6 lut 2011, 12:00 Koniec fety w PO Donald Tusk postanowił: żadnych imprez z okazji dziesięciolecia Platformy Obywatelskiej nie będzie. Taką decyzje obwieścił na ostatnim zarządzie partii, na którym miano ustalać terminy obchodów. Jeszcze do ubiegłego... 7
      • Dajcie ludziom szansę 6 lut 2011, 12:00 "To był pluton egzekucyjny wymierzony w Schetynę" - tak posiedzenie zarządu PO relacjonował dla Wprost.pl jeden z polityków tej partii. Widziałem następnego dnia Grzegorza Schetynę. Żywego. Najwyraźniej Donald Tusk i jego... 9
      • Hipnoza zaczeską 6 lut 2011, 12:00 „Wielki Szu 2" powstanie po prawie trzydziestu latach od pierwowzoru. Główną postać zagra, oczywiście, Jan Nowicki, który tą rolą chce pożegnać się z aktorstwem i publicznością. W drugiej części filmu superkanciarz... 10
      • Strzępek nerwów 6 lut 2011, 12:00 Rezygnując ze startu w wyborach prezydenckich, pełen energii Donald Tusk obiecywał, że skupi się na rządzeniu państwem. Dziś czuje się zaszczuty i wypalony. Zamiast rządzić, próbuje opanować sytuację w Platformie. 12
      • Kaczyński boi się wygrać 6 lut 2011, 12:00 Tusk wygra bezradność – mówi samotny intelektualista o samotnym premierze. Prof. Paweł Śpiewak opowiada też o utopiach i o tym, dlaczego Kaczyński niestraszny, a Tusk w pułapce. 16
      • Wojna ekonomistów 6 lut 2011, 12:00 Jaka jest różnica między Leszkiem Balcerowiczem i bliskimi mu ekonomistami a ekonomistami z Rady Gospodarczej Premiera RP? Ci pierwsi myślą głównie o gospodarce, ci drudzy także o polityce. Tyle że to różnica ogromna. 21
      • Zew krwi 6 lut 2011, 12:00 Jarosław Kaczyński zarzuca po zorganizowanie kampanii pogardy przeciw prezydentowi Kaczyńskiemu. Teraz sam stanął na czele wielkiej kampanii nienawiści przeciw swym wrogom z Platformy. 24
      • Oczy szeroko otwarte 6 lut 2011, 12:00 Czasy się zmieniają, fronty walki też. Nie zmienia się tylko jego ulubiona pozycja – zawsze okrakiem na barykadzie. 28
      • W samolocie rządzę ja 6 lut 2011, 12:00 Jeśli pilot Air Force One słyszy, że lądowanie mogłoby być niebezpieczne, to nie ląduje – mówi płk Mark Tillman, który przez dziewięć lat był pierwszym pilotem prezydenta USA. 32
      • Eksperci od żłobków 6 lut 2011, 12:00 Jeśli poprawka senatora Cimoszewicza przejdzie, żłobek stanie się miejscem narodzin kompleksu winy u matek, które dzieci do żłobka posyłają 35
      • Ławka kar 6 lut 2011, 12:00 Gdybym zrobił to, co chciałbym zrobić, gdybym był szeregowym posłem, pewnie nie chcieliby mnie pochować na katolickim cmentarzu. 36
      • Miasto kieszonkowe, sumienie kryształowe 6 lut 2011, 12:00 Obywatele Żnina czują moralne oburzenie. Zorganizowali nawet marsz milczenia. Wiedzą swoje: ojciec bydlak zamordował dwuletnią Wiktorię. Pytań o własną winę raczej sobie nie zadają. 40
      • Englishman w nowej Polsce 6 lut 2011, 12:00 Patrzy na górę śmieci i nie rozumie, dlaczego ona się tam znalazła, więc robi zdjęcie. Mark Power z polskiego bałaganu czerpie energię. 44
      • Botoks jak narkotyk 6 lut 2011, 12:00 Zaczyna się niewinnie: od zastrzyku z botoksu, który w przerwie obiadowej likwiduje kurze łapki. Potem przychodzi kolej na zabieg, który poprawi urodę. I na kolejny. Lekarze ostrzegają jednak, że granica między dbałością o urodę a nałogiem jest płynna. 48
      • Rodzice wychodzą z szafy 6 lut 2011, 12:00 Kiedy się o tym dowiadują chowają się w szafie na wiele lat. Sami ze swoją tajemnicą. Teraz mają szansę – powstają pierwsze grupy wsparcia dla rodziców gejów i lesbijek. 50
      • Zima ludów 6 lut 2011, 12:00 Drżenie ziemi na Bliskim Wschodzie budzi wielki strach. I nie wiadomo tylko, czyj strach jest największy. Izraela? Ameryki? Bliskowschodnich satrapów? A może ich synów jeszcze chwilę temu przekonanych, że przejęcie władzy i stworzenie dynastii jest tylko kwestią czasu. 54
      • Egipt między Turcją a Iranem 6 lut 2011, 12:00 Nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy nad Nilem zapanuje coś na kształt tureckiej demokracji parlamentarnej (z dużymi wpływami wojska), coś bardziej przypominającego irańską teokrację, czy też anarchia sprzyjająca międzynarodowemu terroryzmowi. 59
      • Zmiana tylko na dobre 6 lut 2011, 12:00 „Stabilizacja” od lat panująca w świecie arabskim nie była autentyczna. To była represja. W dodatku wspierana amerykańskimi pieniędzmi. Dlatego dzisiaj tym bardziej powinniśmy pogratulować Egipcjanom odwagi wyjścia na ulice i z uśmiechem powitać koniec stabilizacji. 62
      • Największe widowisko Ameryki 6 lut 2011, 12:00 Świat ma finał piłkarskiej Ligi Mistrzów. Amerykanie mają Super Bowl. Tyle że finał rozgrywek futbolu amerykańskiego to nie tylko wydarzenie sportowe. To zjawisko kulturowe. 64
      • Mistrz cięć 6 lut 2011, 12:00 Ma 84 lata, ale – jak mówi – nie ma czasu umierać. Nic dziwnego. Ma też 23 mld dolarów i największą firmę meblarską świata – Ikeę. W tym roku Ingvar Kamprad hucznie świętuje 50-lecie swoich interesów z Polską. Także dzięki nam jest jednym z najbogatszych... 66
      • Przez żołądek do portfela 6 lut 2011, 12:00 Chleb za ponad 4 złote, tyle samo za cukier, a polskie jabłka droższe od cytrusów i bananów. Dzięki światowym spekulantom nadchodzą czasy drogiej żywności. 70
      • Facet o dwóch głowach 6 lut 2011, 12:00 „Prawdziwe męstwo” braci Coen to kolejny ich film z szansami na Oscara. Dlaczego dziwacy z Minnesoty zostali pupilkami Hollywood? 72
      • Piosenka przychodzi sama 6 lut 2011, 12:00 Wciąż żyje w lesie, wciąż nie lubi występować na scenie i wciąż komponuje ujmujące melodie. Seweryn Krajewski wraca z nową płytą „Jak tam jest”. To może być największy comeback w polskiej rozrywce od wielu lat. 76
      • Stanisław, król życia 6 lut 2011, 12:00 Cała Polska pokochała go, kiedy syn Kazik Staszewski przypomniał wraz z Kultem jego piosenki. Teraz dociera do nas odnaleziony cudem po latach musicalowy scenariusz Stanisława Staszewskiego, „Czarna Mańka”. Wydawcą został wnuk Stanisława i syn Kazika – Kazio... 79
      • Następca największych 6 lut 2011, 12:00 Kto po Lutosławskim, Pendereckim, Góreckim? Wszystko wskazuje na to, że Paweł Mykietyn. 82
      • Niesamowite brzmienie filmu 6 lut 2011, 12:00 Nazywano go Johnem Lennonem muzyki filmowej. John Barry, jeden z najwybitniejszych kompozytorów filmowych, autor dźwiękowej ilustracji do kilkunastu filmów o agencie 007, zmarł 30 stycznia. 84
      • Świat się zmienił 6 lut 2011, 12:00 Ludzie mają zbyt dużo źródeł wiedzy, by dać się otumanić 88
      • Kilka mitów o miłości 6 lut 2011, 12:00 Na wojnie i w miłości nie ma reguł? Czy ludowa mądrość zawarta w popularnych przysłowiach jest coś warta? – pytamy prof. Bogdana Wojciszkego, psychologa społecznego. 90
      • Smaki miłości 6 lut 2011, 12:00 Mówi się, że droga do serca wiedzie przez żołądek. Odświętna kolacja dostarczy rozkoszy nie tylko kulinarnych. 92
      • Romantyczni nierozważni 6 lut 2011, 12:00 Prawdziwi mężczyźni i piękne kobiety nie wystarczą. Potrzebni są też neurotyczni intelektualiści, wampiry i psychopaci. Dawid Karpiuk przedstawia subiektywny ranking filmów z miłością w tle. 94
      • Cytrynowe szaleństwo 6 lut 2011, 12:00 Mój zachwyt zaczyna się od kształtu tego zjawiskowego owocu. 96
      • Koszmar Pankracego, czyli zmory w powietrzu 6 lut 2011, 12:00 Opis: Jesteśmy w studiu telewizyjnym, nic się jednak nie dzieje, nagranie dobiegło końca i pies Pankracy śpi. Od czasu do czasu mlaska i oblizuje się po swojej wełnianej sierści. Jest cicho i spokojnie. Gdzieś w oddali słychać, że pan Zygmunt, pan Pankracego, ćwiczy na swoim... 97
      • Peereltynki. Kochajmy się 6 lut 2011, 12:00 Nie, to nie ja napisałem dla draki, tylko poważnie napisał pewien tzw. portal. Jeśli jeszcze nie wiesz, jaki prezent sprawić na walentynki ukochanej osobie, pytamy: może tak upominek w stylu PRL? 97
      • Gorące ferie zimowe 6 lut 2011, 12:00 Tradycyjne miejsca ucieczki przed zimą, czyli Egipt i Tunezja, dostarczyły niespodziewanych atrakcji, których nie było w ofercie biur podróży. 98

      ZKDP - Nakład kontrolowany