Piosenka przychodzi sama

Piosenka przychodzi sama

Wciąż żyje w lesie, wciąż nie lubi występować na scenie i wciąż komponuje ujmujące melodie. Seweryn Krajewski wraca z nową płytą „Jak tam jest”. To może być największy comeback w polskiej rozrywce od wielu lat.
Maria Szabłowska: Schroniłeś się w lasach. Trudno do ciebie trafić.

Seweryn Krajewski: Wcale się nie schroniłem. Chciałem tylko, żeby było cicho i spokojnie.

Co czujesz, jak oglądasz wiadomości?

Rzadko oglądam telewizję, wolę słuchać radia. Ale czy to telewizja, czy radio – nastrój wiadomości najczęściej jest paskudny. To tylko walka o  oglądalność i dopóki tak będzie, to nie jest dla mnie. Słucham radia tylko rano, włączam, żeby się dowiedzieć, czy ustrój się zmienił, czy nie, czy to jeszcze III RP, czy już piąta... Wszechobecne trupy mnie nie  interesują. A uważa się, że bez trupów news nie porywa.

Dziennikarze walczą o oglądalność i nakłady, piosenkarze – o sprzedaż płyt...

Ludzie, którzy tworzą taki świat, niech go sobie mają. Jeżeli bełkot prezesa jest najważniejszym newsem, to mnie to przestaje interesować. To  nie mój świat. Ja mam swój, który jest o wiele ciekawszy. Zupełnie inna półka. Uważam, że polityka to ciekawa dziedzina życia, szkoda, że w  Polsce nie występuje...

Nie masz ochoty tego świata zmienić chociaż trochę, na przykład piosenką?

Nie jestem od tego. Zresztą w moim świecie nie jestem sam. Jest w nim mnóstwo ludzi, którzy tak jak ja nie żyją pod dyktando telewizora. Ale  mam świadomość, że są też inne światy – ludzi bez pasji, bez talentu, którzy siedzą przed telewizorem lub wypisują, co chcą, w komputerze, bo  sądzą, że znają się na wszystkim. To są ludzie, którym – przepraszam za  te słowa – coś między nogami rośnie, jak napiszą paskudnie na kogoś. Teraz, kiedy wydaję płytę, też już niektórzy, może nie ma ich tak wielu, siedzą przed komputerami i  komentują. Mam wrażenie, że to są cały czas ci sami ludzie. Wiecznie niezadowoleni. 

To ci sami ludzie co przed 20 laty?

Tak, bo młodzi ludzie mnie nie znają.

Dla wielu młodych jesteś gwiazdą. Gdy z Krzysztofem Szewczykiem wręczaliśmy tobie i Piaskowi złotą płytę w Sali Kongresowej, zaskoczyła mnie widownia. Nie byli to tylko nasi rówieśnicy. Nie jesteś osobą nieznaną.

Nie, na pewno nie. Cały czas coś robię. Niektórzy mi wytykają, że ja od  dwudziestu paru lat nic nowego nie napisałem. Ale oni przecież nie  wiedzą, co ja robię. I ja się nie domagam, żeby o mnie cały czas było głośno...

Wręcz przeciwnie, wolisz, żeby było raczej cicho. Ale cały czas komponujesz. Jak powstają twoje piosenki?

Zaczyna się od chęci pogrania sobie. To jest jak narkotyk, biorę gitarę albo siadam przy fortepianie. Dobrze jest mieć jak najlepszy instrument, bo to ma wpływ na wyobraźnię. Niesamowita jest ta przyjemność grania i  improwizowania dla siebie. Jak mi się coś spodoba, notuję. Zanim bym włączył sprzęt do nagrywania, pomysł odfrunąłby tak szybko, jak przyfrunął, więc zapisuję nuty, tak jest najszybciej.

Zapisujesz nuty, bo umiesz. Wielu ci tego zazdrości. Kiedy pomyślałeś po  raz pierwszy, że masz talent do komponowania, bo miałeś przecież być skrzypkiem?

Musiałem być muzykalny, skoro posłano mnie do szkoły muzycznej. W  przedszkolu przedszkolanki zwróciły uwagę mamie, że koniecznie musi mnie zapisać do szkoły muzycznej. Ja wtedy nie myślałem, że mam talent. Trzeba było ćwiczyć i grać, a do wyboru miałem tylko fortepian lub  skrzypce. Nie było fortepianu w domu, więc wybór padł na skrzypce. Jak doszło do ćwiczenia, przeszło mi momentalnie. Skrzypce to trudny instrument, wymaga żmudnego ćwiczenia, stania godzinami przy pulpicie. Jest lato, na podwórku bawią się koledzy, a tu trzeba grać. To była tragedia. W czwartej klasie dochodzi obowiązek nauki drugiego instrumentu, wtedy zacząłem grać na fortepianie.

Ryszard Poznakowski opowiadał mi, że w szkole muzycznej na przerwach siadałeś do fortepianu, grałeś i śpiewałeś. I to były melodie rozrywkowe.

Po prostu dobierałem sobie akordy, bo to potrafiłem, i śpiewałem popularne melodie, a także swoje pierwsze melodyjki z wymyślonymi słowami przypominającymi angielski.

Kiedy już wiedziałeś, że chcesz być kompozytorem?

Po przeczytaniu biografii Mozarta, Beethovena, Paganiniego. Te życiorysy były tak fantastyczne, że ja gdzieś tam czułem, że to mój świat. To był świetny wzór. Nie wiedziałem, czy ja tak mogę, ale bardzo chciałem też być takim kompozytorem. Lecz nagle pojawiła się muzyka tzw. gitarowa, bigbitowa i to dla mnie było coś fantastycznego. Objawienie.

Pierwszy raz usłyszałeś ją w Radiu Luksemburg?

Tak, uciekała ta fala, ale zawsze można było ją rozpoznać po perkusji. Jak słychać było bit, to wiadomo było, że to Radio Luksemburg. Ten świat mnie wciągnął kompletnie. Już wiedziałem, że ja sam muszę tworzyć, a nie tylko odtwarzać, choćby najlepiej, Mozarta czy Bacha. Konstanty Andrzej Kulka, który był z tobą w szkole, dziś jest wybitnym skrzypkiem.

Nie żałujesz, że nie poszedłeś w kierunku muzyki klasycznej?

Nie żałuję, ponieważ różnica między Konstantym Andrzejem a mną jest taka, że Konstanty urodził się ze skrzypcami, a ja je tylko obwąchiwałem.

W efekcie stałeś się gwiazdą.

Songwriterem. To moja specjalność. Nie każdy potrafi to robić, chociaż w  Polsce wszystkim się wydaje, że umieją doskonale pisać piosenki.

Stałeś się gwiazdą z Czerwonymi Gitarami, ale przecież raczej tego nie  lubiłeś.

Granie na żywo nie kręciło mnie nigdy, bo to nigdy nie było to, co ja potrafię najlepiej. Zawsze zmagałem się z tym, że nie słyszę, co  śpiewam. Nie czułem estrady, nie miałem satysfakcji. Męczyło mnie to... Nie lubię, jak ktoś mnie ogląda, podpatruje. Pisanie jest intymną sprawą. Jak już coś napiszę, to raczej nie chcę wychodzić z tym do  ludzi, wolę, by ktoś inny to zaśpiewał.

Dużo koncertowaliście z Czerwonymi Gitarami, lubiłeś te trasy?

No jasne, w każdym mieście inna dziewczyna, wódka, papierosy, narkotyki... (śmiech). Nigdy nie piłem, życie estradowe mnie nie  wciągnęło i kolegów też nie. Byliśmy grzecznym zespołem.

Pamiętam, jak mi mówiłeś, że Krzysztof Klenczon to zwierzę estradowe, a  ty nie.

Lepiej czuł estradę niż ja.

Porównywano was do Lennona i McCartneya.

To polska specjalność, porównywanie do zagranicznych artystów. Krytycy zawsze mają problem, nie potrafią zauważyć czegoś oryginalnego w polskim artyście. Dlatego nas zaszufladkowano.

Ale to był dla was komplement!

Nie, nie był to dla nas komplement, bo myśmy świadomie zerwali z graniem zagranicznych piosenek. Naszą ambicją było, żeby wykonywać własne, oryginalne piosenki. Szczerze mówiąc, widzę, że cały czas jest z tym problem. „Mam talent!" – papugi! Siedzi trzech jurorów i nie potrafią wyłowić oryginalnego artysty, bo szukają...

...polskiej Céline Dion na przykład. Oglądasz „Mam talent!"?

Parę razy mi się zdarzyło, bo szukałem kogoś, komu mógłbym dać swoją piosenkę do zaśpiewania.

Po festiwalu w Los Angeles, na który pojechałeś z Marylą Rodowicz, i  sukcesie tam twojej piosenki „Niech żyje bal", mogliście zrobić wielkie kariery w Ameryce.

Nie, to było zbyt skomplikowane. To się działo tuż po stanie wojennym. 84 rok. Bieda z nędzą w Polsce. Nawet przez chwilę nie myślałem, żeby tam zostać na dłużej. Im było łatwo mówić, a tutaj – żona, dwoje dzieci... Nie mogłem sobie tego wyobrazić, żebym ja dzwonił i mówił, że  zostanę robić karierę. Poza tym dla mnie było już za późno na karierę piosenkarską, chyba że zostałbym songwriterem. Albo pisał muzykę filmową.

Nie chciałeś zostać amerykańskim piosenkarzem? Każdy by chciał.

Na estradzie tracę muzycznie, bo mnie to krępuje, gorzej gram i gorzej śpiewam.

Ale wróciłeś na estradę z Piaskiem.

To był mój ukłon, żeby podpromować płytę, którą napisałem dla Piaska. A  do tego byłem gościem, więc miałem luz. To były Andrzeja koncerty, ja tylko wychodziłem na parę piosenek. I grałem z młodymi muzykami. Trochę im nawet zazdrościłem, że teraz mają tak łatwo, cały świat stoi otworem, świetne instrumenty na wyciągnięcie ręki. Myśmy musieli wszystko zdobywać...

Porozmawiajmy o kobietach twojego życia zawodowego…

Pozwól, że wymienię tylko te, z którymi napisałem więcej niż jedną piosenkę. Maryla Rodowicz...

Z Rodowicz nie napisałeś piosenki.

Ale pięknie mi je śpiewała i śpiewa. No i to Maryla poznała mnie z  Agnieszką Osiecką.

Słyszałeś jej teksty i chciałeś ją poznać?

Tak, ale ja nie potrafiłbym podejść i zaproponować jej współpracy. Nie  mogę sobie wyobrazić, co ja bym jej mógł powiedzieć. Przecież było wiadomo, że jestem z Czerwonych Gitar, a jej teksty to był jednak inny świat, którego większość ówczesnych fanów Gitar nie zaakceptowałaby.

Ale przecież Agnieszka napisała dla Czerwonych Gitar.

Po paru latach naszej współpracy namówiłem ją, żeby napisała tekst do  piosenki, którą potem zaśpiewałem z zespołem. Gdy ją poznałem, nie  wiedziałem od razu, czy nasza współpraca potrwa dłużej, ale byłem pewien, że chcę z nią tworzyć.

A inne kobiety twojego życia?

Jadwiga Has, Magda Czapińska, Magda Umer. Pisały i piszą mi świetne teksty. No i jeszcze moja żona Elżbieta dała mi parę swoich wierszy, które zbeszcześciłem swoimi melodiami (śmiech).

Ile lat jesteście małżeństwem?

137 lat. Tak długo.

To zupełnie nie w stylu gwiazd.

Dlatego ja nie mogę być gwiazdą. Za czasów Czerwonych Gitar podobno mnóstwo dziewczyn za nami latało. Ale ja byłem tak pochłonięty muzykowaniem, że nie zwracałem na to uwagi. Chyba wtedy jeszcze nie  rozumiałem, co tracę. Ale jak zobaczyłem Elżbietę – dziewczynę o  nieprzeciętnej urodzie, wszystko się zmieniło. Przez chwilę była modelką, miała nawet zdjęcia w „Vogue’u", fantastycznie stylizowane na  lata 30. Zostawiła to wszystko, poświęciła się dla mnie i dzieci.

Wasz syn Sebastian też jest kompozytorem.

Dyplomowanym. Ja dyplomu nie mam. Po kilkakrotnym sprawdzeniu, że jest muzykalny, zrobiłem wszystko, by zdobył pełne wykształcenie muzyczne. Po  studiach robił specjalizację w Londynie w zakresie kompozycji filmowej i  teatralnej. Nie może powiedzieć, że rodzice kiedyś nie zadbali... Teraz utkwił w serialach, ale może mu się film trafi, by mógł się wykazać. Do  serialu nie trzeba być kompozytorem, wiem coś o tym.

Przecież skomponowałeś do serialu „Jan Serce" jeden z najpiękniejszych tematów filmowych. Ludzie pisali do telewizji, by dołożyć tekst. Agnieszka napisała i powstała piosenka „Uciekaj, moje serce". Muzykę do  filmów fabularnych też komponowałeś.

Tak, ale do komedii romantycznych.

„Och, Karol", ten pierwszy. To Agnieszka zaprotegowała ciebie do filmu?

Tak, wzięła mnie za rękę, bo ją o to poprosiłem, i zaprowadziła mnie na Chełmską. Zacząłem od filmu dokumentalnego, by nauczyć się, na czym to polega. Zdałem egzamin, chociaż byłem za  bardzo melodyczny.

W ogóle mówi się, że Seweryn to melodyk. To komplement.

Nie wiem, czy to komplement. Ja tak po prostu mam. Jeden ma to, drugi to. Od dzieciństwa rosłem z ładnymi melodiami i piękną polską muzyką. A  wszystko dzięki Polskiemu Radiu.

Jak się czujesz przed premierą nowej płyty?

Mam taki problem, że niektóre stacje radiowe i dziennikarze nie  interesują się tym, czy piosenki na nowej płycie są dobre, czy złe, tylko – ile ja mam lat. To jest żenada. Polskie chamstwo, ale przecież każdy kraj ma swoje chamstwo. Jeden bardziej, drugi mniej.

Muzykę można zdobyć przez internet, często za darmo. Czy jest to  zagrożenie dla muzyków? Dla twojej nowej płyty?

Taka wolność obraca się przeciwko artystom różnych dziedzin sztuki. W  trochę innej sytuacji są ci, którzy dopiero zaczynają swoją drogę artystyczną, dla nich to jest szansa zaistnienia. Trzeba to oczywiście okiełznać. Ale myślę, że sobie z tym poradzą mądre głowy, bo nie ma  innego wyjścia.

Masz satysfakcję z nowej płyty?

Właściwie tak.

Po jej wysłuchaniu mam wrażenie, że pozostałeś wierny sobie. Nie  poszedłeś pod publiczkę.

Biorę przykład z najlepszych. Ja ich nie dosięgnę, ale wzór mogę sobie brać. Od Chopina, który był geniuszem, Beethovena... Oni do końca życia pisali to, co umieli najlepiej. I czy mamy do nich pretensje, że pod koniec życia nie zmienili stylu? Ja też nie będę się zmieniał.

Uważasz, że jesteś rzemieślnikiem?

Nie, jestem bardziej artystą. Musi do mnie przyjść temat, wpaść mi do  głowy. Nic na siłę. Pisanie na siłę jest złe, do wyrzucenia. Ja jestem złym rzemieślnikiem.

A dobrym artystą?

Nie wiem. Ja nie uznaję, że piosenkę trzeba rzeźbić. Jeśli coś w ogóle zmieniam, to drobiazgi. Ale nigdy nie piszę na siłę. Tak samo jak mi wpadł do głowy motyw z „Jana Serce", na przykład Beethovenowi wpadł do  głowy motyw V symfonii i on z tych paru nut zbudował utwór. Wielki i  poważny. Siedział, wymyślał i rozbudowywał te parę nut, które mu spadły z nieba. A ja ograniczyłem się niemal tylko do mojego tematu z  rozwinięciem jedynie na refren. Miałem pomysł i na jego podstawie napisałem krótką piosenkę. Taka jest różnica między komponowaniem arcydzieł muzyki poważnej a pisaniem piosenek. Czyli taka jest różnica między mną a Beethovenem.

Okładka tygodnika WPROST: 6/2011
Więcej możesz przeczytać w 6/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 6
  • obserwator IP
    teraz nawet prawdziwego kabaretu nie ma -bo \"kabareciarze \" są spolegliwi i poddańczo usłużni to jest najbardziej niepokojące zjawisko(boją się wychylić)
    • vdorotav@interia.eu IP
      Seweryn zawsze był i zostanie numerem jeden na mojej liście.Wielki talent muzyczny,z ponadczasowym przesłaniem literackim (dobór tekstów)a czas sprawił,że jak ktoś już wcześniej zauważył, z łobuziaka wycinającego serce na ławce stał się dojrzałym artystą.Myślę,że tragiczne doświadczenie w jego życiu wyryło coś bardzo ważnego w jego przesłaniu muzycznym ostatnich lat.Pewnie i płyta \"Jak tam jest\" będzie częścią tego przesłania.Czerpmy więc z jego twórczości to co najpiękniejsze,zatrzymajmy się na chwilę nad pięknie dobranym przez Seweryna tekstem,doskonałą muzyką.
      • beata IP
        Pewnie,że Seweryn ma rację.W telewizji nie ma nic ciekawego. A i z tym pisaniem przez internet co komu się żywnie podoba-jeśli ktoś napisze o czymś dobrze i pod względem merytorycznym też ma coś do powiedzenia nikt nie chce z nim rozmawiać- najlepiej jest się opluwać i być zwykłym chamem.Szkoda,że tak jest.
        • daniowawa IP
          Pan Seweryn ma rację!!!
          W telejajku nie ma co oglądać chyba że jakiś kabaret np.kabaret w sejmie.
          Jeśli chodzi o to że media nie interesują się jakie piosenki są na nowej płycie ciekawe tylko jak bardzo Pan Seweryn się zmienił to żenada!!!!!!
          • chrabąszcz IP
            Seweryn, uszy do góry! Platforma nie będzie wiecznie rządzić :)

            Spis treści tygodnika Wprost nr 6/2011 (1461)

            • Kebab na zimno 6 lut 2011, 12:00 Boże, pobłogosław Amerykę. Kogo obwiniano by o wszystkie nieszczęścia tego świata, gdyby nie ona? 4
            • Na skróty 6 lut 2011, 12:00 Koniec fety w PO Donald Tusk postanowił: żadnych imprez z okazji dziesięciolecia Platformy Obywatelskiej nie będzie. Taką decyzje obwieścił na ostatnim zarządzie partii, na którym miano ustalać terminy obchodów. Jeszcze do ubiegłego... 7
            • Dajcie ludziom szansę 6 lut 2011, 12:00 "To był pluton egzekucyjny wymierzony w Schetynę" - tak posiedzenie zarządu PO relacjonował dla Wprost.pl jeden z polityków tej partii. Widziałem następnego dnia Grzegorza Schetynę. Żywego. Najwyraźniej Donald Tusk i jego... 9
            • Hipnoza zaczeską 6 lut 2011, 12:00 „Wielki Szu 2" powstanie po prawie trzydziestu latach od pierwowzoru. Główną postać zagra, oczywiście, Jan Nowicki, który tą rolą chce pożegnać się z aktorstwem i publicznością. W drugiej części filmu superkanciarz... 10
            • Strzępek nerwów 6 lut 2011, 12:00 Rezygnując ze startu w wyborach prezydenckich, pełen energii Donald Tusk obiecywał, że skupi się na rządzeniu państwem. Dziś czuje się zaszczuty i wypalony. Zamiast rządzić, próbuje opanować sytuację w Platformie. 12
            • Kaczyński boi się wygrać 6 lut 2011, 12:00 Tusk wygra bezradność – mówi samotny intelektualista o samotnym premierze. Prof. Paweł Śpiewak opowiada też o utopiach i o tym, dlaczego Kaczyński niestraszny, a Tusk w pułapce. 16
            • Wojna ekonomistów 6 lut 2011, 12:00 Jaka jest różnica między Leszkiem Balcerowiczem i bliskimi mu ekonomistami a ekonomistami z Rady Gospodarczej Premiera RP? Ci pierwsi myślą głównie o gospodarce, ci drudzy także o polityce. Tyle że to różnica ogromna. 21
            • Zew krwi 6 lut 2011, 12:00 Jarosław Kaczyński zarzuca po zorganizowanie kampanii pogardy przeciw prezydentowi Kaczyńskiemu. Teraz sam stanął na czele wielkiej kampanii nienawiści przeciw swym wrogom z Platformy. 24
            • Oczy szeroko otwarte 6 lut 2011, 12:00 Czasy się zmieniają, fronty walki też. Nie zmienia się tylko jego ulubiona pozycja – zawsze okrakiem na barykadzie. 28
            • W samolocie rządzę ja 6 lut 2011, 12:00 Jeśli pilot Air Force One słyszy, że lądowanie mogłoby być niebezpieczne, to nie ląduje – mówi płk Mark Tillman, który przez dziewięć lat był pierwszym pilotem prezydenta USA. 32
            • Eksperci od żłobków 6 lut 2011, 12:00 Jeśli poprawka senatora Cimoszewicza przejdzie, żłobek stanie się miejscem narodzin kompleksu winy u matek, które dzieci do żłobka posyłają 35
            • Ławka kar 6 lut 2011, 12:00 Gdybym zrobił to, co chciałbym zrobić, gdybym był szeregowym posłem, pewnie nie chcieliby mnie pochować na katolickim cmentarzu. 36
            • Miasto kieszonkowe, sumienie kryształowe 6 lut 2011, 12:00 Obywatele Żnina czują moralne oburzenie. Zorganizowali nawet marsz milczenia. Wiedzą swoje: ojciec bydlak zamordował dwuletnią Wiktorię. Pytań o własną winę raczej sobie nie zadają. 40
            • Englishman w nowej Polsce 6 lut 2011, 12:00 Patrzy na górę śmieci i nie rozumie, dlaczego ona się tam znalazła, więc robi zdjęcie. Mark Power z polskiego bałaganu czerpie energię. 44
            • Botoks jak narkotyk 6 lut 2011, 12:00 Zaczyna się niewinnie: od zastrzyku z botoksu, który w przerwie obiadowej likwiduje kurze łapki. Potem przychodzi kolej na zabieg, który poprawi urodę. I na kolejny. Lekarze ostrzegają jednak, że granica między dbałością o urodę a nałogiem jest płynna. 48
            • Rodzice wychodzą z szafy 6 lut 2011, 12:00 Kiedy się o tym dowiadują chowają się w szafie na wiele lat. Sami ze swoją tajemnicą. Teraz mają szansę – powstają pierwsze grupy wsparcia dla rodziców gejów i lesbijek. 50
            • Zima ludów 6 lut 2011, 12:00 Drżenie ziemi na Bliskim Wschodzie budzi wielki strach. I nie wiadomo tylko, czyj strach jest największy. Izraela? Ameryki? Bliskowschodnich satrapów? A może ich synów jeszcze chwilę temu przekonanych, że przejęcie władzy i stworzenie dynastii jest tylko kwestią czasu. 54
            • Egipt między Turcją a Iranem 6 lut 2011, 12:00 Nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy nad Nilem zapanuje coś na kształt tureckiej demokracji parlamentarnej (z dużymi wpływami wojska), coś bardziej przypominającego irańską teokrację, czy też anarchia sprzyjająca międzynarodowemu terroryzmowi. 59
            • Zmiana tylko na dobre 6 lut 2011, 12:00 „Stabilizacja” od lat panująca w świecie arabskim nie była autentyczna. To była represja. W dodatku wspierana amerykańskimi pieniędzmi. Dlatego dzisiaj tym bardziej powinniśmy pogratulować Egipcjanom odwagi wyjścia na ulice i z uśmiechem powitać koniec stabilizacji. 62
            • Największe widowisko Ameryki 6 lut 2011, 12:00 Świat ma finał piłkarskiej Ligi Mistrzów. Amerykanie mają Super Bowl. Tyle że finał rozgrywek futbolu amerykańskiego to nie tylko wydarzenie sportowe. To zjawisko kulturowe. 64
            • Mistrz cięć 6 lut 2011, 12:00 Ma 84 lata, ale – jak mówi – nie ma czasu umierać. Nic dziwnego. Ma też 23 mld dolarów i największą firmę meblarską świata – Ikeę. W tym roku Ingvar Kamprad hucznie świętuje 50-lecie swoich interesów z Polską. Także dzięki nam jest jednym z najbogatszych... 66
            • Przez żołądek do portfela 6 lut 2011, 12:00 Chleb za ponad 4 złote, tyle samo za cukier, a polskie jabłka droższe od cytrusów i bananów. Dzięki światowym spekulantom nadchodzą czasy drogiej żywności. 70
            • Facet o dwóch głowach 6 lut 2011, 12:00 „Prawdziwe męstwo” braci Coen to kolejny ich film z szansami na Oscara. Dlaczego dziwacy z Minnesoty zostali pupilkami Hollywood? 72
            • Piosenka przychodzi sama 6 lut 2011, 12:00 Wciąż żyje w lesie, wciąż nie lubi występować na scenie i wciąż komponuje ujmujące melodie. Seweryn Krajewski wraca z nową płytą „Jak tam jest”. To może być największy comeback w polskiej rozrywce od wielu lat. 76
            • Stanisław, król życia 6 lut 2011, 12:00 Cała Polska pokochała go, kiedy syn Kazik Staszewski przypomniał wraz z Kultem jego piosenki. Teraz dociera do nas odnaleziony cudem po latach musicalowy scenariusz Stanisława Staszewskiego, „Czarna Mańka”. Wydawcą został wnuk Stanisława i syn Kazika – Kazio... 79
            • Następca największych 6 lut 2011, 12:00 Kto po Lutosławskim, Pendereckim, Góreckim? Wszystko wskazuje na to, że Paweł Mykietyn. 82
            • Niesamowite brzmienie filmu 6 lut 2011, 12:00 Nazywano go Johnem Lennonem muzyki filmowej. John Barry, jeden z najwybitniejszych kompozytorów filmowych, autor dźwiękowej ilustracji do kilkunastu filmów o agencie 007, zmarł 30 stycznia. 84
            • Świat się zmienił 6 lut 2011, 12:00 Ludzie mają zbyt dużo źródeł wiedzy, by dać się otumanić 88
            • Kilka mitów o miłości 6 lut 2011, 12:00 Na wojnie i w miłości nie ma reguł? Czy ludowa mądrość zawarta w popularnych przysłowiach jest coś warta? – pytamy prof. Bogdana Wojciszkego, psychologa społecznego. 90
            • Smaki miłości 6 lut 2011, 12:00 Mówi się, że droga do serca wiedzie przez żołądek. Odświętna kolacja dostarczy rozkoszy nie tylko kulinarnych. 92
            • Romantyczni nierozważni 6 lut 2011, 12:00 Prawdziwi mężczyźni i piękne kobiety nie wystarczą. Potrzebni są też neurotyczni intelektualiści, wampiry i psychopaci. Dawid Karpiuk przedstawia subiektywny ranking filmów z miłością w tle. 94
            • Cytrynowe szaleństwo 6 lut 2011, 12:00 Mój zachwyt zaczyna się od kształtu tego zjawiskowego owocu. 96
            • Koszmar Pankracego, czyli zmory w powietrzu 6 lut 2011, 12:00 Opis: Jesteśmy w studiu telewizyjnym, nic się jednak nie dzieje, nagranie dobiegło końca i pies Pankracy śpi. Od czasu do czasu mlaska i oblizuje się po swojej wełnianej sierści. Jest cicho i spokojnie. Gdzieś w oddali słychać, że pan Zygmunt, pan Pankracego, ćwiczy na swoim... 97
            • Peereltynki. Kochajmy się 6 lut 2011, 12:00 Nie, to nie ja napisałem dla draki, tylko poważnie napisał pewien tzw. portal. Jeśli jeszcze nie wiesz, jaki prezent sprawić na walentynki ukochanej osobie, pytamy: może tak upominek w stylu PRL? 97
            • Gorące ferie zimowe 6 lut 2011, 12:00 Tradycyjne miejsca ucieczki przed zimą, czyli Egipt i Tunezja, dostarczyły niespodziewanych atrakcji, których nie było w ofercie biur podróży. 98

            ZKDP - Nakład kontrolowany