Posłowie narzekają na sejmowe jedzenie

Posłowie narzekają na sejmowe jedzenie

Dodano:   /  Zmieniono: 11
(fot. Wprost) / Źródło: Wprost
Szykują się zmiany w sejmowej restauracji – podała telewizja „Superstacja”. Posłowie narzekają bowiem na kiepską jakość jedzenia. Poseł Ruchu Palikota Wincenty Elsner powiedział, że opinia posłów na temat restauracji jest zazwyczaj negatywna. – Wielu parlamentarzystów i urzędników skarży się, że często jest to żywność odgrzewana, być może na nie do końca dobrych olejach - dodał szef klubu parlamentarnego Solidarnej Polski Arkadiusz Mularczyk.
Dlatego w grę wchodzi uruchomienie konkurencyjnej restauracji bądź zagrożenie najemcy rozwiązaniem umowy. Według Superstacji sprawą już zajmuje się Kancelaria Sejmu.

W 2004 roku ówczesny premier Marek Belka przyszedł do Donalda Tuska z propozycją zmian w systemie emerytalnym. Przekonywał, że ich wdrożenie jest niezbędne, byśmy jako emeryci mogli otrzymywać świadczenia. Wydawało się, że wszystko jest ustalone. Ale Platforma powiedziała „nie”. Ostateczną decyzję miał w tej sprawie podjąć Donald Tusk. Poparcie PO było wtedy niezbędne, bo rząd Belki nie dysponował stabilną większością w parlamencie.

Ta niezauważona historia została opisana w tym tygodniu przez Bloomberg Businessweek. Korzyści z wprowadzonych zmian dałyby oszczędności, które do dziś mogłyby sięgnąć nawet 5-8 proc. Tusk bał się, że chociaż formalnie będzie to projekt (bądź projekty) rządu Belki, jego poparcie przez Platformę negatywnie wpłynie na wynik wyborów prezydenckich (w których był kandydatem) oraz kilka tygodni później parlamentarnych. Platforma zresztą i tak poniosła podwójną porażkę.

Być może, gdyby wtedy przeprowadzono reformę, obecny rząd nie musiałby marginalizować Otwartych Funduszy Emerytalnych. Donald Tusk w 2005 roku nie wiedział, że 2 lata później wygra wybory, stając się hegemonem polskiej polityki. Koniec końców sam stworzył problem, który teraz próbuje rozwiązać. Zadłużenie i tak będzie rosnąć. W końcu dojdzie do konstytucyjnego limitu 60% PKB. Nie znaczy to wcale, że sam dług jest zły – akurat Niemcy czy Francja dawno przekroczyły 60 proc. PKB.

Mamy jednak w konstytucji wpisany limit zadłużenia, który trudno obejść. Nawet nowa, antycykliczna reguła wydatkowa opracowywana przez Ministerstwo Finansów, niewiele tu pomoże. Zlikwidowanie deficytu musiałoby zaboleć. W 2014 roku zaczyna się dwuletnia kampania wyborcza, więc na głębsze reformy, których tak domagają się krytycy rządu Donalda Tuska, nie ma co liczyć.

+
 11

Czytaj także