Kraina Wielkich Jezior Mazurskich znika

Kraina Wielkich Jezior Mazurskich znika

kajaki mazury fot. fotolia.pl/nikitos77
Przez ostatnich 100 lat powierzchnia Krainy Wielkich Jezior Mazurskich zmniejszyła się o 44 proc. Co roku ich obszar bezpowrotnie traci teren wielkości Sopotu.

W 2009 r. organizacja WWF Polska zorganizowała w Ogonkach pod Węgorzewem konferencję, na której opublikowała wyniki badań na temat Krainy Wielkich Jezior Mazurskich. Wynikało z nich, że rokrocznie mazurskie jeziora kurczą się o 0,05 proc. – to tak, jakby z powierzchni Polski wyparowało miasto średniej wielkości. Zaś przez ostatnich 100 lat powierzchnia jezior skurczyła się o 44 proc. Później podobne badania opublikowali Anglicy. Ich raport oparty był na analizie zdjęć satelitarnych. Wynikało z nich, że powierzchnia wody skurczyła się aż o 9,7 km kw. Ale publikacje naukowców i ekologów nie robią wrażenia na mieszkańcach. Oni twierdzą, że z Wielkimi Jeziorami Mazurskimi nic się nie dzieje. Nie zauważają, że za oknem znika obszar nominowany do konkursu na nowych siedem cudów świata. Martwią się tylko żeglarze. – Pływam co roku cały lipiec i tak niskiego stanu nigdy nie widziałem. W sierpniu pewnie będzie jeszcze gorzej – pisze jeden z nich na forum MojeMazury.info. Jeszcze gorzej jest na Pojezierzu Iławskim. Jeziorak, najdłuższe jezioro w Polsce, dosłownie znika w oczach.

– W ciągu ostatnich dwóch lat poziom wody w Jezioraku obniżył się o 90 cm. Pojawiły się nowe mielizny i niebezpieczne miejsca – mówi Rafał Polański, prezes WOPR Iława. – Rok temu myśleliśmy, że ma to związek z pracami prowadzonymi na Kanale Elbląskim. Ale tak nie jest. Jeśli obniżanie poziomu wody w Jezioraku będzie trwało w takim tempie, to jezioro zniknie na naszych oczach.

Wody coraz mniej

„Jest taki kraj tysiąca jezior, gdzie moje myśli biegną. Jest, jest taki kraj” – śpiewali cztery lata temu w piosence promującej Krainę Wielkich Jezior Mazurskich do konkursu na siedem nowych cudów świata artyści z Warmii i Mazur. Wtedy było święto. Niewielkim nakładem pracownikom Urzędu Marszałkowskiego w Olsztynie, samorządowcom i społecznikom udało się zorganizować kampanię promującą Mazury. Akcja była na tyle skuteczna, że Kraina Wielkich Jezior trafiła do ścisłego finału. Mimo że nie udało się wygrać konkursu, Mazury stały się rozpoznawalne poza Polską. Szybko odnotowano wzrost zainteresowania regionem turystów z zagranicy. Przyjeżdżają tu nie tylko Niemcy, lecz także Francuzi, Holendrzy czy Anglicy. Mieszkańcy z dumą podkreślają, że nie ma w Europie drugiego takiego miejsca. Urokliwe jeziora, porośnięte lasami pagórki, piękne rzeki i mokradła.

Dziś w najpopularniejszych kurortach Mazur – Mikołajkach czy Giżycku – znalezienie noclegu w sezonie letnim graniczy z cudem. Ale kiedy cztery lata temu samorządowcy promowali Mazury jako cud natury, WWF Polska zorganizowała bardziej kontrowersyjną akcję: „Mazury – siódmy ściek świata”. Ekolodzy pokazali, że na Mazurach w sezonie pływa średnio 15-18 tys. jachtów. Twierdzili, że zdecydowana większość żeglarzy wylewa nieczystości bezpośrednio do wody. „To tak, jakby stutysięcznemiasto funkcjonowało bez żadnej oczyszczalni ścieków. Nasze jeziora zamieniają się w szamba” – alarmowała WWF. Akcja została potępiona, bo w tamtym czasie wszyscy chcieli pokazywać piękno regionu, woleli nie dostrzegać tego, co widzą od lat fachowcy: Mazury powoli umierają. – Linia brzegowa niektórych jezior przesunęła się nawet o kilkadziesiąt centymetrów. Łatwo to zauważyć po roślinności, która stopniowo pojawia się w dalszych częściach zbiorników – mówi Krzysztof Wittbrodt, dyrektor Mazurskiego Parku Krajobrazowego.

Doktor Przemysław Nawrocki z WWF Polska: – W Polsce ze wszystkimi zbiornikami wodnymi mamy ten sam problem. W normalnych warunkach ilość wody dostarczana do jezior czy rzek powinna się bilansować z ilością, która odparuje i odpływa. U nas tak nie jest. Brak wody szczególnie silnie dotknął małe strumienie.

Kraina Wielkich Ścieków

Wpływ na kurczące się jeziora ma przede wszystkim zmieniający się klimat. Zimą jest coraz mniej opadów śniegu. Z kolei latem – deszczu. Ale zmiany klimatyczne to tylko jedna strona medalu. Druga to działalność człowieka. – Mamy cały czas wizję czystych jezior, takich jak są w Skandynawii, ale robimy wszystko dokładnie odwrotnie niż na północy Europy – mówi dr Nawrocki. – Na Mazurach mimo starań cały czas mamy nierozwiązany problem ścieków z jednostek pływających. Wiele z nich niestety trafia do jeziora. Zanieczyszczenia biogenami – „przeżyźnienie” wód – sprzyjają rozwojowi sinic, glonów czy innej roślinności. Jeziora wskutek tego szybciej zarastają i zmniejszają swoją powierzchnię.

Wydawałoby się, że problem dostrzegają samorządy z Krainy Wielkich Jezior. W latach 2007-2012 korzystając ze środków unijnych, ochoczo zaczęły budować ekomariny wyposażone w punkty zrzutu nieczystości. Niestety, część tych inwestycji powstała w miejscach, które żeglarze omijają. W Węgorzewie po jednej stronie Węgorapy znajduje się port. Ekomarinę samorząd wybudował jednak po drugiej stronie rzeki. Podobnie w Piszu. Kiedy zakończono tam prace budowlane, okazało się, że woda jeziora od czasu rozpoczęcia budowy obniżyła się o kilkadziesiąt centymetrów. Dziś z ekomariny mogą korzystać co najwyżej osoby pływające kajakiem. Inny problem to ceny. Sezon na Mazurach trwa od 1 maja do 31 września, ale turystów najwięcej jest od końca czerwca do końca sierpnia. Miejscowi chcą jak najwięcej zarobić, przez co windują ceny. Opłaty za dobę sięgają w niektórych portach nawet 90 zł. To tylko cena za cumowanie jachtem. Do tego trzeba doliczyć podłączenie do prądu czy opłatę za zrzut nieczystości. – Ludzie zamiast w portach cumują w trzcinach czy przy wyspach. Mimo że jest to zakazane. Wybierają jednak to ze względu na wysokie opłaty portowe – opowiada Andrzej Żukowski z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Giżycku. Ponadto część jachtów, mimo że to zabronione, wyposażono w toalety, które odprowadzają ścieki bezpośrednio do jeziora.

Głosu nie mają

Niebezpieczeństwo dla Krainy Wielkich Jezior Mazurskich stanowią też prowadzone na masową skalę odłowy ryb. Łowi się głównie drapieżniki: szczupaki, sandacze, sieje. Z Mazur praktycznie zniknął węgorz. Owszem, można go nadal kupić, ale w większości przypadków jest to ryba sprowadzana z... Chin. Wyławianie drapieżnych ryb spowodowało, że zaczęły rozwijać się te, które jedzą głównie rośliny. – Została zakłócona równowaga w przyrodzie. Drapieżniki ograniczały rozwój ryb roślinożernych, które przyczyniają się do „przeżyźnienia” jeziora – mówi dr Nawrocki. – Poza tym przy okazji zaciągów sieci, idących po dnie, niszczone jest tarło. Oczywiście można próbować zarybiania, jednak trudno jest szacować, jaki procent wpuszczonego narybku przetrwa – dodaje Wittbrodt.

Ekolodzy i naukowcy na razie biją na alarm. Zwracają uwagę na proces, który trwa i którego głównym sprawcą jest człowiek. Chociaż trudno w to uwierzyć, jeśli nic się nie zmieni, za 100 lat Kraina Wielkich Jezior zniknie. Już dziś nie ma niektórych małych jeziorek leśnych czy strumyków, które znajdujemy na mapach z lat 50. XX w. Czy kiedyś to samo stanie się ze Śniardwami lub Mamrami?


(Wprost 35/2015 )

Więcej ciekawych artykułów przeczytasz w najnowszym numerze "Wprost", dostępnym w kioskach i salonach prasowych na terenie całej Polski. Najnowsze wydania można zakupić również w wersji do słuchania oraz na  AppleStoreGooglePlay. "Wprost" dostępny jest także w formie e-wydania.

Czytaj także

 17
  • franek IP
    Liczyc sie naucz, pacanie, bo bzdury podajesz !!!
    • pastor IP
      Polacy to głupi naród i tak pozostanie.
      • tadek IP
        Zapomnieliscie dodac ze prucz kurczacych sie jezior panstwowi rybacy masowo wytepili tam wszelaka rybe a lesnicy wykarczowali lasy na rzecz niemiec,oczywiscie wszystko za przyzwoleniem przestepcow z PO
        • azazis IP
          tragedii nie ma, na wyschniętych jeziorach posadzi się ziemniaki i będzie ok
          • Sergej IP
            To zem Ruska jest ne polska.Odat trzeba Rusii.