Koniec łowieckiego eldorado? „To relikt PRL-u”

Koniec łowieckiego eldorado? „To relikt PRL-u”

Dodano: 
Myśliwy na polowaniu ze strzelbą, zdjęcie ilustracyjne
Myśliwy na polowaniu ze strzelbą, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Shutterstock
To nie jest projekt, który ma zakończyć myślistwo w Polsce. Ale jeśli wejdzie w życie, może całkowicie zmienić zasady krwawej gry „rodem z PRL”. Redakcja Wprost o proponowanych zmianach rozmawiała z ekspertką Fundacji Niech Żyją!, Izabelą Kadłucką.

Zakaz polowań komercyjnych, koniec nęcenia zwierząt pod ambonami, większa kontrola nad myśliwymi i publiczny rejestr polowań – to tylko część zmian przewidzianych w obywatelskim projekcie nowelizacji prawa łowieckiego. Autorzy przekonują, że nie chodzi o likwidację myślistwa w Polsce, ale o dostosowanie przepisów do współczesnych standardów ochrony przyrody i bezpieczeństwa publicznego.

Wszechstronny komitet. Od naukowców, przez prawników po... Olgę Tokarczuk

Projekt został zaprezentowany w środę 6 maja w Nowym Teatrze w Warszawie. Za inicjatywą stoją organizacje społeczne, naukowcy i osoby publiczne. W skład komitetu inicjatywnego weszli między innymi noblistka Olga Tokarczuk czy reżyserka Agnieszka Holland oraz działacz opozycji demokratycznej, Władysław Frasyniuk. Obok nich są tam między innymi profesor Andrzej Elżanowski z Uniwersytetu Warszawskiego, profesor Wojciech Pisula z PAN, działacze organizacji Niech Żyją czy Zielonych. Współautorami projektu są również mecenas Karolina Kuszlewicz oraz Radek Ślusarczyk z Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot.

Inicjatorzy projektu zgodnie podkreślają, że obowiązujące przepisy pochodzą z 1995 roku. W wielu obszarach nie odpowiadają współczesnym realiom – ich zdaniem wiele mechanizmów funkcjonujących dziś w polskim łowiectwie to rozwiązania rodem z PRL-u. – Projekt inicjatywy obywatelskiej odnosi się do najważniejszych, bardzo potrzebnych zmian. Wszystkie dotyczą postulatów strony społecznej i środowiskowej, które były szeroko dyskutowane od wielu lat i których domagało się społeczeństwo – wyjaśnia redakcji Wprost Izabela Kadłucka, psycholożka, biolożka, prezeska Fundacji Niech Żyją! – Ustawa „Prawo łowieckie” ma już ponad 30 lat i, pomimo nowelizacji, przepisy nie są dostosowane do dzisiejszego stanu wiedzy dotyczącej ochrony środowiska – dodaje.

Teraz rozpoczął się pierwszy etap procedury. Twórcy projektu muszą zebrać tysiąc podpisów, by marszałek Sejmu zarejestrował komitet. Następnie będą mieli trzy miesiące na zebranie 100 tysięcy podpisów popierających inicjatywę.

Przyroda to dobro wspólne. Polacy chcą ochrony dzikich zwierząt

Przy okazji prezentacji projektu ujawniono także wyniki badań organizacji More in Common. Dotyczyły one stosunku Polaków do myślistwa i ochrony przyrody – z raportu wynika, że przywiązanie do rodzimej natury jest dla Polaków jednym z najsilniejszych, wspólnych społecznych mianowników – niezależnie od poglądów politycznych czy stylu życia.

Autorzy badania podkreślają, że Polacy traktują przyrodę jako dobro wspólne i oczekują od państwa skuteczniejszej ochrony dzikich zwierząt. W społeczeństwie silne jest także przekonanie, że zwierzęta nie powinny być traktowane instrumentalnie.

Szczegóły? Oto one – 40 procent ankietowanych uważa, że działalność myśliwych bardziej szkodzi przyrodzie niż jej pomaga. Przeciwnego zdania jest 34 procent respondentów. Zwolenników myślistwa jest więcej na terenach wiejskich, gdzie myśliwi postrzegani są jako osoby chroniące pola i uprawy przed zwierzętami.

Jednak gdy rozmowa schodzi na bezpieczeństwo, różnice poglądów wśród Polaków niemal znikają. Aż 89 procent badanych uważa, że myśliwi powinni przechodzić obowiązkowe badania lekarskie. A 78 procent rodaków popiera zakaz polowań organizowanych wyłącznie dla rozrywki.

To, na kogo Polacy głosują, również ma wpływ na ocenę łowiectwa. I tak najbardziej krytyczni wobec myśliwych są wyborcy Koalicji Obywatelskiej i ugrupowań lewicowych. Odwrotne podejście dominuje w elektoratach Prawa i Sprawiedliwości, Konfederacji i Korony.

Koniec płatnych polowań. Za to większa jawność

Jednym z najbardziej radykalnych elementów projektu jest zakaz organizowania komercyjnych polowań – również dla zagranicznych myśliwych, przyjeżdżających do Polski na organizowane odstrzały. Obecny system pozwala traktować dzikie zwierzęta jak towar – dostępny dla każdego, kto zapłaci odpowiednią kwotę. – Myśliwy z zagranicy, który odpowiednio dużo zapłaci, może przyjechać i zabijać zwierzęta żyjące w Polsce. Dociera do nas dużo zdjęć, gdzie zwierzęta są wywabiane z parków narodowych, specjalnie dla zagranicznych myśliwych – mówi ekspertka. Autorzy projektu chcą z tym skończyć.

Według badań przedstawionych podczas konferencji zakaz polowań komercyjnych popiera około 70 procent ankietowanych.

Jedną z najbardziej praktycznych zmian miałby być publiczny rejestr polowań. Dziś informacje o odstrzałach trafiają głównie do Biuletynów Informacji Publicznej albo papierowych ksiąg dostępnych wyłącznie dla myśliwych. Po zmianach każde polowanie miałoby być zgłaszane w aplikacji wraz z lokalizacją, podobnie jak dziś robią to na przykład operatorzy dronów.

To odpowiedź na sytuacje, w których mieszkańcy przypadkowo natykają się na myśliwych podczas spacerów, biegania czy jazdy rowerem po lesie. – W ostatnich 10 lat po postrzeleniu z broni łowieckiej zmarło ponad 30 osób. Te kwestie są niezwykle istotne, by na przykład zwiększyć odległości od budynków przy wykonywaniu polowań – wyjaśnia prezeska Niech Żyją!.

Zakaz nęcenia i polowania nocą

Projekt przewiduje również daleko idące ograniczenia metod polowania. Zakazane miałyby zostać między innymi polowania nocne, z użyciem noktowizorów i termowizji, a także strzelanie z samochodów czy łodzi.

Autorzy chcą również wyeliminować praktykę tzw. nęcenia, czyli wykładania pożywienia w pobliżu ambon, by przyciągnąć zwierzęta jak najbliżej myśliwych. W projekcie znalazł się też zakaz polowań z naganką, polegających na spędzaniu zwierząt w kierunku strzelających. – Podczas polowań z naganką zwierzęta są płoszone wprost pod lufy myśliwych, myśliwi strzelają do zwierząt, które uciekają w panice, wtedy dochodzi do wielu przypadkowych zranień, odstrzelenia żuchwy, czy kończyn. Nie wszystkie zwierzęta po takich polowaniach są odnajdywane, myśliwi nazywają te zwierzęta »postrzałkami«, one narażone są na ogromne cierpienie, czasem przez bardzo długi czas – mówi Izabela Kadłucka.

Zmienić mają się także kompetencje Straży Łowieckiej. Dziś jej funkcjonariuszami często są sami myśliwi należący do Polskiego Związku Łowieckiego – w praktyce więc koledzy mają kontrolować swoich kolegów. Projekt zakłada rozdzielenie tych funkcji.

Strażnicy mieliby też dostać nowe uprawnienia – między innymi możliwość przeprowadzania kontroli alkomatem podczas polowań. Inicjatorzy projektu chcą, by za udział w polowaniu w stanie nietrzeźwości karać na podobnych zasadach, jak za prowadzenie auta po pijanemu.

Inicjatorzy projektu walczą też o jawność finansowania PZŁ. – Zmiany, które proponuje inicjatywa są ważne i potrzebne. Projekt zmian dotyczy kwestii, które powinny być uregulowane już dawno – jak na przykład jawność i transparentność finansów PZŁ, który zarządza naszym wspólnym dobrem, czyli zwierzętami dziko żyjącymi – mówi Kadłucka. – Dlatego właśnie konieczne jest przywrócenie kontroli państwa i społeczeństwa nad łowiectwem, tak, jak to się odbywa w innych dziedzinach dotyczących własności Skarbu Państwa – dodaje.

Lista gatunków łownych pod lupą

Projekt zmienia również zasady ustalania listy gatunków łownych. Obecnie w drodze rozporządzenia decyzje w tej sprawie podejmuje minister klimatu i środowiska.

Autorzy projektu wskazują, że brak jasnych kryteriów doprowadzał do sytuacji, w których odstrzał obejmował gatunki o malejącej liczebności. Dotyczyło to między innymi głowienki, czernicy, łyski czy słonki, które dopiero niedawno zostały wykreślone z listy zwierząt łownych.

Nowe przepisy miałyby zobowiązać ministra do regularnego, pięcioletniego przeglądu listy gatunków łownych przy obowiązkowym udziale środowiska naukowego. Projekt przewiduje też zakaz wsiedlania do środowiska niektórych gatunków obcych, takich jak muflon, daniel czy bażant, które są hodowane po to, by potem na nie polować.

Rewolucja czy ewolucja?

Jak stwierdza Izabela Kadłucka, proponowane zmiany nie wywracają myśliwskiego stolika. – Nie są rewolucyjne, ale bardzo potrzebne, bo »cywilizują« dzisiejsze łowiectwo – mówi. Jej zdaniem zabijanie zwierząt nie powinno być traktowane jako hobby. – Ja chciałabym profesjonalizacji łowiectwa, bo nikt nie powinien się zajmować zabijaniem w ramach pasji, sportu czy hobby. Ta działalność dotyczy fundamentalnych wartości życia i śmierci, może powodować ogromny ból i cierpienie i powinni to robić profesjonaliści – podkreśla.

I dodaje, że w innych obszarach dotyczących życia i śmierci „wymaga się odpowiedniego wykształcenia, stałego nadzoru i odpowiedzialności zawodowej”. Myśliwi są tu więc wyjątkiem.

O komentarz do proponowanych zmian redakcja Wprost poprosiła również Polski Związek Łowiecki. Do momentu publikacji tekstu odpowiedzi nie otrzymaliśmy.

Sejm zdecyduje o dalszych losach projektu

Jeśli inicjatorom uda się zebrać wymagane podpisy, projekt trafi do Sejmu. Ostatecznie ustawa mogłaby zostać skierowana do podpisu prezydenta Karola Nawrockiego.

Temat może okazać się politycznie trudny. Niedawno doradcą prezydenta ds. klimatu i środowiska został Marcin Możdżonek, obecny prezes Naczelnej Rady Łowieckiej i były siatkarz blisko związany ze środowiskiem Konfederacji.

Autorzy projektu liczą jednak, że społeczne poparcie okaże się wystarczająco silne, by wymusić debatę nad zmianami. Na potrzeby projektu powstała strona internetowa – zamieszczono tam informacje na temat składania podpisów: www.uwagapolowanie.pl.

instagramCzytaj też:
Myśliwi chcą zabierać dzieci na polowania. Czarzasty zablokuje zmiany?
Czytaj też:
400 dzików do odstrzału pod Warszawą. Mieszkańcy i eksperci kontra starosta: „To są nasi sąsiedzi”

Źródło: Wprost