Luksusowy przekręt

Luksusowy przekręt

PiS zapowiada, że uszczelni system podatkowy. Tymczasem wciąż kwitnie proceder wyłudzania akcyzy na ciężarowe BMW i pomoc drogową z logo Lamborghini.

Podróż z Frankfurtu nad Odrą w okolice Międzyrzecza (Lubuskie) to niespełna 100 km autostradą, a potem drogą ekspresową. Gdy prowadzi się zaledwie kilkumiesięcznego SUV-a wyprodukowanego przez jeden z czołowych niemieckich koncernów motoryzacyjnych, podróż mija szybko i komfortowo. Pod maską przeszło czterolitrowego silnika pracuje 500 koni mechanicznych, a układ napędowy i kierowniczy pracują tak precyzyjnie, że kierowca ma ochotę zdjąć ręce z obszytej skórą i ogrzewanej kierownicy, by cieszyć się dźwiękiem płynącym z ośmiogłośnikowego systemu audio. Aktywny tempomat dba o to, by nie wjechać w tył poprzedzającego pojazdu, a radarowy układ zmiany pasa ruchu ostrzeże, gdy auto zacznie zmieniać tor jazdy.


Za ten samochód w Polsce trzeba zapłacić blisko pół miliona złotych. W Niemczech kilkadziesiąt tysięcy mniej. Jest tylko jeden problem. Rejestracja tego auta w Polsce wiąże się z koniecznością wniesienia podatku akcyzowego. Jeżeli pojemność jego silnika przekracza dwa litry, to jest to 18,6 proc. wartości pojazdu. Czar pryska? Nie, jeżeli za niewielką opłatą zajmą się nim „zaprzyjaźnieni” mechanicy, powiedzmy gdzieś z okolic Międzyrzecza, i „uprzejmy” diagnosta ze stacji kontroli pojazdów z Frankfurtu. Jak?

NOWE BRIEFY

Głos pokładowego GPS informuje, że dotarliśmy do celu. Jesteśmy godzinę przed oficjalnym otwarciem jednego z lubuskich warsztatów samochodowych. Ten czas wystarczy, by mechanicy wymontowali z auta tylną kanapę i zamontowane z tyłu pasy bezpieczeństwa. Otwór, jaki powstał po usunięciu tylnego oparcia, zastępuje plastikowa atrapa, za rzędem przednich foteli pojawia się zaś kratka. Teoretycznie oddziela ona przestrzeń osobową pojazdu od tej, która od teraz ma być przeznaczona do transportu towarów. Trzeba jeszcze dopełnić formalności. Ruszamy w drogę powrotną do Frankfurtu. Tam niemiecki diagnosta po oględzinach auta stwierdza, że zmieniło się jego przeznaczenie, a więc i homologacja. Od teraz nasz SUV przestaje być samochodem osobowym i staje się ciężarówką. Potwierdzają to wydane przez diagnostę karty pojazdu, tzw. briefy. Z nimi udajemy się do niemieckiego wydziału komunikacji, który wydaje tzw. tablice celne. Teraz pozostaje zarejestrować auto w Polsce. Na podstawie niemieckich dokumentów zostanie zakwalifikowane jako samochód ciężarowy. Co to daje? Otóż od ciężarówek nie płaci się akcyzy. W przypadku właściciela tego auta w jego kieszeni zostanie ok. 65 tys. zł. Teraz już można wrócić do lubuskiego warsztatu, by zamontować kanapę i pasy. Po jakimś czasie można też zgłosić się do stacji kontroli pojazdów, by ta stwierdziła, że pojazd znów zmienił homologację i ponownie spełnia warunki określone dla aut osobowych.

NIEWIDOCZNI DLA SYSTEMU

Mimo przeróbek z punktu widzenia służby celnej, która posługuje się tzw. nomenklaturą scaloną, nasz SUV nigdy nie był samochodem ciężarowym, więc jego właściciel po zarejestrowaniu auta w Polsce powinien zapłacić akcyzę. Jednak zmiana jego homologacji spowodowała, że samochód stał się niewidoczny dla systemu celnego. Wydziały komunikacji mają bowiem obowiązek raportować izbom celnym jedynie rejestracje aut osobowych, bo tylko od tych naliczana jest akcyza. Problem polega na tym, że to, co dla wydziału komunikacji jest samochodem ciężarowym, nie musi być nim w świetle prawa o podatku akcyzowym.

Ten mechanizm ucieczki przed akcyzą jest na tyle popularny, że w sieci bez trudu można odnaleźć ogłoszenia typu: „Przebudowa osobowe na ciężarowe. Homologacja ciężarowa. Oferta nasza dotyczy przebudowy samochodów zakupionych na obszarze Niemiec oraz Unii Europejskiej i jeszcze niezarejestrowanych na terytorium Polski z auta osobowego na ciężarowe. Zakres naszej usługi polega na: przeróbce technicznej auta, przeglądzie technicznym w autoryzowanej niemieckiej stacji obsługi, pełnej dokumentacji z niemieckich urzędów”.

Gdy przyglądamy się szczegółowo statystykom, to okazuje się, że w ostatnim czasie pośród samochodów ciężarowych sprowadzanych do Polski z Niemiec bardzo popularne są takie marki, jak Audi, BMW czy Mercedes. Dlaczego akurat z Niemiec? Bo tam jest bardzo liberalny system rejestrowania pojazdów. To dlatego samochody, które sprowadzane są np. z Włoch, zanim trafią do Polski, przechodzą proces rejestracji na terenie naszych zachodnich sąsiadów, gdzie z aut osobowych stają się ciężarowymi. Taka operacja pozornie pozwala zaoszczędzić, w zależności od wartości samochodu, od kilku do nawet kilkuset tysięcy złotych na akcyzie. Oczywiście do czasu aż urząd celny nie wezwie nas do jej uiszczenia wraz z zaległymi odsetkami. Oszuści liczą jednak, że uda im się ukryć w masie, bo co miesiąc w Polsce rejestruje się kilkanaście tysięcy samochodów ciężarowych.

POMOC DROGOWA KLASY PREMIUM

Nieuczciwy zysk jest tym większy, im droższy jest samochód. Najdroższe to oczywiście auta sportowe, jak Aston Martin, Ferrari, Lamborghini czy klasy premium jak Rolls-Royce czy Bentley. Trudno jednak wyobrazić sobie ich przeróbkę na samochody ciężarowe, ale i na to znaleziono patent. Wjeżdżają one do Polski jako pomoc drogowa, czyli tzw. pojazdy specjalne, które także są zwolnione z podatku akcyzowego. Jak to możliwe? W świetle przepisów auto pomocy drogowej powinno mieć kabinę kierowcy lub nadwozie barwy żółtej lub oznaczone pasem wyróżniającym barwy żółtej, być wyposażone w hol giętki do holowania motocykla i hol sztywny do holowania pojazdu, a także ostrzegawczy sygnał świetlny błyskowy barwy żółtej.

Jak to wygląda w praktyce, opowiada nasz informator, celnik. – Pas wyróżniający to odblaskowa, magnetyczna taśma, którą w każdej chwili można przyczepić do karoserii. Ostrzegawczy sygnał świetlny to błyskowy kogut, który można podłączyć do gniazda zapalniczki. Do tego dochodzi jeszcze najzwyklejsza linka holownicza i metalowe drążki mające służyć za sztywny hol. Taki zestaw wystarczy, by z ferrari zrobić pomoc drogową – opowiada nasz rozmówca. W przypadku tej klasy samochodów „oszczędności” na akcyzie mogą zbliżać się nawet do 200 tys. zł na jednym aucie. O tym, jak powszechne jest to zjawisko, świadczy to, że w minionym roku jedynie na terenie województwa mazowieckiego celnicy namierzyli 30 pojazdów, które rzekomo miały służyć jako pomoc drogowa. Pośród nich były auta marki Lamborghini czy Rolls- -Royce. Przed trzema laty Instytut Badań Rynku Samochodowego „Samar” ustalił, że w 2012 r. blisko połowa z ponad 400 pojazdów zarejestrowanych jako „pomoc drogowa” miała mniej niż trzy lata, a pośród nich były takie auta, jak Aston Martin Rapide 6.0 V12, Mercedes S65 AMG Long 6.0 V12, Bentley Continental GT 6.0 V12 oraz Ferrari California 4.3 V8 430. Każde z nich warte milion złotych lub niewiele mniej.

ZNIKAJĄCE MILIONY

Jeszcze inny sposób na to, jak nielegalnie można obniżyć wartość samochodów – tym razem dotyczy to nowych aut – to tzw. reeksport. Zakupione w polskim salonie auto wyjeżdża z kraju, zostaje sprzedane i zarejestrowane w innym państwie. To pozwala krajowemu nabywcy wystąpić o zwrot akcyzy oraz podatku VAT. W ten sposób korzyści z obrotu autem mogą sięgnąć przeszło 40 proc. (23 proc. VAT i 18,6 proc. akcyzy). Celnikom znane są sytuacje, że także tym autom zmienia się homologacje, po czym wracają one do kraju i oferowane są na rynku jako samochody nowe w cenie niższej niż w salonie.

Zdaniem celników, z którymi rozmawialiśmy, tego typu oszustwa mogą uszczuplać dochody Skarbu Państwa o dziesiątki, jeżeli nie setki milionów złotych rocznie z tytułu niezapłaconej akcyzy. Podobną skalę mogą mieć przekręty związane ze zwrotem podatku VAT. Według analiz instytutu Samar reeksport może dotyczyć nawet co dziesiątego auta spośród tych, które wyjeżdżają z polskich salonów. Szacuje się, że w minionym roku w Polsce sprzedano 350 tys. nowych samochodów. Zapytaliśmy Ministerstwo Finansów, jaką kwotę udało się odzyskać celnikom z tytułu wyłudzonej akcyzy w latach 2012-2015. Do zamknięcia tego numeru „Wprost” nie otrzymaliśmy odpowiedzi. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 2/2016
Więcej możesz przeczytać w 2/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • kazek IP
    Jaki przekręt.W całej UNI nie ma podatku akcyzowego na nowe samochody.Jest podatek ekologiczny lub rejestracyjny uzależniony od pojemności silnika i normy emisji spalin. Chore przepisy generują patologie. Kto zapłąci 18.6% dodatkowo za samochód powyżej 2.0 litra pojemności. Wystarczy kupić w POlsce wywieść do Słowacjj ,następnie odzyskać zapłąconą akcyzę i wyleasingować .I mamy auto tańsze o minimum 1/3.Dlaczego rząd tego nie zmieni. Chytry podwójnie traci. Czasy Rostwskiego i PO się skończyły .Wystarczy zrobić to co facet z jajami Pan ORBAN i problem znika

    Czytaj także