Klan Prezesa

Klan Prezesa

Kaczyński zapowiedział, że sprawą wypowiedzi posła Tomaszewskiego zajmie się partyjna komisja etyki, fot. PAP/Andrzej Hrechorowicz
Od najwcześniejszego dzieciństwa rodzina Tomaszewskich była dla Jarosława Kaczyńskiego wzorem patriotyzmu i źródłem dumy. Teraz stała się przyczyną najpoważniejszych od lat kłopotów politycznych.

Gerald Birgfellner – deweloper, który miał budować dla PiSwieżowiec, a teraz czuje się oszukany. Jego żona, Karolina Tomaszewska, która tłumaczyła całą rozmowę. Jan Maria Tomaszewski – kuzyn, przez którego prezes PiS najprawdopodobniej poznał austriackiego dewelopera. Wreszcie Grzegorz Tomaszewski, cioteczny brat prezesa PiS, członek rady nadzorczej spółki Srebrna, który brał udział w negocjacjach. Do tego jeszcze jego brat Konrad, były dyrektor Lasów Państwowych (który akurat w rozmowie udziału nie brał). Wszyscy oni są członkami szeroko pojętego klanu Tomaszewskich, który Jarosław Kaczyński zna od najwcześniejszego dzieciństwa. Powstańcza i okupacyjna tradycja tej rodziny kształtowała prezesa PiS od najmłodszych lat. Lech Kaczyński opowiadał, że jego najwcześniejsze wspomnienie z dzieciństwa nie pochodzi z jego rodzinnego mieszkania na Żoliborzu, lecz z domu wujostwa Tomaszewskich na Saskiej Kępie. Także dla Jarosława willa ciotki Ireny i wuja Stanisława przy ul. Zwycięzców bywała w dzieciństwie drugim domem. Z ciotecznym bratem Jankiem Tomaszewskim (dziś doradcą prezesa TVP) spędzają wtedy niemal każdą wolną chwilę. Wreszcie to właśnie wuj Tomaszewski, wówczas pracownik Zjednoczonych Przedsiębiorstw Rozrywkowych, wyśle w 1961 r. nastoletnich braci na casting do filmu „O dwóch takich co ukradli księżyc”, dzięki któremu o bliźniakach z Żoliborza usłyszy cała Polska. Ale po kolei.

„Miedza” traci głowę

Gdy wybucha wojna, matka braci Kaczyńskich Jadwiga Jasiewicz ma niecałe 13 lat. W czasie okupacji służy w Szarych Szeregach. Po tragicznej śmierci brata ma tylko jedną siostrę, która jest jej najbliższą przyjaciółką. Irena, zwana Dzidką, zaciąga się do konspiracji w Narodowych Siłach Zbrojnych. – Mieszkały z moją mamą w jednym pokoju, spały w jednym łóżku, a jedna nie wiedziała o konspiracyjnej działalności drugiej – wspominał Jarosław Kaczyński. Takie to były czasy. Podobno jeszcze w podziemiu Irena poznaje Stanisława Tomaszewskiego, legendarnego plastyka, który tuż przed wojną zdążył skończyć Akademię Sztuk Pięknych. Jego prace zna cała Warszawa – to on jest autorem najważniejszych plakatów zagrzewających Polaków do walki z niemieckim okupantem.

Słynny Hitler ze swastyką zamiast ust i literami „SS” w miejscu oczu to właśnie jego kompozycja. Na zlecenie Delegatury Rządu Tomaszewski projektuje też winietę „Biuletynu Informacyjnego”, najważniejszej podziemnej gazety okupowanej Warszawy. Dostaje konspiracyjny pseudonim Miedza, którego będzie używał do końca życia. Po wojnie jest wykładowcą na ASP. Jego uczennica, znana projektantka mody Xymena Zaniewska, w poświęconym Stanisławowi Tomaszewskiemu filmie pt. „Zapaliłem świeczkę na swoim pogrzebie” wspominała, że mimo młodego wieku był dla artystycznej Warszawy postacią kultową. Irena Jasiewicz, choć ma za sobą już jedno małżeństwo, jest ciągle młoda. Skończyła szkołę baletową, zapowiada się na wybitną tancerkę opery warszawskiej. Świetnie maluje. Starszy o prawie 10 lat „Miedza”, choć ma żonę i syna, traci dla niej głowę. Rozwodzi się i wiąże z siostrą Jadwigi Kaczyńskiej. Ślub biorą w 1949 r., rok później rodzi im się syn Jan Maria, zaledwie rok młodszy od kuzynów bliźniaków. Nic dziwnego, że chłopaki spędzają ze sobą w dzieciństwie mnóstwo czasu. Więzi rozluźniają się nieco na studiach. – Kiedy studiowaliśmy, ja szedłem na lewo do ASP, on na prawo na UW – wspominał po latach Tomaszewski. Ale o nim później.

Jak nowo narodzony

Wuj Stanisław „Miedza” Tomaszewski jest dla bliźniaków szczególnie ważny. Zostaje chrzestnym Lecha, a jego żona trzyma do chrztu Jarosława. Jest jeszcze jeden powód uwielbienia bliźniaków dla Tomaszewskich. Rodzice wychowują braci Kaczyńskich w kulcie Podziemia i powstania warszawskiego. Tymczasem rodzina „Miedzy” jest pod tym kątem absolutnie wyjątkowa. „Miedza” to najstarszy z sześciorga braci. – Dzieci rodziły się niemal według zasady „co rok to prorok” – wspominał po latach. „Zręczne ręce matki reperowały i przerabiały ubrania ze Staśka na Zbyszka, ze Zbyszka na Władka, z Władka na Jurka, z Jurka na Andrzeja, a wreszcie z Andrzeja na Wieśka” – pisał w pamiętniku. Aresztowany przez gestapo trafia na Pawiak, gdzie jest torturowany. Prosi o przesłanie trucizny, ale ze względu na wielkie zasługi władze konspiracyjne postanawiają go odbić. Współpracująca z AK lekarka świadomie zaszczepia go tyfusem, żandarmi przewożą do szpitala zakaźnego przy Płockiej, gdzie przygotowany jest już plan brawurowej ucieczki. „Miedzę” podstępnie zamieniają z żołnierzem, który właśnie zmarł. Niemcom udaje się wmówić, że nieboszczyk to Tomaszewski. Na szczęście w obawie przed tyfusem nie oglądają dokładnie ciała. Plan się udaje. Tomaszewscy urządzają fikcyjny pogrzeb. Po sfingowanej śmierci „Miedza” dostaje nowe nazwisko i kontynuuje konspiracyjną działalność. Po latach na motywach jego historii powstanie film fabularny „Umarłem, aby żyć”, w którym w wuja Kaczyńskich wcieli się Andrzej Grabarczyk.

Powstańcze historie Tomaszewskich to nie tylko „Miedza”. W domu na Saskiej Kępie bywają także Konrad i Grzegorz Tomaszewscy, stryjeczni bracia Janka. To synowie Zbigniewa, rodzonego brata „Miedzy”, również wojennego bohatera. Młodszy od Stanisława o trzy lata, działa w podziemnych szeregach Związku Walki Zbrojnej. Aresztowany w grudniu 1940 r. trafia najpierw na Szucha, a później na Pawiak, gdzie spędza niemal całą okupację. Oddelegowany do kolumny sanitarnej więźniów, angażuje się w więzienny ruch oporu. Dwa dni przed wybuchem powstania warszawskiego wywożą go do niemieckiego obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Dla braci Kaczyńskich synowie Zbigniewa, Grzegorz i Konrad, to formalnie żadna rodzina, ale dzięki Jankowi siłą rzeczy chłopaki się zaprzyjaźniają. W czasach rządów PiS Konrad dwukrotnie pełnił funkcję dyrektora Lasów Państwowych. Grzegorz to z kolei członek rady nadzorczej spółki Srebrna, a także prezes zależnej od Srebrnej spółki Forum SA, która wydaje „Gazetę Polską Codziennie”. Na taśmie to on wraz z Jarosławem Kaczyńskim tłumaczy austriackiemu deweloperowi, dlaczego budowa wieżowców przestała mieć sens.

Reklamy na chmurach

W historii związanej z opublikowanymi nagraniami kluczową rolę odgrywa też Jan Maria Tomaszewski, dziś doradca prezesa TVP. Z temperamentu i sposobu bycia najmniej pasuje do rodziny Kaczyńskich – ekscentryk, artystyczna dusza, lubi prowokować. W satyrycznym „Uchu Prezesa” nosi ksywkę „Kuzyn”, jeździ na wczasy i nieustannie pożycza od prezesa pieniądze „na fajki”. W rzeczywistości to duże uproszczenie. Jest absolwentem ASP, ma swoje osiągnięcia jako konserwator, architekt wnętrz i rysownik. Już jako nastolatek pomaga Xymenie Zaniewskiej przy produkcji scenografii i kostiumów.

Od dziecka nasiąka artystycznym środowiskiem, bo w domu rodziców prowadzony jest artystyczno-towarzyski salon. Na imprezy zapraszani są także Kaczyńscy, którzy poznają tu m.in. Jerzego Waldorffa czy Andrzeja Grucę, kierownika baletu Teatru Wielkiego w Warszawie. Imprezy bywają huczne. – Pamiętam, jak na pianinie grano śmieszne, choć niezbyt cenzuralne piosenki – mówiła we wspomnianym filmie dokumentalnym Jadwiga Kaczyńska. W tym samym filmie Lech Kaczyński (wtedy prezydent RP) twierdzi, że te imprezy miały być przykrywką dla działalności konspiracyjnej wuja. Ale to chyba spora przesada – Tomaszewscy po prostu prowadzą cyganeryjny tryb życia, który dla bardziej ułożonych Kaczyńskich nie do końca jest zrozumiały. W połowie lat 80. Jan Maria (cioteczny brat bliźniaków) jest już związany z Dittą Karcz, również absolwentką ASP, która na uczelni zajmuje się m.in. konserwacją malarstwa sztalugowego i rzeźby polichromowanej. W Austrii będą prowadzili pracownię konserwacji zabytków. Być może to dzięki tym kontaktom z rodziną poznaje się Gerald Birgfellner, deweloper, który miał budować „bliźniacze wieże” dla Srebrnej.

Jan Tomaszewski do Polski wraca po śmierci ojca w 2000 r. Po wygranych pierwszy raz przez PiS wyborach dostaje posadę w warszawskich wodociągach. Tam próbuje realizować artystyczne wizje: chce np. postawić kurtynę wodną do widowisk światło-dźwięk, do tego proponuje przeszklone windy i taras widokowy. Nic z tego nie wychodzi, bo fantazji Tomaszewskiego nie jest w stanie udźwignąć budżet spółki. W 2007 r. dostaje posadę w TVP w dziale kadr, a także w Orlenie. Znów ma oryginalne pomysły. Planuje wyświetlać reklamy Orlenu na chmurach albo na niebie nocą, chce przejąć słynny paryski hotel Lambert, gdzie w XIX w. tętniło życie polskiej emigracji, wreszcie za kilka milionów euro kupić z państwowych pieniędzy tron Augusta Mocnego. Gdy w 2015 r. PiS wraca do władzy, Tomaszewski wraca do telewizji publicznej. Zostaje doradcą do spraw teatru. Szczyci się tym, że to dzięki niemu do TVP wrócił Teatr Telewizji. Przeprowadzający z nim wywiad dziennikarz Robert Mazurek pyta go kiedyś o karierę robioną dzięki Jarosławowi Kaczyńskiemu. „Jaką karierę, co ty pieprzysz?” – oburza się Tomaszewski. Chwilę później dodaje, że pokrewieństwo z Kaczyńskimi wręcz utrudniało mu zawodowy rozwój. „Nie zdaje sobie pan sprawy, jak mnie sekowano, ale nie chcę tym epatować”. Jak donoszą tabloidy, ostatnio życiowo związany jest z młodszą o 16 lat aktorką Beatą Fido, która w 2013 r. dostała główną rolę w filmie „Smoleńsk”. Produkcja, powszechnie uznana za artystyczną klapę, sugerowała, że katastrofa samolotowa, w której zginął prezydent, była efektem zamachu. Fido zebrała fatalne recenzje, dostała nawet Węża, antynagrodę za najgorszą rolę kobiecą roku. Mimo to również została zatrudniona w TVP. Dostała też posadę asystentki europosła PiS Karola Karskiego.

Zoolożka na salonach

W historii zarejestrowanej na taśmach Kaczyńskiego ważną postacią jest też Karolina, córka Jana Marii Tomaszewskiego. Dwa miesiące temu niemiecki tygodnik „Spiegel” doniósł, że jest ona asystentką trojga europosłów Prawa i Sprawiedliwości: Zbigniewa Kuźmiuka, Stanisława Ożoga i Jadwigi Wiśniewskiej. Na brukselskie salony wprowadza ją parę lat temu Janusz Wojciechowski, były już eurodeputowany związany z PiS. – Pracowała wcześniej w grupie Europejskich Konserwatystów i Reformatorów [należy do niej PiS – red.]. Ktoś mi ją polecił, ale już nie pamiętam, kto – opowiada w rozmowie z „Wprost” polityk. Wojciechowski był wtedy przewodniczącym Intergrupy ds. Ochrony Zwierząt w Parlamencie Europejskim.

Tomaszewska mu pasowała, bo robiła doktorat z zoologii na Uniwersytecie Medycyny Weterynaryjnej w Wiedniu. – Przygotowywała spotkania grupy, aranżowała wywiady z mediami, wymyślała tematy na konferencje, nawiązywała kontakty z ekspertami i organizacjami ochrony praw zwierząt – wylicza jej obowiązki były europoseł. Jedną z najbardziej znanych inicjatyw Tomaszewskiej jest list do Parlamentu Europejskiego w sprawie ochrony psów mordowanych na masową skalę w Rumunii. Dokument stworzony przez uczniów z europejskich szkół liczył ponad kilometr długości. Sama Tomaszewska kilkukrotnie wybierała się z Wojciechowskim w delegacje do Rumunii, żeby interweniować w tej sprawie. Ale według niektórych europosłów 32-latka w europarlamencie nie bywała zbyt często. – Przylatywała tylko na pojedyncze sesje, bo robiła doktorat, w związku z którym dużo podróżowała do Afryki. Dziś ma w Brukseli pokój do pracy, ale i tak sporo czasu spędza w Austrii – opowiadał „Newsweekowi” kilka lat temu jeden z eurodeputowanych PiS. Wojciechowski zaprzecza: – Była aktywna i pracowita. Perfekcyjnie znała niemiecki i angielski. Czy chwaliła się, że jej tata jest kuzynem Kaczyńskiego? – Nigdy nie powoływała się na żadne koneksje rodzinne – ucina Wojciechowski. Zbigniew Kuźmiuk także zachwala swoją asystentkę. – Szeroka wiedza w zakresie dobrostanu zwierząt i takie z serca płynące zainteresowanie ich losem – mówi. Przykład? Współorganizowana przez Karolinę Tomaszewską wystawa „Make fur history” [Niech futra przejdą do historii – red.], którą na początku ubiegłego roku pokazywano w Parlamencie Europejskim. Wyświetlano na niej wideo z przemówieniem Jarosława Kaczyńskiego, który tłumaczył, dlaczego należy wprowadzić zakaz hodowli zwierząt futerkowych. Mimo starań Tomaszewskiej jej wuj w sprawie futer zmiękł. W październiku zeszłego roku pomysł wprowadzenia zakazu ostatecznie upadł.

Menedżer widmo

Jedną z głównych postaci taśm Kaczyńskiego jest Gerald Birgfellner, mąż Karoliny Tomaszewskiej. Skrojony na miarę garnitur, śniada cera, dwudniowy zarost i starannie ułożona fryzura z włosami zaczesanymi do tyłu. Dużo starszy od 32-letniej partnerki. Od 27 lat prowadzi własną działalność gospodarczą w wiedeńskiej dzielnicy Ottakring. Jest też menedżerem w austriackiej firmie BETHA Zwerenz & Krause GmbH. To rodzinny koncern deweloperski założony jeszcze w latach 50. ubiegłego wieku i jeden z największych graczy na austriackim rynku nieruchomości. Buduje praktycznie wszystko: centra handlowe, biurowce, nawet domy spokojnej starości. Firma zasłynęła z przerobienia gigantycznej wiedeńskiej gazowni na galerię handlową. Nie tak dawno kupiła też za rekordowe 169 mln euro wiedeński hotel Hilton. W polskim Krajowym Rejestrze Sądowym Birgfellner pojawił się 11 lat temu jako członek zarządu warszawskiej spółki Parus. Za firmą stali Austriacy z Zwerenz & Krause i Brytyjczycy z funduszu inwestycyjnego Revcap. W 2010 r. Austriak buduje wrocławskie centrum handlowe Family Point. Ale dzisiaj spółka Parus ma już innego właściciela. Po Geraldzie Birgfellnerze nowym prezesem został Marcin Niewolski. – Słyszałem o tym panu, ale nigdy nie było mi dane nawet się z nim spotkać.

Nic więcej nie mogę o nim powiedzieć – odpowiada. Jak twierdzi mec. Jacek Dubois, pełnomocnik Birgfellnera, propozycja, by w centrum Warszawy zbudować dwuwieżowy drapacz chmur, którego koncepcję firmuje prezes PiS, wydaje się Austriakowi życiowym wyzwaniem. – Tak wielki projekt architektoniczny, w dodatku wykonany dla osoby tak znanej i rozpoznawalnej, to wspaniałe przedsięwzięcie. Dlatego pan Birgfellner natychmiast rzucił się w wir pracy – tłumaczył mec. Dubois w TVN. Adwokat podkreśla, że budynek miał być swoistym memoriałem braci Kaczyńskich. – Miał to być pomnik braci Kaczyńskich, co symbolizować miały dwie wieże o wysokości 190 m, które miały górować nad Warszawą. Uwieńczenie ich dzieła, coś gigantycznego, wspaniałego, dominującego w krajobrazie stolicy – opowiada. Dlaczego Kaczyński zdecydował się na Birgfellnera? Według Dubois spółka Srebrna szukała kogoś, kto zna się na takich inwestycjach i równocześnie jest zaufany. – A ponieważ Birgfellner wchodzi do rodziny Kaczyńskiego, spełniał oba kryteria – mówi mecenas. Wiadomo, że 12 maja 2017 r. Austriak po raz pierwszy spotyka się z Jarosławem Kaczyńskim w sprawie budowy dwóch 190-metrowych wieżowców na działce przy ul. Srebrnej na warszawskiej Woli. Wizja realizacji spektakularnego projektu kusi dewelopera tak bardzo, że decyduje się on przeprowadzić do Polski. Kupuje dom w Warszawie.

W czerwcu 2017 r. zostaje prezesem spółki celowej Nuneaton, którą Srebrna powołuje do budowy bliźniaczych wież. Parę miesięcy później zakłada też spółkę Gibbon, która w lutym zeszłego roku zmieniła nazwę na K-Towers. Taką właśnie roboczą nazwę (podobno od pierwszej litery nazwiska Kaczyńskich) dostaje też projekt dwóch wież. W Polsce Birgfellner pozyskuje znanego architekta, który ma opracować projekt koncepcji budynku. Przygotowuje strategię realizacji projektu, harmonogram prac, wycenia nieruchomości, rozmawia z bankiem Pekao SA w sprawie kredytu i austriackim koncernem Strabag w sprawie budowy obiektu. Działa w zaufaniu do Jarosława Kaczyńskiego, więc nie spisuje żadnej umowy. Liczy na wielki zarobek, ale w lipcu zeszłego roku prezes PiS nieoczekiwanie z pomysłu się wycofuje. Birgfellner zaczyna nagrywać spotkania, które mają być dowodem na to, że umowa, chociaż ustna, była. To właśnie te taśmy wywołują polityczną burzę. Do tej pory „Gazeta Wyborcza” opublikowała dwa nagrania, ale podobno jest ich więcej. Czy wykopią one rów między rodami Tomaszewskich i Kaczyńskich? Jedno jest pewne: w willi prezesa PiS ciągle wiszą obrazy wuja Stanisława. Jarosław Kaczyński opowiadał kiedyś, jak ich dom odwiedził jakiś znawca sztuki. Od razu rozpoznał:„To Tomaszewski!”. „Mój wuj” – odparł z dumą Jarosław. Szczeglnie ceni sobie dwa szkice „Miedzy” – przedstawiające Mickiewicza i Słowackiego. Wiszą na ścianie, przypominając o czasach, gdy nazwisko Tomaszewskich budziło w żoliborskim domu wyłącznie dumę i pozytywne emocje.

Okładka tygodnika WPROST: 6/2019
Więcej możesz przeczytać w 6/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0