Nie czekamy na rycerza

Nie czekamy na rycerza

Władysław Kosiniak - Kamysz
Władysław Kosiniak - Kamysz / Źródło: Newspix.pl / DAMIAN BURZYKOWSKI
W sprawach polityki nie będziemy słuchać żadnego biskupa – deklaruje Władysław Kosiniak-Kamysz, lider PSL.

Z PSL wypisał się lider zespołu Bayer Full, bo nie spodobała mu się wasza decyzja o przystąpieniu do Koalicji Europejskiej.

PSL to partia wolnych ludzi. Myślę, że decyzję o odejściu od nas Sławomir Świerzyński podjął już w momencie, kiedy przed ubiegłorocznymi wyborami samorządowymi, chyba 19 października, zagrał na konwencji wyborczej PiS, partii, która chciała nas wyeliminować ze sceny politycznej. Tak czy inaczej pozdrawiamy go serdecznie i życzymy mu wszystkiego najlepszego.

Świerzyński twierdzi, że nie akceptuje pomysłów na związki partnerskie, liberalizację przepisów aborcyjnych czy pomysłów na rozdział państwa od Kościoła, prezentowanych przez część polityków Koalicji Europejskiej.

W Koalicji Europejskiej są różne poglądy, bo to jest porozumienie różnych partii, tak jak Unia Europejska jest wspólnotą różnych państw. Czy mamy jednolite stanowiska z Niemcami, Maltą, Szwecją? Nie. Jesteśmy różnorodni w Unii Europejskiej.

Dlatego PiS twierdzi, że dominująca w UE ideologia lewacka popycha nasz konserwatywny kraj w kierunku lewicowych pomysłów.

Po to jest PSL w tej koalicji, żeby nie było niebezpiecznego skrętu w lewo. Europoseł PSL Andrzej Grzyb wykonał gigantyczną pracę na rzecz chrześcijaństwa w Afryce i na Bliskim Wschodzie. To jest nasza rola w Europejskiej Partii Ludowej, frakcji chadeckiej, w której jesteśmy razem z Platformą Obywatelską. Pytanie zresztą, czy w europarlamencie są podejmowane decyzje w sprawach ideologicznych.

Są rozpatrywane rozmaite petycje związane z tematami ideologicznymi i formułowane zalecenia.

Chyba nie mają panie wątpliwości, jak w sprawach światopoglądowych będą głosować posłowie PSL.

My nie, ale pan Świerzyński ma. Może inni wyborcy PSL również nie uwierzą, że nie skręcacie światopoglądowo w lewo, wchodząc do Koalicji Europejskiej?

Pozostajemy wierni naszym wartościom. Świadczą o tym nasze czyny. Za rządów PO-PSL nie zostały zmienione przepisy aborcyjne, nie wprowadziliśmy związków partnerskich ani nie przyjęliśmy ustaw zmieniających relacje państwo – Kościół. Co więcej, PiS podkreślające swoje przywiązanie do wartości, a nam ochoczo zarzucające skręt w lewo, nie zmieniło ani na jotę ustawodawstwa, które obowiązywało za naszych czasów. Nie zaostrzyli ustawy antyaborcyjnej, nie zmienili ustawy o in vitro. Konwencji antyprzemocowej też nie wypowiedzieli, choć chętnie atakowali PSL za jej popieranie.

Czyli to wszystko jest teatr?

A nie jest? Szanowni państwo, panie redaktor, pomiędzy rządami PO-PSL a rządami PiS nie ma różnicy w kwestiach światopoglądowych. Nie zmieniło się nic w żadnej ustawie dotyczącej światopoglądu. Dlatego nam nie można zarzucać ani nadmiernego skrętu w lewo, ani w prawo. Dopilnujemy, żeby w Koalicji Europejskiej nie było nadmiernej ideologizacji. W kwestiach światopoglądowych będziemy głosować zawsze zgodnie z własnym sumieniem. I naprawdę nie martwię się o tożsamość PSL, bo dziś o nią najbardziej się martwią ci, którzy rok temu próbowali nas zabić politycznie.

PiS twierdzi, że wasza koniczyna nie jest już zielona, tylko tęczowa.

A oni chcieli tę koniczynę spalić, wdeptać w ziemię, zniszczyć. Próba rozbicia klubu PSL poprzez podebranie nam posła, którego następnie przyjęto do klubu PiS, była powodowana troską o naszą tożsamość? Chyba nie. A byli członkowie PSL na listach PiS?

Boli pana, że Andżelika Możdżanowska, wasza dawna posłanka, będzie startowała do europarlamentu z list PiS?

Nie. Myślałem raczej o Zbigniewie Kuźmiuku, Bogdanie Pęku, Zdzisławie Podkańskim, o rodzinie Janusza Wojciechowskiego. Oni wszyscy mają miejsce na listach PiS do Parlamentu Europejskiego. Gdy zabierano nam wicemarszałka w Sejmie, gdy nie dano nam miejsca w komisji ds. służb specjalnych, gdy eliminowano nas z programów telewizyjnych, to jakoś nie słyszałem wyrazów troski ze strony PiS. A dzisiaj tak się martwią, że mamy historię, tradycję i możemy to stracić. I jeszcze na Witosa się powołują, że zdradzamy jego ideały. Chyba nie wiedzą, że Witos w latach 20. współtworzył koalicję Chjeno-Piast, a w latach 30. był jednym z przywódców Centrolewu. My dzisiaj mówimy dokładnie to samo co Wincenty Witos, patron ruchu ludowego – w sprawach wiary będziemy słuchać każdego wikarego, w sprawach polityki nie będziemy słuchać żadnego biskupa.

A co macie do zaoferowania wyborcom? PiS daje ludziom gotówkę, a koalicja PO-PSL nie dała nic.

To nie jest prawda. Weźmy przykłady tylko z mojej działki, gdy byłem ministrem pracy i polityki społecznej: roczny urlop rodzicielski, 1000 zł przez rok na dziecko w tych rodzinach, które nie miały uprawnienia do tego urlopu, Karta Dużej Rodziny czy program budowy domów seniora, obecnie przekształcony w Senior plus. Do tego ulga podatkowa dla rodzin wielodzietnych, przedszkola za złotówkę, darmowe podręczniki. Czy wreszcie program „Pierwsza praca” dla bezrobotnych absolwentów, czyli dofinansowanie w wysokości płacy minimalnej. Także dzięki temu udało się obniżyć bezrobocie z 14 do 9 proc.

Nie zapominajmy o podwyższeniu wieku emerytalnego.

Zapłaciliśmy za to wysoką cenę w 2015 r. Dla nas ta decyzja była bardzo trudna, ale podyktowana zmianami demograficznymi, które zachodzą w Polsce. W roku 2012 cztery osoby pracujące przypadały na jednego emeryta. W 2035 r. tylko dwóch pracowników przypadnie na jedną osobę na emeryturze. A to oznacza, że będzie trudno utrzymać obecny system emerytalny i wypłacać świadczenia. Jednak decyzja o podwyższeniu wieku emerytalnego została zakwestionowana przez wyborców. Dlatego do tej decyzji nie ma powrotu. Nie ma powrotu do wyższego wieku emerytalnego. Raczej będziemy szli w kierunku połączenia stażu pracy z prawem do świadczenia. To powinna być nawet silniejsza przesłanka do otrzymywania świadczenia niż wiek emerytalny. O to zresztą wnioskuje i OPZZ, i Solidarność.

A jednak ludzie boją się, że gdy dojdziecie do władzy ponownie, podwyższycie wiek emerytalny.

Powtórzę jeszcze raz: nie ma powrotu do wyższego wieku emerytalnego. Deklaruję za to, że wprowadzimy emeryturę bez podatku i umożliwimy przechodzenie na emeryturę po 40 latach pracy.

PSL ma cztery mandaty w obecnym Parlamencie Europejskim. Jak pan sądzi, ile będziecie mieli po tegorocznych wyborach?

Konkurencja jest bardzo duża, największa w historii wyborów europejskich. Kilka dni temu rozmawiałem z Władysławem Teofilem Bartoszewskim, synem Władysława Bartoszewskiego, na temat jego startu do Parlamentu Europejskiego. Gdyby się zdecydował, to byłby znakomitym kandydatem Koalicji Europejskiej w Warszawie, nawet jeżeli nie miałby pierwszego miejsca na liście. W stolicy PSL nigdy nie osiągnęło dobrych wyników do europarlamentu. Gdyby tym razem stało się inaczej, to byłoby symboliczne przełamanie tego trendu. A jeżeli chodzi o mandaty, to mamy swoje bastiony – na Lubelszczyźnie czy na Mazowszu nasi kandydaci Krzysztof Hetman i Jarosław Kalinowski mogą odnowić mandat. Tylko musimy gryźć trawę, żeby to osiągnąć, bo łatwych zwycięstw nie będzie. Nasza koalicja ma szansę wygrać te wybory, tak jak w 2015 r. wygrała koalicja, którą zbudował Jarosław Kaczyński.

Bo był i nadal jest bezdyskusyjnym liderem. A wy lidera nie macie.

Nie jesteśmy lustrzanym odbiciem PiS. Łączymy środowiska, tak jak to zrobił Kaczyński, ale hegemona nie potrzebujemy.

Jeden lider to jest siła Zjednoczonej Prawicy, na dodatek pół rządu startuje do Parlamentu Europejskiego. A wy jaką macie tajną broń?

No właśnie – startuje pół rządu. To co jest ważniejsze? Polska czy Parlament Europejski? Bo to się trochę kłóci.

Krytykuje pan tę strategię PiS? Wystawianie najbardziej znanych polityków to był zawsze wasz patent na wygrywanie wyborów. Pamiętam, jak całe kierownictwo PSL startowało do europarlamentu i się dostało.

No i gdzie dzisiaj jest to kierownictwo? W PiS. Janusz Wojciechowski może jest zadowolony, bo pracuje dziś w Europejskim Trybunale Obrachunkowym, ale porzucił swoją partię.

Został wyrzucony.

Najpierw złamał statut Stronnictwa, uciekając do pisowskiej frakcji w Parlamencie Europejskim. Za to został wykluczony. Ale zostawmy Wojciechowskiego, bo to prehistoria. Liczy się to, co teraz. PiS mówi, że Polska jest najważniejsza, a potem całą plejadę ministrów i wiceministrów wystawia w eurowyborach. Jeżeli zdobędą mandat, to odejdą z rządu. Dobrze wiem, że ten exodus jest związany z chęcią wygrania wyborów. PiS widzi jednoczącą się opozycję i rzuca swoich najlepszych ludzi, żeby z nami wygrać.

A czy pan obstawia, że wasza koalicja przetrwa aż do wyborów parlamentarnych?

Chciałbym, żeby jeszcze przed wyborami do europarlamentu poszła jasna deklaracja o wystawieniu wspólnych kandydatów do Senatu. Wyobrażam sobie, że Koalicja Europejska mogłaby popierać naszych polityków, ale też kogoś z samorządu albo kandydata bezpartyjnego. W 2005 r. partie PiS i PO osobno startowały do Sejmu, ale nie konkurowały w wyborach do Senatu. I to im się świetnie sprawdziło. Zdominowały Senat.

Czy to jest pomysł, żeby w Senacie blokować decyzje rządu PiS?

Nie. Nasz plan jest taki, żeby wygrać wszystkie wybory – do europarlamentu, do Sejmu i do Senatu. Tylko że wybory do Senatu są większościowe, a więc bez szerokiego poparcia trudno jest zdobyć mandat. My jako PSL dobrze to wiemy, bo zdobyliśmy zaledwie jeden mandat i jesteśmy trzecim ugrupowaniem w Senacie. Dominuje PiS, a drugie miejsce ma PO.

Dlatego porozumienie do Senatu powinno zostać zawarte, choć zaznaczam, że na Radzie Naczelnej PSL zapadła decyzja tylko w sprawie koalicji na eurowybory.

W Sejmie do komisji petycji został skierowany projekt o państwie neutralnym światopoglądowo autorstwa Inicjatywy Polskiej. Chodzi tam m.in. o likwidację Funduszu Kościelnego, o religię w szkołach itd. Co PSL na to?

To nie jest pierwszy projekt, który zgłasza Inicjatywa Polska, i ma do tego prawo. My nie popieramy tego projektu.

Czy to nie wprowadza zamętu w głowach wyborców? Jeden kawałek Koalicji Europejskiej robi coś, czego drugi kawałek nie popiera.

Takie rzeczy się zdarzają nawet w obecnej koalicji rządzącej. Był taki projekt Apteka dla aptekarza, forsowany przez PiS, którego środowisko Jarosława Gowina nie poparło. I jakoś Zjednoczona Prawica się nie rozpadła.

Sprawy światopoglądowe bardziej emocjonują ludzi niż apteki.

No to w sprawie ustawy aborcyjnej rozjazd światopoglądowy Zjednoczonej Prawicy był bardzo duży. Część głosowała za odesłaniem do komisji, inni za odrzuceniem.

Tylko że na koniec Jarosław Kaczyński podjął decyzję, jak ma być. A u was kto będzie decydował?

Nikt. Boże, broń! My nie aspirujemy do posiadania Jarosława Kaczyńskiego u siebie. A zresztą mamy dla niego wspaniałą, godną rolę – lidera opozycji w przyszłym Sejmie. (śmiech)

Aspirujecie do posiadania Donalda Tuska.

Donald Tusk powiedział w Łodzi: nie czekajcie na rycerza na białym koniu. Zakasujcie rękawy i bierzcie się do roboty.

Jak to? A ruch 4 czerwca?

Nie wiem, czy 4 czerwca oprócz wielkiego świętowania wydarzy się coś więcej. Donald Tusk jest bardzo ważną postacią naszej polityki i może odegrać jeszcze rolę na naszej scenie politycznej. Jaka ona będzie, wie jednak tylko on sam.

Okładka tygodnika WPROST: 10/2019
Więcej możesz przeczytać w 10/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0