Dekomunizacja Łodzi

Dekomunizacja Łodzi

Katolicki konserwatysta stawia na nogi bastion lewicy
Iznowu ta Łódź" - tak od lat żartownisie komentowali na polskich forach internetowych każdą przygnębiającą informację, niezależnie od tego, którego miasta, kraju lub tematyki dotyczyła. Druga co do wielkości aglomeracja Polski (około 765 tys. mieszkańców) żyła w opinii publicznej jako matecznik gangsterskiej ośmiornicy, rządzących po wyborach w 2001 r. postkomunistów z SLD, w tym oskarżonego o łapówkarstwo posła Andrzeja "full wypas" Pęczaka, czy "łowców skór" z tamtejszego pogotowia.
Równie zły jak wizerunek medialny był ten faktyczny: Łódź się wyludniała, miała najwyższe wśród dużych miast bezrobocie i najniższe średnie zarobki, deficyt budżetu miejskiego w wysokości 10,5 proc. (obecny deficyt budżetu państwa jest proporcjonalnie trzykrotnie niższy), a spłata zadłużenia pochłaniała rocznie tyle pieniędzy, że groziło to przekroczeniem ustawowego limitu, wstrzymaniem inwestycji i utratą unijnych funduszy.

Nie ma jak Łódź
Łódź wygrywa obecnie sporządzane przez banki rankingi atrakcyjności inwestycyjnej, otrzymuje coraz wyższe ratingi wiarygodności kredytowej, przyciąga zachodnie koncerny. Pod koniec marca 2007 r. 50 łódzkich firm, uczelni oraz władze miasta podpisały umowę o stworzeniu tzw. klastra medialnego, który ma się stać zalążkiem międzynarodowego centrum produkcji filmowej. - Pozytywne zmiany dostrzegam każdego dnia. Maleje bezrobocie, przybywa miejsc pracy, odnowione zostały ulice, na których wcześniej można było co kilkaset metrów urwać koło w aucie. Łódź staje się fajnym miastem, oferującym wreszcie przyzwoitą bazę hotelową, dobre restauracje, niepowtarzalny klimat odrestaurowanych kamienic i przedwojennych fabryk. Coraz liczniejsza grupa Brytyjczyków i Francuzów na ulicach mówi sama za siebie - mówi Tatiana Okupnik, była wokalistka łódzkiego zespołu Blue Café, obecnie solistka.
Jak na ironię, rewitalizację "czerwonej" czy "robotniczej" Łodzi - jak ją nazywano - firmuje Jerzy Kropiwnicki. To jeden z liderów nie istniejącego już ZChN i wieloletni minister w rządach Jana Olszewskiego, Hanny Suchockiej oraz Jerzego Buzka. - Chcę, aby za trzy lata każdy, kto przyjedzie do Łodzi, a pamięta ją z dawnych czasów, rozdziawił usta ze zdumienia - mówi "Wprost" Kropiwnicki, który w listopadzie 2006 r. rozpoczął drugą kadencję prezydenta Łodzi.

Era boat people
- Pamiętam, jak będąc premierem, przecinałem wstęgi, jak wmurowywano w mojej obecności kamienie węgielne pod inwestycje w Łodzi. Jerzy Kropiwnicki korzysta z dokonań poprzednich rządów i skutecznie wykorzystuje to w autopromocji - twierdzi były premier Leszek Miller (SLD), który mandaty poselskie zdobywał w Łodzi. Tyle że łodzianie zapamiętali go raczej z pozorowanych działań (ogłaszał na przykład projekt budowy szybkiej kolei z Łodzi do Warszawy), z których niewiele wynikało. - Zainteresował się Łodzią w ostatnim roku premierostwa. Jego polityką wobec samorządu miejskiego rządziła zasada: o sukcesach meldować, problemy rozwiązywać samodzielnie - ocenia Kropiwnicki.
61-letni Kropiwnicki urodził się w Częstochowie. Studia handlu zagranicznego ukończył na warszawskiej SGPiS (obecna SGH), ale od końca lat 60., gdy obronił doktorat z ekonomii na Uniwersytecie Łódzkim, jest związany z Łodzią. Był znanym działaczem "Solidarności" w latach 80., ministrem pracy w rządzie Olszewskiego i szefem Centralnego Urzędu Planowania w rządzie Suchockiej, szefem Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, a następnie ministrem rozwoju regionalnego i budownictwa w rządzie Buzka. Gdy w 2002 r. ten katolicki konserwatysta pokonał w drugiej turze wyborów na prezydenta Łodzi Krzysztofa Jagiełłę z SLD, poprzedniego zarządcę miasta, lewica była w szoku. SLD faktycznie rządził miastem od połowy lat 90. Aż do 2005 r. Łódź była bastionem lewicy, czy w wyborach parlamentarnych, prezydenckich, czy samorządowych.
Z Łodzi pochodził jeden z większych desantów kadrowych w historii III RP: tzw. boat people (dosłownie: ludzie z łodzi) opanowali m.in. kancelarię premiera (premierami byli Leszek Miller i Marek Belka), resort finansów (poza Belką kierował nim Jarosław Bauc), Radę Polityki Pieniężnej (jej członkami byli dr Bogusław Grabowski i prof. Cezary Józefiak), dotarli do kancelarii prezydenta (szefem doradców ekonomicznych Aleksandra Kwaśniewskiego był prof. Witold Orłowski). Im znaczniejsza była pozycja Łodzi w krajowej polityce i gospodarce, tym gorsza była jednak kondycja miasta.
Rządy lewicy pogrążyły miasto, które i tak przegrało na starcie III RP: było uzależnione od przemysłu włókienniczego i tekstylnego, który szybko padł pod naporem importu z Dalekiego Wschodu. W ciągu kilkunastu lat nie zrobiono nic znaczącego, by wspomóc rozwój innego biznesu. Dodatkowo politycy zrujnowali wizerunek miasta. Marka Czekalskiego, prezydenta miasta z Unii Wolności (utrzymywał się na stanowisku dzięki poparciu SLD), w 2001 r. aresztowano pod zarzutem przyjęcia łapówki (proces toczy się do dziś). Rok później został zatrzymany za jazdę po pijanemu. Krzysztofa Panasa (był prezydentem Łodzi w latach 2001-2002) uznawali za niekompetentnego szkodnika nawet radni popierającego go SLD. Kolejny prezydent, Krzysztof Jagiełło (SLD), odchodził w atmosferze skandalu: musiał zwolnić swojego wiceprezydenta, który kłamał, że ma tytuł magistra. Samemu Jagielle Uniwersytet Łódzki odebrał taki tytuł (przywrócił go wyrok NSA). Wybuchła też sprawa zdefraudowania 42 mln zł z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska, o co oskarżony jest były łódzki "baron" SLD Andrzej Pęczak, oraz sprawa korumpowania tego ostatniego przez lobbystę Marka Dochnala. - Wśród mieszkańców i biznesmenów panowało przeświadczenie, że bez koperty nie ma po co przychodzić do urzędników ratusza - mówi prezydent Kropiwnicki.

Wielkie sprzątanie
Przed wyborami samorządowymi w 2002 r. znajomi Kropiwnickiego z ZChN zapewniali go, że w cuglach wygra wyścig w Łodzi z postkomunistami. Jego zwycięstwa w tamtych i następnych wyborach były jednak w pewnej mierze pyrrusowe. W poprzedniej kadencji w łódzkiej radzie miejskiej na 43 jej członków Kropiwnicki mógł liczyć na głosy zaledwie ośmiu (w większości z Łódzkiego Porozumienia Obywatelskiego, którego był kandydatem). Przez cztery lata balansował między dominującą w radzie koalicją SLD-
-UP, a także LPR i Samoobroną. Po ubiegłorocznych wyborach samorządowych musi lawirować między najsilniejszą PO i następnymi SLD oraz PiS. - Nie zaskoczyło mnie to, że dobrze radzi sobie w Łodzi. Zawsze był świetnym organizatorem i potrafił zdobyć poparcie społeczne. Na uczelni nawet ze stanowiska pełnomocnika rektora ds. praktyk, które piastował, szybko uczynił jedną z najważniejszych uczelnianych funkcji - wspomina łodzianin Bogusław Grabowski, obecnie prezes Skarbiec Asset Management Holding (razem z Kropiwnickim pracował w Katedrze Ekonomii na Uniwersytecie Łódzkim).
Gdy Kropiwnicki zostawał prezydentem Łodzi, bez pracy było 18,8 proc. jej mieszkańców, aktywność prywatnego biznesu w mieście była niewielka (na 1000 osób przypadało niewiele ponad 100 firm, w innych dużych miastach - od 120 do 140). Zaniedbano nawet centrum miasta i jego wizytówkę - ulicę Piotrkowską. O ile inne miasta przyciągały coraz więcej osób szukujących lepiej płatnej pracy albo pracy w ogóle, o tyle łodzian ubywało: w 1998 r. miasto liczyło 807 tys. mieszkańców, obecnie liczy o 40 tys. mniej.
- Musieliśmy poprawić pozycję w międzynarodowych ratingach, bo one lądują na biurkach inwestorów i są ważną przesłanką ich decyzji biznesowych - wyjaśnia Kropiwnicki. Zastępców i ważniejszych dyrektorów dobrał spośród dawnych współpracowników, m.in. w RCSS lub Ministerstwie Rozwoju Regionalnego i Budownictwa. Urzędników miejskich wziął w obroty (twierdzą, że ma obsesję na punkcie terminowości i obecności na naradach). Już w pierwszym półroczu urzędowania obciął wydatki miasta o 10 proc. W 2002 r. deficyt w miejskiej kasie wynosił 167 mln zł, dziś - 37 mln zł. Wynajął międzynarodową firmę doradczą McKinsey & Company, by stworzyła biznesplan dla miasta (niechętnych pomysłowi radnych przekonała ponoć wycieczka do miasta w dawnym NRD, gdzie taki projekt wcielono w życie).
Zaczynał od rzeczy najprostszych, uważając, że poprawa reputacji miasta i ułatwienie mieszkańcom życia pozwolą przyciągnąć inwestorów. Złą sławę Łodzi przezwyciężył, m.in. organizując przed trzema laty obchody 60. rocznicy likwidacji tamtejszego getta. Zaangażował się w promocję miasta jako wieloetnicznego tygla (temu służy Festiwal Czterech Kultur). Chwali się, że wybudowano supernowoczesną oczyszczalnię ścieków, że w szybkim tempie remontowane są ulice. Ratusz zaczął wreszcie aktywnie lobbować za przyspieszeniem budowy autostrad (miasto leży na skrzyżowaniu autostrad A1 i A2). Rozbudował też lotnisko w podmiejskim Lublinku, wcześniej służące szybowcom, z którego tanie linie latają teraz m.in. do Londynu, Paryża, Rzymu (miasto jest głównym udziałowcem lotniska).

HollyŁódź
Dzięki takim firmom jak Atlas (producent materiałów budowlanych), internetowy mBank, Sphinx (sieć polskich restauracji) lub Redan (sieć salonów odzieżowych Top Secret i Troll), które powstały i mają siedziby w Łodzi, miasto od końca lat 90. zaczęło zrywać ze stereotypem reliktu XIX-wiecznej epoki przemysłowej. Ale magnesem dla biznesu były tylko duża dostępność wykształconych, tanich w warunkach dużego bezrobocia kadr (na łódzkich uczelniach studiuje i pracuje naukowo 120 tys. osób) oraz niskie koszty wynajmu biur lub hal produkcyjnych, które stały puste. Teraz się to zmienia.
- Gdy w 2000 r. uruchamialiśmy mBank, często mieliśmy problemy z dostępem do dobrych łączy internetowych, kluczowych w tym biznesie. Obsługiwaliśmy transakcje na przykład przez Katowice. Dziś Łódź ma jedne z najlepszych rozwiązań telekomunikacyjnych w Polsce - mówi Piotr Gawron, dyrektor mBanku. Kropiwnicki nakłonił łódzkie urzędy skarbowe i ZUS, by urządzały wspólne dyżury, podczas których przedsiębiorcy mogą załatwić urzędowe formalności od ręki. Inwestorom zaoferował ulgi w podatku od nieruchomości, działki uzbrojone na koszt miasta, obniżał czynsze za wynajem należących do miasta budynków.
- Ratusz udzielił nam znacznej pomocy, a prezydent miasta sam aktywnie zabiegał o inwestycję - mówi Rafał Branowski, dyrektor marketingu w polskim oddziale koncernu Dell. Amerykański gigant z branży IT w 2006 r. zadecydował, że swą nową europejską montownię komputerów wybuduje właśnie w Łodzi. Kropiwnicki liczy, że za Dellem podążą kooperanci i w mieście przybędzie do 12 tys. miejsc pracy. Realizowany jest plan nakreślony przez McKinsey & Company: Łódź przyciąga m.in. producentów sprzętu AGD (do koncernów Bosch-Siemens i Merloni Indesit, które pojawiły się tam wcześniej, dołączają poddostawcy), firmy obsługujące biznes (własne centra księgowe ulokowały tu Philips, GE) oraz logistyczne (AIG/Lincoln, DHL, Panattoni).
Głośne stały się centrum handlowo-rozrywkowe Manufaktura, urządzone przez Francuzów w dawnych zakładach Izraela Poznańskiego, lub lofty, które w dawnych przędzalniach Karola Scheiblera urządzają Australijczycy. Niedawno ogłoszono, że w Łodzi powstanie hotelowo-konferencyjny kompleks Hiltona. Magnesem są znane nazwiska: architekt Rob Krier zaplanuje przebudowę okolic dworca Łódź Fabryczna, a reżyser David Lynch uruchomi tam studio filmowe. - Łódzki rynek nieruchomości ma duży potencjał wzrostu, ceny mieszkań są niedowartościowane o co najmniej 20 proc. - uważa Robert Chojnacki, prezes firmy doradczej RedNet Property Group. Według niego, boom napędzają przychylność władz miasta dla deweloperów, inwestycje i dobre położenie miasta.

Czapki z głów
W początku lat 90. Jerzy Kropiwnicki był tylko nieco mniej kontrowersyjny niż czołowy ZChN-owski triumwirat Stefan Niesiołowski - Marek Jurek - Jan Łopuszański. W Łodzi od razu zasłynął wydaniem zakazu organizacji technoparady, zmusił urzedników do noszenia tradycyjnych czapek i szarf z barwami miasta podczas oficjalnych uroczystości. Mimo to jako prezydent wykazuje się pragmatyzmem: współpracuje ze wszystkimi, nie żeruje na błędach poprzedników (nawet twierdzi, że po okresie zastoju za rządów Millera współpraca z premierem Belką i poprzednim wojewodą łódzkim prof. Stefanem Krajewskim była dobra i korzystna dla miasta; notabene, wszyscy trzej związani byli pracą na UŁ).
Przeciwnicy oskarżają Kropiwnickiego, że przypisuje sobie zasługi innych, że miasto zwyczajnie odczuwa efekty hossy gospodarczej w całym kraju. Ale on zarzuty obraca na swoją korzyść. - Po prostu nie przeszkadzam ludziom, którzy mają dobre pomysły, tylko pomagam je urzeczywistnić - mówi Kropiwnicki.
- Kiedy wyjeżdżałem z Łodzi dziesięć lat temu, było to smutne, szare miasto. Dziś obserwuję, jak imponujące zmiany dokonują się w zaniedbanych niegdyś dzielnicach, jak Księży Młyn, jak odżywa życie kulturalne. Coraz więcej osób, które wyjechały za pracą do stolicy, chce wrócić do Łodzi - mówi Borys Szyc, aktor znany m.in. z serialu "Oficer". Jeśli Jerzy Kropiwnicki utrzyma tempo, być może w kolejnych wyborach na prezydenta miasta wygra już w pierwszej turze.


Miasto od nowainwestycjazatrudnienie
Fabrykę suszarek do ubrań w łódzkiej SSE wybudował niemiecki koncern BSH (Bosch und Siemens Hausgeräte). 240 mln400
Dwie fabryki - kuchenek i lodówek - ma w łódzkiej SSE włoski koncern Merloni Indesit. 440 mln1600
Należąca do amerykańskiego koncernu Procter & Gamble firma Gillette wybudowała w Łodzi fabrykę ostrzy i maszynek do golenia - jej największy zakład na świecie. 480 mln1150
Francuska firma Hutchinson rozbudowuje swoje zakłady w Łodzi, które wytwarzają części samochodowe z kauczuku i elementy zawieszenia silnika. 120 mln500
Holenderski koncern Royal Philips Electronics stworzył w Łodzi swoje europejskie centrum księgowo-finansowe, obsługujące inne spółki zależne. 75 mln650
Amerykański koncern Dell w 2007 r. ukończy w Łodzi budowę montowni komputerów. 480 mln3000
Francuska firma Apsys na terenie dawnych zakładów Izraela Poznańskiego wybudowała centrum rozrywkowo-handlowe Manufaktura (łączna powierzchnia kupionego przez nią terenu to 27 tys. m?). 520 mln 5000
Australijski deweloper Opal Property Developments inwestuje w rewitalizację starych budynków w łódzkiej dzielnicy Księży Młyn. Między innymi na terenie dawnych zakładów Karola Scheiblera budowane są ekskluzywne apartamenty (lofty). 2100 mln
Hiszpańska firma Reler zaadaptuje dawną łódzką fabrykę Wilhelma Lurkensa na czterogwiazdkowy hotel (160 pokoi) 65 mln
Baccolly Properties wybuduje w Łodzi dla amerykańskiej sieci hoteli Hilton kompleks składający się z pięciogwiazdkowego hotelu (200 pokoi), biurowca i centrum konferencyjnego. 220 mln
Okładka tygodnika WPROST: 15/2007
Więcej możesz przeczytać w 15/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także