Zdrowa służba zdrowia

Zdrowa służba zdrowia

Ranking prywatnych placówek medycznych
Zbigniew Wojtasiński
Szef działu Nauka i Zdrowie

Jak długo będą trwały strajki lekarzy i pielęgniarek? Aż obie grupy nie zaczną „godziwie zarabiać" – przekonuje po raz kolejny Naczelna Izba Lekarska. Nie łudźmy się, żadne, nawet znaczne podwyżki w publicznej służbie zdrowia w dłuższym okresie niczego nie załatwią. Strajki będą trwały tak długo, jak długo szpitale nie zostaną sprywatyzowane.
Aptekarzom i stomatologom nie opłaca się strajkować, bo mogą zbankrutować. Prywatyzacja nie jest panaceum na całe zło w opiece medycznej, od tego nawet nie należy zaczynać reformy służby zdrowia. Jednego możemy być pewni – jedynie w prywatnych jednostkach nie będzie protestów. Prywatne ośrodki i firmy abonamentowe ratują polską służbę zdrowia. Gdyby nie prywatny sektor, system opieki medycznej dawno już by się rozpadł.
Prywatny standard
Prywatne szpitale nie strajkują. Lekarze i pielęgniarki tych placówek bardziej martwią się tym, jak najlepiej spełnić oczekiwania pacjentów. Przykładem jest chorzowski Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej Szpital Śląskie Centrum Urologii (prowadzony przez Urovitę). Jeszcze przed ponad trzema laty w tym miejscu znajdował się jeden z najbardziej zaniedbanych i zadłużonych miejskich szpitali publicznych. Dziś przyjeżdżają do niego pacjenci z całego kraju. Nic dziwnego, bo w najnowszym rankingu prywatnej służby zdrowia tygodnika „Wprost" i wydawnictwa Termedia to najlepszy ośrodek urologiczny.
Nikt nie strajkuje w Centrum Medycznym Damiana, Klinice Okulistycznej Jasne Błonia w Łodzi ani w warszawskim Carolina Medical Center – w najlepszych według rankingu „Wprost" prywatnych ośrodkach chirurgicznych, okulistycznych i ortopedycznych. W Bydgoszczy chirurdzy, zamiast strajkować, chcą wynajmować jedne z najnowocześniejszych w kraju bloków operacyjnych, które powstają w szpitalach publicznych. Miejscowe szpitale nie zamierzają ich wykorzystywać. Wolą je wynająć, bo to bardziej się opłaca. W Toruniu na początku lat 90. podobnie zaczęła się
rozwijać tzw. chirurgia jednego dnia. Chirurdzy Jacek Winczakiewicz i Marek Borkiewicz w 1992 r. wynajęli salę operacyjną w Wojewódzkim Szpitalu Dziecięcym. Dziś prowadzą dobrze prosperujące Prywatne Centrum Chirurgii. Nie strajkują – podobnie jak właściciele aptek i gabinetów stomatologicznych.
 
Dość sloganów
Prof. Zbigniew Religa, były minister zdrowia, twierdzi, że ma już dość sloganów o konieczności prywatyzacji służby zdrowia. Podstawowa opieka medyczna w Polsce jest już sprywatyzowana w 60-80 proc. W niektórych województwach na własnym rozrachunku jest ponad 90 proc. przychodni i poradni lekarskich. Tak jest przede wszystkim w najszybciej prywatyzującej się opiece medycznej na Górnym Śląsku, a także w Wielkopolsce, Lubuskiem i Podlaskiem. Ośrodki publiczne nadal jednak dominują w lecznictwie szpitalnym. To w szpitalach jest najwięcej niezadowolenia i strajków.
Na 700 szpitali w kraju sprywatyzowano ponad 180. Są to głównie małe ośrodki przyjmujące niewielu pacjentów, większość z nich (ponad 100) została przekształcona w spółki prawa handlowego z udziałem samorządu. Pod względem liczby łóżek (mają ich zaledwie 8 tys.) stanowią jedynie 5 proc. lecznictwa szpitalnego. Pozostałe, jeśli chcą przetrwać, zastanawiają się, jak zdobyć dodatkowe fundusze. Kiedy nie mają takiej możliwości, bo nie pozwala im na to minister zdrowia, napędzają pacjentów prywatnej służbie zdrowia.
W Krakowie z początkiem tego roku rozpoczął działalność Szpital św. Rafała, który nie zamierza zawierać jakichkolwiek kontraktów z NFZ. Elżbieta Ptak, dyrektor medyczny ośrodka, uważa, że szpital poradzi sobie sam. Pacjentów mają przyciągnąć tak znani specjaliści, jak dr Mariusz Bonczar, jeden z najlepszych w Europie specjalistów chirurgii ręki. W szpitalu będą też pracować chirurdzy i anestezjolodzy, którzy przed pięciu – siedmiu laty wyjechali za granicę. Część z nich wraca do Polski, przywożąc z sobą standardy zachodniej opieki medycznej. W Warszawie na terenie Miasteczka Wilanów ruszyła budowa Szpitala Medicover. To największa tego rodzaju inwestycja w polskiej prywatnej służbie zdrowia. Szpital na 270 łóżek będzie kosztował 40 mln euro. Pomieści pięć sal operacyjnych, w których będzie wykonywanych 4 tys. operacji rocznie.

Lawina wydatków
– Polaków łączy dziś jedno – rosnąca chęć korzystania z prywatnych usług medycznych – twierdzi Wojciech Chruściel, dyrektor Biura Ubezpieczeń Zdrowotnych PZU Życie. Z raportu „Opieka medyczna Polaków 2007" wynika, że w ostatnich 12 miesiącach z płatnej służby zdrowia korzystał co trzeci Polak powyżej 15. roku życia. Łączne wydatki na prywatną opiekę nie są duże – rocznie nie przekraczają jeszcze 300 zł (jedynie co dziesiąta osoba wydała ponad 500 zł). Te pieniądze są przeznaczane głównie na wizyty u specjalistów, bo tylko nieliczni leczą się w szpitalach. Z roku na rok te nakłady będą jednak coraz wyższe. Prywatnie leczy się już 65-70 proc. mieszkańców Poznania, Lublina i Wrocławia. W Krakowie co drugi osoba zamierza wykupić prywatne ubezpieczenie.
Według badań firmy SMG/KRC, w ostatnich dwóch latach dwukrotnie zwiększyła się liczba Polaków korzystających z prywatnej służby zdrowia. Wzrasta również zainteresowanie prywatnymi ubezpieczeniami. Prywatne polisy wykupiło na razie ponad pół miliona Polaków, ale aż 40 proc. badanych deklaruje, że zamierza to zrobić. Po kolejnej fali strajków w szpitalach chętnych może być jeszcze więcej. Sprzyjają temu zarówno kryzys w publicznej służbie zdrowia, jak i dobra koniunktura gospodarcza oraz coraz wyższe zarobki Polaków.
Dziś założyć prywatny ośrodek jest o wiele łatwiej niż przed kilku laty. – Zaraz po otwarciu naszej placówki przed siedmiu laty nastąpił kryzys gospodarczy – mówi Andrzej Mądrala, prezes Centrum Medycznego Mavit w Warszawie. Mądrala sprzedał mieszkanie w Trójmieście i zainwestował wszystkie oszczędności rodzinne w prywatną klinikę. Mavit przetrwał, bo leasingodawcy okazali wyrozumiałość. Dziś jest to jeden z najnowocześniejszych ośrodków okulistycznych w kraju.
Zmienia się zakres usług oferowanych przez prywatne placówki. To nieprawda, że zajmują się one jedynie łatwymi przypadkami, na których można dobrze zarobić, a ciężko chorych wysyłają do publicznych szpitali. Tak było kilka lat temu. Dziś prywatne ośrodki wykonują skomplikowane i nowatorskie zabiegi. W Carolina Medical Center przeprowadzane są rekonstrukcje stawu biodrowego i operacje stawu kolanowego z przeszczepem tkanki chrzęstnej. W Centrum BIOS w Warszawie wykonywanych jest najwięcej w kraju operacji wady spodziectwa u chłopców, wymagających dużej precyzji (nawet więcej niż w Centrum Zdrowia Dziecka). – Mamy też najmniej powikłań pooperacyjnych, mniej, niż wynosi średnia europejska – mówi Jolanta Grajczyk, prezes BIOS.

Płacz i płać
Według GUS, na leczenie wydajemy z własnej kieszeni już 31 proc. wszystkich pieniędzy przeznaczanych na opiekę medyczną. Jeśli potwierdzi się, że wpływy do NFZ za 2007 r. wyniosły 42,6 mld zł, byłaby to kwota 13 mld zł. W 2008 r. może ona przekroczyć 15 mld zł. Błędne jest jednak przeciwstawianie publicznej i prywatnej służby zdrowia. Oba podmioty powinny być równoprawne, a o wyborze zarówno lekarza, jak i placówki powinien decydować pacjent. We Francji, w której opieka medyczna jest uznawana za najlepszą na świecie, co drugi szpital jest prywatny. Pieniądze na leczenie pochodzą głównie z kasy chorych, do której należy 80 proc. Francuzów. O tym, gdzie się leczyć, decyduje pacjent. Takie upodmiotowienie chorego powinno uzdrowić służbę zdrowia. Może też sprawić, że stanie się ona graczem na rynku napędzającym rozwój gospodarczy kraju. Tak jest w USA, Irlandii oraz Skandynawii, gdzie opieka medyczna jest filarem gospodarki, a nie workiem bez dna. Musimy się też pogodzić z tym, że na leczenie będziemy przeznaczać więcej pieniedzy. Z tego zdaje sobie sprawę coraz więcej Polaków. Według badań firmy ARC Rynek i Opinia, co druga osoba jest gotowa zaakceptować częściową odpłatność za usługi medyczne, a nawet podwyższenie składki zdrowotnej.
Wszyscy chcemy się leczyć nowocześnie, tymczasem ponoszone przez nas wydatki na zdrowie – zarówno publiczne, jak prywatne – nadal są jednymi z najniższych w Europie (sięgają zaledwie 7 proc. PKB). Francuzi na ochronę zdrowia przeznaczają 11 proc. PKB, Amerykanie wydają już 16 proc. PKB. Koszty opieki medycznej rosną jednak tak szybko, że w 2030 r. nakłady na zdrowie mogą wzrosnąć w USA nawet do 29 proc. PKB. Podobnie będzie w Polsce. Za leczenie będziemy płacić coraz więcej, obojętnie ile będą zarabiać lekarze i jakie przyjmie się rozwiązania. 

Okładka tygodnika WPROST: 4/2008
Więcej możesz przeczytać w 4/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1
  • bez-nazwy IP
    A gdzie ten ranking?

    Czytaj także