Pod koniec stycznia tego roku opisywaliśmy, do czego dojść miało na lekcji techniki w jednej ze szkół podstawowych w Głogowie. Nauczyciel, który prowadził zajęcia, miał w pewnym momencie zwyzywać swojego podopiecznego – 12-letniego ucznia. Mało tego – miał też naruszyć jego nietykalność cielesną (ponoć feralnego dnia szarpał go).
Matka chłopca przekazała wówczas „Gazecie Wyborczej”, że obdukcja, na którą zabrała dziecko, wykazała, iż chłopiec miał na ciele liczne stłuczenia i odczuwał ból w klatce piersiowej. Następnie powiadomiona została policja i prokuratura (jedno zawiadomienie złożyła matka ucznia, a drugie dyrekcja podstawówki).
A co na to rodzice pozostałych dzieci? Z ustaleń redakcji dziennika wynika, że kierownictwo szkoły otrzymało pod koniec ubiegłego tygodnia pismo. „Z dostępnych nam informacji wynika, że sytuacja została niewłaściwie zinterpretowana, bez uwzględnienia wcześniejszych okoliczności, które miały bezpośredni wpływ na przebieg zdarzenia” – brzmi jego fragment, który zacytowany został w poniedziałkowym (2 lutego) tekście „GW”.
Oto wersja wydarzeń rodziców
Dziennikarze, którzy zapoznali się z pismem, informują, że przedstawiono w nim inną wersję wydarzeń niż ta, która zrelacjonowana została przez matkę 12-latka. Rodzice uczniów twierdzą, że chłopak, wobec którego nauczyciel miał użyć przemocy, przejawiał ponoć „poważne problemy wychowawcze” – i to od dłuższego czasu. Chcą też pomóc oczyścić belfrowi jego dobre imię.
– Żałujemy, że z tym stanowiskiem zwlekaliśmy. (...) Prawda jest taka, że baliśmy się tego ucznia i o bezpieczeństwo naszych dzieci – przyznała jedna z anonimowych kobiet. Kolejna twierdzi, że nauczyciel, który miał rzekomo poszarpać ucznia, to „spokojny” człowiek. – Nigdy nie miałam do niego żadnych zastrzeżeń. Wiem za to, że niektóre dzieci bardzo utrudniały mu pracę – powiedziała „Wyborczej”.
Według świadków – dzieci z tej samej klasy – feralnego dnia 12-latek miał przeszkadzać prowadzącemu lekcję. Miał m.in. krzyczeć czy przerywać, a nawet używać obraźliwych słów. „Bez zgody nauczyciela miał też zrobić sobie z nim zdjęcie” – podał dziennik. Nauczyciel zareagował ponoć, prosząc, by uczeń je skasował. – A chłopiec go wyśmiał – usłyszeli przedstawiciele redakcji.
Uczeń „przewrócił się razem z krzesłem”?
„Ponieważ działania te nie przyniosły skutku, nauczyciel podjął interwencję mającą na celu wyprowadzenie ucznia z sali lekcyjnej. (...) Podczas tej próby chwycił go za ramię wyłącznie w celu wyprowadzenia z klasy. W trakcie zdarzenia uczeń zaczął się szarpać, w wyniku czego stracił równowagę i przewrócił się razem z krzesłem” – brzmi treść pisma, które otrzymał dyrektor placówki edukacyjnej. Rodzice dodają zaś, że „nauczyciel nie ciągnął go po ziemi, nie rzucił o ławkę, nie używał wulgaryzmów” – czego dowiedzieli się od swoich pociech.
Czytaj też:
To zdjęcie zna cała Polska. Prezydent poinformował o śmierci bohateraCzytaj też:
Tragiczna śmierć 41-letniej pacjentki w ciąży. Oto co wykazała kontrola w szpitalu
