Pamiętam czasy popularności na prawicy pojęcia „nowe średniowiecze”. To nieco dziwne określenie stało u wezgłowia poglądów rosyjskiego filozofa Mikołaja Bierdiajewa, autora „Nowego średniowiecza”. Tyle że w XX wieku pojęcie upowszechniło się w postaci zestawu prostych konserwatywnych marzeń. O duchowym odrodzeniu Europy. O Europejczyku, człowieku świadomym swojego zakorzenienia w uniwersalnej, chrześcijańskiej tradycji etycznej i moralnej. O Zachodzie, który górował nad światem, nie technologią i bankami, ale energią płynąca z wiary w siebie. W imperium rzymskim poszczególne prowincje zamieszkiwały ludy od siebie bardzo nieraz różne, ale przynajmniej wiadomo było, kto tym wszystkim rządzi – imperium. Po jego upadku Europa średniowieczna wypracowała dość spójną kulturę – chrześcijańską i łacińską. Natomiast władza uniwersalna cesarzy była iluzoryczna. Europa czerpała siłę z ducha, nie z administracji centralnej.
Idealizm Europy ledwo dyszy
Aktualne cyfrowe wydanie tygodnika dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
