Pływanie na golasa

Pływanie na golasa

Następną władzę w Polsce wybierze nie elektorat PO i PiS, lecz kryzys
Z dnia na dzień jest gorzej. Nie można przewidzieć, w którym momencie ten kryzys sięgnie naszego kraju, ale sięgnie" – przekonywał prezydent Lech Kaczyński. "Polska jest odporna w dużym stopniu na krytyczne zjawiska, jakie obserwujemy w USA i dużej części Unii Europejskiej. Nie jest fortunne stwarzanie atmosfery, iż dzieje się coś wyjątkowego i musimy się teraz zbierać" – odpowiadał mu premier Donald Tusk. Ani rząd, ani opozycja nie mają pomysłu, jak rządzić w trudnych czasach. Z przeprowadzonych przeze mnie badań jakościowych wynika, że spadek popularności PO, wywołany ewentualnym kryzysem, nie spowoduje wyniesienia do władzy PiS. Raczej stworzy okazję populistom – jakimś nowym wcieleniom Stanisława Tymińskiego lub Andrzeja Leppera.Jak najdalej od elit
Z badania przeprowadzonego przez "Pentor" na zlecenie "Wprost" wynika, że na razie w oczach Polaków Donald Tusk jest najlepszym przywódcą na czas kryzysu. Nazwisko premiera spontanicznie podało 20 proc. pytanych, podczas gdy kolejni w sondażu Lech Kaczyński i Leszek Balcerowicz dostali po 2,4 proc. wskazań, czyli ponad osiem razy mniej. W ubiegłym tygodniu przeprowadziłem eksperyment na studentach psychologii, który pokazał, jak chwiejne jest zaufanie pokładane w premierze. Studenci byli przekonani, że biorą udział w ocenie reklamy prasowej. W jednej grupie badani oprócz reklamy mogli zapoznać się z tekstem o zbliżającym się kryzysie w Polsce. Dotyczył on obniżenia prognoz rocznego wzrostu gospodarczego przez analityków BNP Paribas, JP Morgan i Morgan Stanley. W drugiej grupie obok reklamy umieszczony był tekst poświęcony Dodzie.
Zadaniem studentów była ocena reklamy, ale pod koniec kwestionariusza padło pytanie o preferencje polityczne i „najlepszego przywódcę czasów kryzysu". Okazało się, że w grupie, w której eksponowano informację o spowolnieniu gospodarczym, Tusk był dwukrotnie rzadziej wskazywany jako przywódca na czas kryzysu (22 proc.) niż w grupie, która czytała tekst o Dodzie (42 proc.). Wynik ten pokazuje, że w sytuacji realnego kryzysu zaufanie do obecnego premiera może stopnieć niemal z dnia na dzień. Rzadsze wskazywanie Tuska jako przywódcy na czas kryzysu nie wiązało się z częstszym wskazywaniem Lecha Kaczyńskiego, ale wybieraniem opcji „żaden z polityków". Oznacza to, że w wypadku kryzysu duża część ludzi uwierzy, iż władzę należy przekazać w ręce polityka znajdującego się jak najdalej od obecnych elit.

Wielki blef
W oczekiwaniu na trudne czasy specjaliści od wizerunku Tuska zalecili mu odejście od polityki miłości. Premier kreuje się obecnie na twardziela, który wyraża ojcowską miłość dla narodu: zapowiada kastrację pedofilów, jest bezwzględny wobec stadionowych chuliganów, częściej marszczy brwi, niż się uśmiecha. Przykład Franklina Delano Roosevelta, jedynego prezydenta USA, który sprawował urząd dłużej niż dwie kadencje (wybierano go czterokrotnie w latach 1933-1945), pokazuje, że jest możliwe zachowanie ogromnej popularności przy kompletnym nieradzeniu sobie z kryzysem gospodarczym. Tylko dwie spośród około 50 tysięcy dostępnych fotografii Roosevelta przedstawiały go na wózku inwalidzkim. Obraz sparaliżowanego Roosevelta nie zachował się w pamięci Amerykanów. Wyparł go portret silnego prezydenta, który poradził sobie z wielkim kryzysem. Tymczasem, jak wykazał w swoich badaniach prof. Milton Friedman, uważany za jednego z najwybitniejszych ekonomistów ubiegłego stulecia, to polityka Roosevelta sprawiła, że kryzys w USA trwał dłużej i był bardziej dotkliwy.
Polityczny teatr jest nieodłącznym elementem demokracji. Ważne jest jednak to, czy za kulisami ktoś faktycznie pracuje. Prezydent USA Ronald Reagan był pionierem polityki wizerunkowej, co nie przeszkodziło mu podejmować niepopularnych, ale koniecznych decyzji, jak np. dyscyplinarne zwolnienie z pracy kilkunastu tysięcy strajkujących kontrolerów lotów. W efekcie Reagan nie tylko rządził USA przez dwie kadencje, ale również zapoczątkował niespotykaną w historii prosperity i doprowadził do pokonania ZSRR w zimnej wojnie.

Bezradność i apatia
Polską scenę polityczną od lat zapełniają popkulturowe gwiazdy jednego, góra dwóch sezonów. Aleksandra Kwaśniewskiego, Kazimierza Marcinkiewicza czy ostatnio Donalda Tuska łączy pożądanie władzy, ale nie chęć przeprowadzania zmian. To, że Tusk ma zamiar naśladować bardziej Roosevelta niż Reagana, widać chociażby z jego ostatnich wypowiedzi. Drogą do lepszej przyszłości jest w nich m.in. wprowadzenie euro zamiast złotego (tak jakby kolor farby, w jakim drukowane są pieniądze, decydował o zamożności społeczeństwa). Nieudolni reformatorzy (Kaczyńscy, Ziobro, Rokita) także nie polepszają tego obrazu. Lech Kaczyński swoim ostatnim wystąpieniem telewizyjnym, w którym sprzeciwiał się wprowadzeniu mechanizmów rynkowych w służbie zdrowia, dał dowód, że myśli głównie o wyniku wyborów za dwa lata.
Efektem długoletniego kryzysu przywództwa w Polsce jest bezradność – nie rządzi się efektywnie, bo wymaga to albo niepopularnych społecznie decyzji, np. ograniczenia przywilejów grup zawodowych (rolników, górników, nauczycieli itd.) albo narażenia się wpływowym grupom interesów (jak broniące dostępu do zawodu konkurentom korporacje prawnicze). Żadna z liczących się partii nie chce zmieniać w radykalny sposób tego, co rzeczywiście decyduje o poziomie życia, czyli wielkości danin dla państwa. Przecież dzień wolności podatkowej, a więc dzień, od którego statystyczny podatnik zaczyna zarabiać dla siebie, przypada w Polsce na połowę czerwca (dla porównania, w USA jest to dwa miesiące wcześniej).
Podkreślając sukcesy ostatnich 18 lat po transformacji ustrojowej, rzadko zadaje się pytanie, o ile bogatsza byłaby Polska, gdyby nie permanentny kryzys przywództwa. Warren Buffett, jeden z najbogatszych ludzi świata i najbardziej znanych inwestorów giełdowych, zwykł mawiać o kryzysach, że „odpływ wody pokazuje, kto pływał nago". W wypadku polskich polityków, jeżeli dotrze do nas kryzys finansowy, to pokaże, że wszyscy są nadzy.
Okładka tygodnika WPROST: 42/2008
Więcej możesz przeczytać w 42/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • emigrant IP
    Aby miec wizje przyszlosci i program reform trzeba miec doswiadczenie zyciowe i osiagnac sukces poza polityka.
    W Polsce - niestety- utrwala sie komunistyczna tradycja - rzadza partyjni aparatczycy nie znajacy normalnych zasad funkcjonowania gospodarki, nie majacy potrzebnego wyksztalcenia ale za to doswiadczeni w bojach pod partyjnymi dywanami. To nie daje szans Polsce....

    Czytaj także