Wencel gordyjski - Homo wiadomo

Wencel gordyjski - Homo wiadomo

Maria Konopnicka była lesbijką, która dla  niepoznaki urodziła ośmioro dzieci
Trzej mieszkańcy wyspy Lesbos wystąpili do sądu przeciwko organizacji Homoseksualna i Lesbijska Społeczność Grecji. W pozwie napisali, że członkinie ruchu, nazywając się lesbijkami, obrażają ich tożsamość. Zanim parskniemy śmiechem, postawmy się w sytuacji trójki nieszczęśników. Jak długo bylibyśmy w stanie znosić docinki kolegów z pracy: „Stary, mam dość twoich lesbijskich nawyków"? Który z nas w dzień patriotycznego święta chciałby usłyszeć od własnej żony: „Cieszę się, że jestem Lesbijką"? Lesbijczykom można oczywiście zarzucić, że trochę późno się obudzili. Wychowani w lesbijskiej kulturze musieli przynajmniej słyszeć o Safonie i jej zmysłowej poezji. Nie ulega
jednak wątpliwości, że nazwa wyspy została zawłaszczona przez obsesjonatki feminoseksu. Safona pisywała wprawdzie wiersze sławiące kobiecą wrażliwość, ale też poślubiła bogatego kupca, z którym miała dziecko. Jej działalność w słynnym kole czcicielek Afrodyty polegała na przygotowaniu dziewcząt do zamążpójścia, a nie na ich molestowaniu. Laski miały po prostu świra na punkcie „artystycznego stylu życia". We własnym gronie układały pieśni, uczyły się savoir-vivre’u, paliły kadzidełka, plotły wianki z fiołków i androny o facetach. Jednym zdaniem – zachowywały się dokładnie tak samo jak współczesne nam „dziewczyny z plastyka" podczas imprez domowych. Dopiero kiedy sława Safony dotarła do Aten, zazdrośni komediopisarze postanowili dać poetce łupnia. No i zaczęły się śmichy, chichy, które do dziś komplikują życie mieszkańcom Lesbos.
Starych, zakorzenionych w kulturze mitów nie da się zreinterpretować, choćby były skrajnie fałszywe i krzywdzące. Nic dziwnego, że Lesbijczycy przegrali w sądzie bitwę o dobre imię. Będą musieli się pogodzić z faktem, że istnieją dwie „lesbijskie społeczności Grecji". Do pierwszej należą wyłącznie kobiety napalone na kobiety, do drugiej – mężczyźni, którzy interesują się boksem, noszą wąsy i palą papierosy, a także ich matki, żony i kochanki. O ile sfeminizowana społeczność nie jest zdolna do prokreacji, o tyle w koedukacyjnej roi się od dzieci. Trudno przewidzieć, jak cywilizacja europejska poradzi sobie z tą schizofrenią. Mieszkańcy Lesbos powinni jednak dziękować Bogu, że w swoim czasie zniszczył Sodomę deszczem siarki i ognia. Bo gdyby urodzili się w tym mieście, byliby w znacznie gorszym położeniu.
Choć przykład Safony powinien nauczyć ludzi ostrożności w ferowaniu homoseksualnych wyroków, także w naszych czasach trwają prace nad upupieniem pisarzy. Następcami attyckich komediopisarzy są adepci gender studies, którzy próbują odczytywać ukryty w tekstach i biografiach pierwiastek płciowości jako siły sprawczej. Na Zachodzie już dawno podali oni do wierzenia, że gejami byli m.in. św. Augustyn, Erazm
z Rotterdamu i Szekspir. Teraz przyszła kolej na Polskę. W wydanej niedawno książce „Homobiografie" Krzysztof Tomasik opowiada m.in. o lesbijskich podbojach Marii Konopnickiej, która dla niepoznaki wyszła za mąż i urodziła ośmioro dzieci. Na razie autorowi udało się wykazać, że pisarka przyjaźniła się z Elizą Orzeszkową, a malarce Marii Dulębiance udostępniła pracownię w swoim dworku. Czekamy na drugi tom, w którym Tomasik prześledzi homoseksualne podteksty w utworach „Nasza szkapa" oraz „O krasnoludkach i sierotce Marysi”.
Urabianie Konopnickiej nie dziwi, bo w podobny sposób potraktowano wcześniej na Zachodzie Emily Dickinson czy Thomasa Stearnsa Eliota. Poetka z Amherst do końca życia pozostała niezamężna, opiekując się domem i rodzicami, a autor „Ziemi jałowej", choć miał dwie żony, często „łapał doła". To wystarczyło tropicielom homoseksualizmu. Jak tylko pisarz ma problemy egzystencjalne: rozwodzi się, popada w alkoholizm albo w depresję, genderowcy przyklejają mu do tyłka jakiegoś geja czy inną lesbę. Eliot miał szczęście, bo zdążył na te insynuacje odpowiedzieć pozwem do sądu. Dickinson nie była w stanie, bo umarła sto lat wcześniej.
Oboje są jednak tak samo bezbronni wobec stosowanej przez genderowców metody interpretacji tekstów, która polega głównie na redukcji metafor. Na przykład, jeśli zdanie brzmi: „Jęzor słońca lizał kopuły fal", badacze płciowości wyciągają z niego słowa: „jęzor", „lizał” i „fal” jako skrót od „fallusa”. Strach pomyśleć, co się stanie z naszymi wierszami za pół wieku. Mieszkańcy Lesbos najedzą się wstydu, ale umrą wolni. Poeci będą prześladowani nawet po śmierci.





Okładka tygodnika WPROST: 42/2008
Więcej możesz przeczytać w 42/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 2
  • Anna Paulina Szy. IP
    Szkoda, ciemniaku, że nie bierzesz pod uwagę czasów, w jakiej przyszło jej żyć i faktu, że nawet w naszych czasach lesbijki często orientują się o tym po wielu latach (już nie mówiąc o tym, jak to było kiedyś), i że ten dyskomfort i poczucie głębokiego nieszczęścia w życiu z facetem nie jest normalną rzeczą (chociaż ponoć spory procent hetero-kobiet tak ma). Poza tym, nie zapominaj, że przez pewien czas leżały we wspólnym grobie na własne życzenie. poczytaj również listy Marii Konopnickiej do  dzieci, a być może oświeci cię, ignorancie.
    • ja IP
      ach, cóż za poświęcenie

      Czytaj także