Psychopaci i Królowa Śniegu

Psychopaci i Królowa Śniegu

Czy przyszłość należy do psychopatów? Są wyrachowani, pozbawieni emocji, poczucia winy i wyrzutów sumienia. Znakomicie sobie radzą w zawodach wymagających chłodnej głowy i logicznego myślenia. Robią wielkie kariery jako politycy, prawnicy, biznesmeni, policjanci i wojskowi.
Psychopaci są kojarzeni z bestialskimi mordercami, takimi jak Amerykanin Ted Bundy. Był ujmujący i przystojny. Na uczelni cieszył się sympatią kolegów i wykładowców. Przyznał się do zabójstwa co najmniej 30 kobiet. Wabił ofiary, wzbudzając litość i chęć udzielenia pomocy. Andriej Czikatiło, rosyjski oprawca, zabił i zbezcześcił co najmniej 53 ofiary. Był spokojnym obywatelem, przykładnym mężem i ojcem. Ale  wykłuwał swym ofiarom oczy, przedziurawiał i rozczłonkowywał ich zwłoki.

Ludzi o osobowości psychopatycznej robią równie dobre wrażenie jak niektórzy seryjni mordercy, z tą różnicą, że nie mordują swych ofiar, nawet jeśli mają zimne spojrzenie, takie jak ma na przykład Władimir Putin. Większość z nich to nie kryminaliści, lecz zwykli ludzie, którzy przebywają na co dzień wokół nas i nie mają poważniejszych problemów z prawem. Są cenionymi współpracownikami, przykładnymi mężami i ojcami. Świetnie wypadają podczas rozmowy kwalifikacyjnej i szybko zdobywają zaufanie. Są dowcipni, towarzyscy i  błyskotliwi, często bardzo inteligentni. Nic dziwnego, że szybko pną się po szczeblach kariery. Tym bardziej że potrafią dążyć do celu „po trupach". Nie mają skrupułów, żeby wykorzystać innych, wyeliminować rywali czy dręczyć psychicznie podwładnych.

Psychopaci w wersji light są jak bohater powieści „Homo Faber" Maksa Frischa. Inżynier Faber kieruje się w życiu silną wolą i logiką równie żelazną jak doglądane przez niego maszyny. Nie pozwala sobie na  sentymenty, nie rozpamiętuje przeszłości i pod każdym względem jest człowiekiem postępowym. Ale ten sam człowiek, zamiast pocieszać, cytuje jedynie statystyki zgonów, gdy siedzi przy łożu śmierci przyjaciela i  mówi o szansach jego przeżycia.

„To ludzie chłodni uczuciowo, przed którymi trudno się nawet obronić" –  pisze Robert D. Hare w książce „Psychopaci są wśród nas”. Kanadyjski psycholog przeprowadził jedne z największych badań ludzi cierpiących na  aleksytymię, czyli niezdolnych do odczuwania emocji i empatii, a nawet do nazywania uczuć. Od lat 60. XX w. prowadził z nimi rozmowy i  analizował ich psychikę. Twierdzi, że znakomicie manipulują. Przyznaje, że nawet eksperci dają się zwieść ich sztuczkom. Aleksytymicy wzbudzają strach, a jednocześnie ciekawość, są odrażający, a jednocześnie pociągający, elokwentni i zniewalająco sympatyczni. W skrajnych sytuacjach są zdolni do wszystkiego. Katie Piper, modelka, w marcu 2008 r. opuszczała mieszkanie na przedmieściach Londynu. Nagle podbiegł do  niej mężczyzna, który wylał jej kwas siarkowy na twarz, szyję, klatkę piersiową i ręce. Był to Stefan Sylvestre. Wynajął go Danny Lynch, chłopak modelki, który postanowił się zemścić za to, że Katie z nim zerwała.

Prof. Robert Hare twierdzi, że w USA osoby psychopatyczne stanowią 1 proc. społeczeństwa. Z przeprowadzonych w Finlandii testów psychologicznych wynika, że objawy aleksytymii wykazuje 13 proc. osób, w  tym 10 proc. kobiet i 17 proc. mężczyzn. Kobiety są mniej podatne na to  zaburzenie, bo na ogół mają większą empatię. Mężczyźni są bardziej logiczni, wykazują większą skłonność do technicznego sposobu myślenia.

Ślepota uczuciowa w pewnych sytuacjach może być zaletą. Emocjonalni analfabeci znakomicie sobie radzą jako maklerzy. Bo gra na giełdzie nie  polega jedynie na wyborze właściwego momentu zakupu i sprzedaży papierów wartościowych. Przede wszystkim należy się nie poddawać emocjom. Wykazał to eksperyment przeprowadzony przez specjalistów ze Stanford Graduate School of Business, w którym do gry na giełdzie zaproszono 41 osób o  przeciętnym ilorazie inteligencji. Najlepiej wypadli ci, którzy potrafili chłodno kalkulować i zaryzykować, nie poddając się emocjom. Najgorzej radzili sobie inwestorzy przesadnie ostrożni. Nie kupowali akcji nawet wtedy, kiedy ryzyko było mniejsze niż potencjalne zyski.

Cechy aleksytymii wykazują niektórzy prawnicy i menedżerowie, szczególnie ci, którzy potrafią popisać się wyjątkową odwagą w  podejmowaniu decyzji. Tacy ludzie nie zawsze mają wyjątkową umiejętność przewidzenia rozwoju wydarzeń. Czasami ryzykują, nie zdając sobie w  pełni sprawy z tego, co robią. Ci wyrachowani gracze to „funkcjonalni psychopaci", jak nazywa ich prof. Antoine Bechara, neurolog z  Uniwersytetu Stanu Iowa.

Nasze emocje w niektórych sytuacjach powinny być blokowane, by umożliwić nam podjęcie lepszej decyzji. Tylko wtedy mamy szansę na osiągnięcie spektakularnego sukcesu. Ale na ogół im  lepiej nam idzie, tym większe mamy obawy przed dalszym ryzykiem. Ilustruje to teleturniej „Milionerzy", w którym stawka rośnie wraz z  udzielaniem kolejnych poprawnych odpowiedzi. Główną wygraną jest milion złotych. Niestety, tylko nielicznym się udaje po nią sięgnąć, czego powodem w większym stopniu jest narastająca niechęć do ryzyka niż  zwiększony stopień trudności pytań. Na 515 uczestników pierwszych jedenastu odcinków angielskiej wersji gry „Who Wants to be a  Millionaire” tylko jedna trzecia odpadła z powodu błędnej odpowiedzi. Aż  dwie trzecie uczestników zrezygnowało z własnej woli, gdy wygrana (i ewentualna strata) była coraz większa. Tylko trzy osoby dotrwały do  finału, choć z wyliczeń matematycznych wynika, że powinno ich być znacznie więcej.

W polskiej edycji „Milionerów" tylko dziewięciu zawodników wygrało 125 tys. zł, a pięciu zdobyło 250 tys. zł. Zaledwie pięciu stanęło przed szansą wygrania miliona złotych (w tym Renata Dancewicz, Kinga Rusin, Piotr Adamczyk i Bartosz Węglarczyk, którzy drużynowo wygrali 540 tys. zł dla Centrum Profilaktyki Nowotworowej). 25-letni Rafał Tomański, piąty finalista, ze stoickim spokojem niemal jak maszyna odpowiadał na  pytania. Absolwent japonistyki i Szkoły Głównej Handlowej w całej grze zawahał się tylko raz. Gdy Hubert Urbański zadał mu ostatnie pytanie, miał do wykorzystania jeszcze dwa koła ratunkowe. Miał ogromną szansę być pierwszym Polakiem, który wygrałby w tym programie milion złotych. Musiał tylko powiedzieć, kto wygłosił słynną mowę w obronie poety Archiasza. Do wyboru miał dwie osoby: Isokratesa i prawdziwego autora –  Cycerona. Ale nie zaryzykował 460 tys. zł, choć odpowiedź sama się narzucała. Wygrał „jedynie" pół miliona złotych.

Aleksytymicy nie odczuwają strachu. Przynajmniej nie tak jak inni ludzie. Jeśli się boją, to głównie kary. Są jak postacie z baśni „Królowa Śniegu", których serce zamienia się w lód po trafieniu odłamkiem lustra. Ale to  nie znaczy, że nic nie czują. Ślepota uczuciowa aleksytymików może być nie tyle skutkiem braku uczuć, ile podświadomym ich tłumieniem. Tak przynajmniej jest u tych osób, u których nie można podejrzewać zaburzenia pracy mózgu, na przykład uszkodzenia płata przedczołowego.

We krwi tych pozornie nieczułych osób jest podwyższony poziom hormonów stresu. Ich mózg rejestruje doznania uczuciowe, ale skutecznie je  blokuje. To dlatego nie potrafią odróżniać pobudzenia emocjonalnego od  fizjologicznego. Nie rozumieją, że odczuwane przez nich doznania cielesne są przejawem emocji. Dreszcz wywołany podnieceniem uznają za  skutek przeciągu. Odczucia cielesne kojarzą z objawami choroby somatycznej, a nie z emocjami. Zamiast lęku przed egzaminem lub rozmową kwalifikacyjną odczuwają bóle głowy lub brzucha i mają nadciśnienie. Podobnie zachowują się żołnierze, którzy na polu walki znaleźli się w  obliczu śmierci. Aby przeżyć i jasno ocenić sytuację, chwilowo wyłączają odczuwanie strachu. Właśniewtedy są też zdolni do popełnienia niewyobrażalnego okrucieństwa, do czego dochodziło zarówno podczas II wojny światowej, jak i podczas wojen w Korei, Wietnamie, Iraku i  Afganistanie.

Ślepotę uczuciową mogą też zapoczątkować doświadczenia z wczesnego dzieciństwa, m.in. wykorzystanie seksualne. Aby sobie z tym poradzić, ofiary zamykają się w pancerzu psychicznym. Ted Bundy był wychowany w  przeświadczeniu, że jego matka jest jego siostrą. Gdy poznał prawdę, w  1968 r., nagle stał się pewnym siebie i przebojowym mężczyzną. Rok później po raz pierwszy porwał kobietę, a po upływie kolejnych trzech latach dokonał pierwszego morderstwa.

Aleksytymicy żyją krócej, a ich życie wbrew pozorom jest trudniejsze. Rzadko zakładają rodziny, a ich związki są na ogół nieudane. Często wpadają w nałogi i wchodzą w kolizję z prawem. Popełniają błędy, czym mogą zaszkodzić nie tylko sobie, ale  też i firmom, w których pracują. Magnat prasowy Robert Maxwell miał fenomenalną pamięć i potrafił dotrzeć do ludzi władzy na najwyższym szczeblu. Był okrutny dla żony Betty i dzieci, pracownicy uważali go za tyrana. Gdy popadł w długi, nie zawahał się przejąć 400 mln funtów szterlingów z funduszu emerytalnego swych pracowników. Został zamordowany.

W 2008 r. francuski bank Société Générale ujawnił, że jeden z maklerów Maxwella stracił na giełdzie 4,9 mld euro. Bez zezwolenia inwestował pieniądze banku na giełdzie. Grał głównie ryzykownymi kontraktami terminowymi, na których można zbić fortunę, ale równie dobrze można stracić wszystko. Mimo to nie miał obaw, by inwestować ogromne sumy. W efekcie stracił trzykrotnie więcej, niż w 1994 r. przegrał Nick Leeson, makler brytyjskiego banku Barings. Leeson trafił za to na trzy i pół roku do więzienia. Gdy zapytano go o defraudację w  Société Générale, wzruszył ramionami twierdząc, że „takie rzeczy zawsze mogą się zdarzyć". Szczególnie aspołecznym psychopatom.

Okładka tygodnika WPROST: 6/2010
Więcej możesz przeczytać w 6/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0