Operacje bez transfuzji

Operacje bez transfuzji

Koniec z przetaczaniem litrów krwi. Chirurdzy potrafią już wykonać niemal wszystkie zabiegi bez transfuzji. Bezkrwawo przeprowadza się nawet najbardziej skomplikowane operacje: kardiochirurgiczne, neurologiczne, a nawet transplantacje.
By zwiększyć szanse powodzenia bezkrwawej operacji, kilka tygodni przed nią należy podawać pacjentowi środki wzmagające produkcję czerwonych krwinek (erytrocytów). Wzbogacona krew, nawet gdy będzie jej mniej niż  zwykle, dostarczy komórkom wystarczającą ilość tlenu. Bogactwo erytrocytów zapewniają m.in. erytropoetyna(hormon peptydowy) i witamina B12. Czas rekonwalescencji pacjenta po takiej operacji będzie nawet czterokrotnie krótszy niż chorego, któremu przetoczono krew – wynika z  analiz dr Silke Süss z berlińskiego Freie Universität. Wyliczyła ona, że  komplikacje pooperacyjne opóźniają powrót do zdrowia co piątego pacjenta, który miał transfuzję krwi. To pięciokrotnie częściej niż  wśród chorych operowanych bezkrwawo.

Tuż przed bezkrwawym zabiegiem pobiera się od chorego krew, z której wydziela się czerwone krwinki, a  plazma, po uzupełnieniu solą fizjologiczną, jest przetaczana ponownie pacjentowi. Wszystko po to, aby w razie poważnego krwotoku utrata czerwonych krwinek była jak najmniejsza. Wyodrębnione erytrocyty tworzą rezerwę. Po opanowaniu krwawień można je wykorzystać do uzupełnienia niedoborów. W trakcie operacji niemal zawsze brakuje krwi własnej pacjenta, dlatego odzyskuje się także tę, która wypływa z uszkodzonych tkanek. Przefiltrowana wraca do organizmu.

Tansfuzji można uniknąć, jeżeli operacje przeprowadza się w niskich temperaturach. Zamrożone tkanki krwawią wtedy słabiej. Tak powstała kolejna technika niestandardowych operacji: kriochirurgia. Żeby zwiększyć przyswajanie tlenu przez organizm operowanego, stosuje się również komory hiperbaryczne. Dobre efekty przynosi też użycie ultradźwiękowego noża, który likwiduje krwawienia w ciągu kilkudziesięciu sekund.

– Aż 90 proc. operacji bez transfuzji nie wymaga aż tak niekonwencjonalnych przygotowań – mówi doc. Marek Wites z Oddziału Kardiochirurgii Dziecięcej Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka. Liczy się przede wszystkim doświadczenie chirurga. W Centrum wykonano bez przetaczania krwi 600 operacji kardiochirurgicznych. To kilkanaście procent wszystkich przeprowadzanych zabiegów. Niektóre normy podawania krwi są zawyżone. U dzieci przyjmuje się, że hemoglobina nie może spaść poniżej 10 g/dl, a hematokryt – 30 proc. (stosunek między objętością erytrocytów a objętością całej krwi). Takimi wskazaniami kieruje się większość anestezjologów. – Z mojego 20-letniego doświadczenia wynika, że te normy zostały ustalone zbyt asekuracyjnie – mówi doc. Wites. Krew powinno się oszczędzać zawsze, także podczas analiz. Wyliczono, że w  trakcie tygodniowego pobytu w szpitalu chory zostawia w laboratorium pół litra krwi. To nieuzasadniona rozrzutność. Do analiz najczęściej nie  trzeba fiolek po brzegi wypełnionych krwią, wystarczy badać pojedyncze krople. Nowoczesna technika umożliwia błyskawiczną ocenę krzepliwości krwi i zawartości w niej hemoglobiny.

W zabiegach chirurgicznych bez krwi obcej specjalizują się onkolodzy z amerykańskiego Allegheny General Hospital w Pittsburghu. Jeden z nich, dr Jan Seski, nie należy do  ortodoksyjnych zwolenników wycofania krwi z sal operacyjnych. Jednak także według niego istnieje ważny powód unikania transfuzji: po podaniu krwi układ immunologiczny człowieka jest rozregulowany. Niewielu lekarzy wiąże groźne infekcje, które latami trapią ludzi, z transfuzją dokonaną wiele miesięcy wcześniej. W Allegheny General bez przetaczania krwi operuje się nie tylko uprzednio zdiagnozowanych pacjentów. Tu ratowane są ofiary wypadków komunikacyjnych, gdy brakuje czasu na szukanie krwi, która nadawałaby się do przetoczenia.

Bezkrwawe operacje pozornie nie  różnią się od standardowych. Chirurg zamiast skalpela trzyma w ręku nóż laserowy, który tnie precyzyjnie i błyskawicznie zasklepia uszkodzone naczynia krwionośne. Czego nie dokona nowoczesny laser, zrobią kleje tkankowe i specjalne uszczelniacze. W ten sposób można zmniejszyć utratę krwi podczas operacji kręgosłupa lub mózgu nawet o 40 proc. – wynika z  wyliczeń dr Süss. Bezkrwawe operacje trwają z reguły dłużej: kręgosłupa – średnio o 18 min, a mózgu – o 37 min. Dla chorego nie ma to jednak żadnego znaczenia.

Praca lekarzy nie kończy się na sali operacyjnej. Trzeba śledzić krwawienie pooperacyjne i szybko korygować zaburzenia krzepnięcia. Najlepszym strażnikiem wyciekającej krwi jest ona sama, a dokładniej znajdujące się w niej białko zwane czynnikiem VII A. Pacjent nie musi liczyć tylko na możliwości własnego organizmu. – Naukowcy znaleźli producentów rekombinowanego genetycznie białka. Są nimi bakterie, którym zmieniono odpowiednio kod genetyczny – wyjaśnia doc. Wites.

Zalety operowania bez transfuzji są oczywiste dla ekonomistów. Naukowcy z  kanadyjskiego Dalhousie University przeanalizowali koszty 3842 zabiegów chirurgicznych. Oficjalnie cena jednostki krwi waha się od 400 do 500  dol. Jej koszt rośnie jednak aż do ponad 3,5 tys. dol. po podliczeniu nakładów na coraz bardziej skomplikowane analizy laboratoryjne, szkolenie personelu, utrzymanie magazynów z zasobami krwi, leczenie powikłań po jej podaniu i utylizację krwi niewykorzystanej. W pierwszym roku wdrażania bezkrwawych operacji klinika Cleveland zaoszczędziła 10  tys. jednostek krwi (mniej więcej 5 mln dol.). Podobne programy realizują Mayo Clinic i Johns Hopkins oraz kilkaset innych szpitali w  USA. Na świecie jest ich tysiące.

W grupie pacjentów, którym podczas operacji nie przetaczano krwi, zdarzały się także osoby (co prawda zaledwie 4 proc.), które po zabiegu źle się czuły znacznie dłużej niż  pacjenci po transfuzji. Ale mimo to wielu chirurgów przyznaje, że gdyby sami znaleźli się na stole operacyjnym, woleliby uniknąć zabiegu przetaczania krwi.

Okładka tygodnika WPROST: 6/2010
Więcej możesz przeczytać w 6/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 11
  • Hanna IP
    Tylko nie dbali lekarze przeważają krew
    • Zainteresowany IP
      Mamy 21 w.i wiedza wielu lekarzy się poprawiła,zwłaszcza
      tych pracowitych i z [prawdziwym powołaniem.W wielu szpitalach chasło że chory ma prawo do wybranych metod leczenia i wyboru lekarza jest fikcją.Ale czas pracuje dla fachowców a nie dla żezników!
      • bez-nazwy IP
        Czyżby Świadkowie Jehowy mieli rację?
        • klebbik@wp.pl IP
          Wciąż spotykam się z lekarzami, którzy sceptycznie podchodzą do tematu leczenia bez transfuzji. Dzięki takim artykułom i otwartości możliwe jest upowszechnienie alternatywnych metod leczenia
          • Ś.J. IP
            Bardzo to cieszy że w Polsce mamy takich lekarzy, którzy bez wachania podejmują się operacji bez transfuzji. Coś o tym wiem, bo miałam rok temu operacje serca właśnie bez transfuzji tu w Polsce, dokładnie to w Katowicach, a operował mnie Pan docent Marek Wites którego darze wielkim szacunkiem. Niestety jest mało nadal w Polsce takich lekarzy, ale miło że coś się dzieje w końcu. Jest to napewno też zachęta dla innych lekarzy, którzy twierdzą że się nie da bez transfuzji. Widać że się da wystarczy chcieć. Życzę wszystkim zdrowia.
            • aya IP
              Bardzo dobrze, że w końcu zaczyna się promować operacje bez transfuzji i metody alternatywne wobec transfuzji. Od jakiegoś czasu są już znane i wielu lekarzy wolałoby dla siebie takiej właśnie operacji, ale jakoś się tego nie nagłaśnia. Wciąż tylko \"krew\" i \"krew\", a nie mówi się o zagrożeniach i powikłaniach po transfuzji.

              Czytaj także