Ewa Wanat

Ewa Wanat

– Halo, halo – głos Ewy Wanat, redaktor naczelnej Tok FM, niesie się w eterze. – Tu polskie radio – dołącza głos seksuologa dr. Andrzeja Depki. – Chociaż niektórzy twierdzą, że antypolskie – dodaje Ewa Wanat, a dr Depko żywo podejmuje: – Tu antypolskie radio. – A w nim seks. – Bez mała na żywo.
Ich audycja „Kochaj się długo i zdrowo" właśnie została nominowana do Nagrody Radia Zet im. Andrzeja Woyciechowskiego. To  kolejny sukces Wanat. Trzy razy była nominowana,wraz z zespołem Tok FM, do Nagrody Dariusza Fikusa w kategorii twórca mediów. Tego „gadanego" radia w dziesięciu miastach Polski słucha pół miliona osób.

Ewa Wójciak, szefowa poznańskiego Teatru Ósmego Dnia: – Ewa była i jest ładną eteryczną blondynką. Ma urodę bardzo kobiecą, a to kawał charakteru. Ta  powierzchowność może zmylić.

Robert Kozak, były szef BBC Polska: – To  żelazna kobieta, która wzięła na siebie trudny kawałek chleba, dzięki niej Tok FM odniosło sukces. Ryszard Wojciul, były dyrektor w Grupie Radiowej Agory: – Umiała sobie wyrąbać – bo tak to należy ująć –  niezależność w strukturze korporacyjnej. 

Wyjście ze stopklatki

Kiedy w 2003 r. Ewa Wanat startuje w konkursie na naczelnego Radia Tok FM, mówi się o nim „radio szczątkowe", „ogryzek" lub bardziej dramatycznie – „gruzy". Powstałej w 1998 r. jako Inforadio stacji słucha wtedy nie więcej niż 100 tys. osób. W redakcji pracuje zaledwie kilkanaście osób, reszta odeszła lub została zwolniona.

– Miałam takie poczucie, że to był klucz pod tytułem: zostali ci, którzy nie zarabiali najwięcej, a byli samodzielni – mówi Anna Laszuk, która do dziś pracuje w Tok FM.

Jej w tym czasie właściwie przestaje zależeć na mediach. Pracowała w poznańskim Radiu S, w poznańskim oddziale TVP – robiła reportaże, dokumenty. Powszechnie znana w Poznaniu po głośnej prowokacji dziennikarskiej z 1994 r., kiedy godzinami jeździła po mieście samochodem zgłoszonym jako kradziony.

Pod koniec lat 90. Wanat zajmuje się trochę reklamą, produkcją spektakli teatralnych, pisze scenariusze. Odchodzi z poznańskiej TVP, kiedy szefowa działu kultury zleca jej zrobienie siedmiominutowego teledysku z okazji Bożego Ciała do wiersza katolickiego poety. Z jednym aktorem, w cztery godziny, za 200 zł. – Nie potrafiłam się układać wzdłuż czy w poprzek tych telewizyjnych korytarzy – wspomina.

W 2000 r. na rok przychodzi do katolickiego Radia Plus. Zaczyna produkować spektakle Leszka Raczaka, zastanawia się, czy nie zająć się teatrem. Właściwie wychowała się w teatrze – przy mamie, zdolnej aktorce, i  ojczymie, dyrektorze teatru i naczelnym pisma „Teatr", po studenckich doświadczeniach z Teatrem Ósmego Dnia, po wiedzy o teatrze, którą studiowała w Monachium w latach 80.

– Czułam się niedoceniona – mówi dziś. – Zdarza się, że życie zatrzymuje się jakby w stopklatce. Miałam poczucie, że jest pat. Andrzej Maszewski, przyjaciel, obecnie w Poznańskim Centrum Kultury „Zamek", wspomina: – Jak pamiętam, na konkurs do Agory jechała bez żadnej wiary, bez przeświadczenia, że może wygrać.

Helena Łuczywo, ówczesna wicenaczelna „Gazety Wyborczej", dziwi się, że jest godz. 11, a  ona nie ma przeczytanych jeszcze wszystkich gazet (miała, tylko nerwy ją żarły). Naczelny „Polityki", drugiego właściciela radia, Jerzy Baczyński zachwyca się, że tak po prostu przyszła, zarzuciła torebkę na ramię i  wyszła. Na rozmowę z nimi wybrał ją z kilkudziesięciu kandydatów Ryszard Wojciul, ówczesny dyrektor Radia Pogoda (dziś Złote Przeboje) i Radia Klasyka oraz dyrektor i przejściowy naczelny Tok FM – dziś muzyk, producent i menedżer muzyczny. – Była wyluzowana, trochę flegmatyczna, ubrana z lekka hipisowsko. Zupełnie nie w typie pracownika korporacyjnego – mówi.

Ale Agora i „Polityka" szukały kogoś „świeżego". Pasowała.

Bez histerycznej wesołkowatości

Wanat przyznaje, że przez rok Wojciul „prowadził ją za rękę" przez budżety i siatki wynagrodzeń. – Zwolniłam większość z i tak już zdziesiątkowanego zespołu – wspomina Wanat ten „traumatyczny pierwszy rok". – Pierwszy raz zwalniałam ludzi.

Zaczęło się mozolne budowanie nowej formuły radia. Naczelna godzinami ślęczała nad biurkiem. –  Któregoś dnia prowadziłam „Komentarze" – wspomina Anna Laszuk. – Ona weszła w przerwie do studia emisyjnego, powiedziała: „Tak mnie kręgosłup boli, muszę tu trochę poleżeć”. I przez 20 minut prowadziłam program z  szefową pod stołem – śmieje się.

W Radiu Tok FM znalazły się bieżąca polityka, gospodarka, sprawy mniejszości – również seksualnych, równouprawnienia, praw obywatelskich, wolności – kwestie bliskie naczelnej. Ale własne programy zaczęli prowadzić również prawicowi publicyści – Maciej Rybiński, Rafał Ziemkiewicz, Igor Janke – żeby zadośćuczynić pluralizmowi poglądów na antenie.

Igor Janke wspomina, że  przy zatrudnianiu naczelna dawała mu pełną swobodę wypowiedzi: – Mówię: „Będę krytykował Agorę". „Proszę bardzo". Nie było komentarzy: „Słuchaj, nie przeginaj". Ale bez przesady, aż tak nie krytykowałem.

Prawicowych prowadzących Wanat po kolei – z różnych powodów – wyrzucała, ale nadal są zapraszani do programów radia. – Ludzie szukają w mediach przestrzeni, w której będą się dobrze czuć. Dlatego jest różnica, czy prawicowy komentator występuje jako prowadzący, czy jako gość – uważa Wanat.

Ewa Wójciak, szefowa Teatru Ósmego Dnia: – To radio pozwala mi przetrwać różne trudne sytuacje w tym kraju. To jedyne inteligenckie radio, które pozwala dziennikarzom mieć własne opinie, gospodarze programów eksponują swoich gości, a nie próbują eksponować siebie, co  jest zmorą zwłaszcza telewizji.

Tadeusz Bartoś, filozof i teolog: –  Dobrała ciekawe towarzystwo. Bez histerycznej wesołkowatości, fajowatości.

To „towarzystwo" wie, że szefowa śledzi, co się dzieje na  antenie. Potrafi zadzwonić zaraz po programie z uwagami.

Pryncypialność łagodzona

Maszewski: – Kiedyś była totalna we wszystkich postanowieniach, działaniach, poglądach. Nigdy nie była chłodna.

„Przyjacielskich" kłótni odbyli „pewnie z tysiąc". – Jest bardzo wymagająca, ale absolutnie lojalna. Jak zawyrokuje, że ktoś jest jej przyjacielem, to jest do końca świata i nic się w tym względzie nie zmieni. Pamięta krótki, ale bardzo intensywny okres, kiedy zaczęła szukać oparcia w Kościele. Bez wątpliwości, bez taryfy ulgowej. Na mszy potrafiła być o 6 rano. Jest wegetarianką – bo życia nie należy odbierać.

W 2009 r. poprosiła, żeby ją wykreślić z listy nominowanych do  przyznawanej przez studentów nagrody MediaTory, bo nie chciała się znaleźć jako ewentualna laureatka obok Wojciecha Cejrowskiego, którego poglądy uważa za rasistowskie i homofobiczne.

Totalność i pryncypialność dotyczyła rzeczy małych: – Odkąd rzuciła palenie, każdy, kto pali, ma  przy niej trudno – śmieje się Maszewski.

Ale również dużych: w 2006 r. na łamach „Dużego Formatu" wyznała, że była molestowana przez dziadka. Rozpoczęła tym akcję „Gazety" „Molestowanie w domu".

Maszewski: –  Podziwiam ją za to. Dla uzyskania pozytywnego skutku, dla wartości większych niż historia jednostkowa jest w stanie poświęcić bardzo dużo.

– Ciągle spotykam ludzi, dla których to było ważne – mówi Wanat. Jej samej latami ta sprawa ciążyła, matce powiedziała kilka tygodni przed publikacją tekstu. – Ten tekst zamknął dla mnie tę sprawę. Chociaż ciągle dzwonią – głównie telewizje – żebym np. skomentowała przypadek ojca, który gwałcił córki. Nie jestem ekspertem, nie mam o tym zielonego pojęcia.

Nie czuje się „w 100 proc. spełniona zawodowo". Ma wrażenie, że  za mało podróżowała. Chciałaby pojechać do Ameryki Południowej, zobaczyć Indie. Chciałaby jeszcze coś zbudować od podstaw, bo to „daje taki zastrzyk adrenaliny, że się chce żyć". Jak choćby Sklep z Kanapkami –  kawiarnię, którą otworzyła na Krakowskim Przedmieściu z przyjacielem Krystianem Legierskim. Uśmiecha się, że jest w trudnym dla kobiety wieku – przed pięćdziesiątką. Mówi, że monogamia nigdy jej specjalnie nie  pociągała, ale teraz, kiedy spotkała „niezwykłego faceta", okazuje się, że „da się z nią żyć”.

I jak się dłużej zastanowi, to w życiu niczego nie żałuje. – Wierzę w szczęśliwe zakończenia. Nawet jak dzieje się coś złego, to się dobrze kończy. Nawet moja historia z molestowaniem. Nawet śmierć. Jeśli po śmierci nic nie ma, to się po prostu zasypia, a jeśli jest – tym lepiej.

Okładka tygodnika WPROST: 45/2011
Więcej możesz przeczytać w 45/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także