Mamy od 1 do 10 tys. wściekłych krów

Mamy od 1 do 10 tys. wściekłych krów

Gdy przed rokiem Unia Europejska zaliczyła Polskę i kilka innych krajów Europy Środkowej do grupy wysokiego ryzyka zakażenia BSE, ówczesny minister rolnictwa Artur Balazs nazwał to decyzją polityczną mającą utrudnić sprzedaż polskiej wołowiny w krajach Unii. Powszechnie głoszono, że wołowina produkowana w Polsce jest zdrowa, gdyż krowy z polskich hodowli nie są żywione sztucznymi paszami pochodzenia zwierzęcego. W podobny sposób na decyzję Unii reagowali Słowacy.
Mimo tego przedstawiciele UE zażądali przeprowadzenia w obu krajach szczegółowych badań laboratoryjnych ubitego bydła pod kątem gąbczastego zwyrodnienia mózgu. Obecnie w Słowacji wykryto już dziewięć chorych krów, przed kilkoma dniami pierwszy przypadek stwierdzono w Polsce. Ostrożność eurokratów okazała się w pełni uzasadniona.
Choroba BSE polega na zniszczeniu tkanki mózgu przez zmutowane białka - priony. Podejrzewa się, że spożycie mięsa pochodzącego od chorego zwierzęcia może powodować u ludzi śmiertelną chorobę Creutzfelda -Jakoba. W Wielkiej Brytanii, gdzie stwierdzono najwięcej przypadków BSE, wybito prawie 4.5 mln sztuk bydła.
Przypadek zachorowania polskiej krowy na gąbczaste zwyrodnienie mózgu może okazać się jednostkowy, ale aby to stwierdzić, konieczne są badania laboratoryjne na szeroką skalę. Do ich skuteczności niezbędne jest też stworzenie centralnego systemu ewidencji umożliwiającego szybkie sprawdzenie pochodzenia zakażonego mięsa. Ostatnie dni udowodniły, jak bardzo takiego systemu brakuje. Dopóki go nie ma, amatorzy polskiej wołowiny nie mogą czuć się bezpieczni. A władze sanitarne, by w pełni i  szczerze ocenić skalę zagrożenia musiałyby rozłożyć ręce i oświadczyć: być może to pierwsza i ostatnia krowa z BSE w Polsce, ale nie pewności może jest ich 10 tysięcy...

Alicja Baranowska

Czytaj także

 0