Ministerstwo Edukacji Narodowej dokonuje w polskich szkołach oceny funkcjonalnej ucznia. Jak wyjaśniał resort, chodzi o wspieranie procesu dydaktyczno-wychowawczego poprzez lepsze określenie potrzeb i możliwości uczniów. Kiedy ocena szkolna skupia się wyłącznie na wynikach edukacyjnych, ocena funkcjonalna ma pomóc w zrozumieniu sposobu działania ucznia w różnych innych obszarach.
MEN chce inwigilować rodziny? Rzeczniczka odpowiada
Ta niepozorna kwestia stała się ostatnio przedmiotem ostrych komentarzy w mediach społecznościowych. Część internautów, w tym m.in. Instytut Ordo Iuris, wiążą tworzenie oceny funkcjonalnej z zagrożeniem inwigilacji rodzin i ostrzega przed gromadzeniem wrażliwych danych na temat relacji, warunków życia czy sytuacji emocjonalnej w rodzinie. Padają nawet sugestie, że szkoła z takim "wywiadem" chce wejść do domów Polaków.
Na takie głosy postanowiła odpowiedzieć rzeczniczka MEN Ewelina Gorczyca. W rozmowie z Polską Agencją Prasową podkreślała, że ocena funkcjonalna nie jest niczym nowym, nie stanowi nowego obowiązku dla nauczycieli, ani nie jest kolejnym systemem oceniania.
– W praktyce jest to nazwanie i uporządkowanie działań, które nauczyciele wykonują od lat – obserwowania funkcjonowania ucznia w szkole, jego relacji rówieśniczych, zachowania czy trudności edukacyjnych. Dotychczas odbywało się to w mniej ustandaryzowanej formie, często w postaci notatek i rozmów zespołów nauczycielskich – tłumaczyła.
Czym jest ocena funkcjonalna dziecka?
Gorczyca dodawała, że korzystanie z narzędzi oceny funkcjonalnej jest całkowicie dobrowolne i nieobowiązkowe. Podkreślała przy tym, że kwestionariusze obserwacyjne mogą zawierać wyłącznie informacje, które mają realny wpływ na funkcjonowanie dziecka w szkole, takie jak przykładowo długotrwała nieobecność rodzica czy trudna sytuacja losowa.
Nie obejmują diagnozowania rodziny, ingerowania w życie prywatne ani pytań o poglądy czy światopogląd. Pojawiające się w przestrzeni publicznej informacje o rzekomych kontrolach w domach rodziców czy ocenianiu kompetencji wychowawczych są nieprawdziwe – zapewniała.
Nieco więcej o ocenie funkcjonalnej mówiła też wiceminister edukacji Izabela Ziętka w wywiadzie dla „Dziennika Gazeta Prawna” w styczniu tego roku. – Pytania dotyczą bardzo podstawowych, codziennych obserwacji, np. czy dziecko nawiązuje relacje z rówieśnikami, jak radzi sobie z emocjami, czy jest aktywne na lekcjach. Nauczyciele już dziś to widzą i opisują. Różnica polega na tym, że teraz mogą zrobić to szybciej, w uporządkowany sposób i bez tworzenia dodatkowych dokumentów. To naprawdę nie jest czasochłonne ani wymagające – tłumaczyła.
Czytaj też:
Nauczyciele grzmią o kompromitacji MEN. „Komedia omyłek”Czytaj też:
„Cyfrowy szlaban” dla dzieci? Szefowa MEN ujawniła skalę problemu
