Umiarkowany pesymizm

Umiarkowany pesymizm

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Firmy podwykonawcy przy budowie autostrad nie dostają pieniędzy i bankrutują, choć zawarły stosowne umowy. Państwo pozbawiło 50 tys. emerytów możliwości pracowania i otrzymywania emerytury, choć rok wcześniej odpowiednie przepisy samo wprowadziło. ZUS, gdy spóźnię się kilka dni, zajmuje moje konta, a kiedy sam mnie nie poinformował o nadpłacie, nie oddaje dobrowolnie. Grecja nie widzi nic specjalnie złego w tym, że nie dotrzymała zobowiązań wobec UE. Ustawowo określone płace dla nauczycieli akademickich to fikcja, dostajemy mniej więcej jedną trzecią tego, co uchwalił Sejm i podpisał prezydent. Litwa obiecuje Polsce wiele uprawnień dla zamieszkujących ją Polaków i słowa nie dotrzymuje. Taką mieszankę łamania prawa, niedotrzymywania obietnic i oszukańczego postępowania można powiększać, ale na razie starczy.

I przy tym zarówno w skali krajowej, jak i międzynarodowej ma się czelność mówić o demokracji, rozkwicie, państwie prawa. Otóż proponuję, żeby na razie dać sobie spokój z demokratycznym optymizmem, a ograniczyć się do umiarkowanego pesymizmu.

Wielki angielski myśliciel Thomas Hobbes słowem nie zająknął się o demokracji, natomiast naszą sytuację opisał prosto. Albo jesteśmy całkowicie wolnymi ludźmi, nie ma prawnych ograniczeń, więc z przyjemnością możemy zabrać sąsiadowi ziemię i poigrać z jego żoną, ale ryzykujemy, iż sąsiad nam się zrewanżuje. A jak jest silny, to nie poprzestanie na ziemi i żonie, zajmie się też naszym bydłem i dziećmi. Tak wygląda prawdziwa wolność, czyli stan wojny wszystkich ze wszystkimi. Ludzie jednak nie chcieli takiej wolności, lecz uznali, że stworzą społeczeństwo polityczne. Jedyną zasadą obowiązującą w tym społeczeństwie, ale obowiązującą bez wyjątku, jest dotrzymywanie umów. Każda niedotrzymana umowa, powiada Hobbes, zbliża nas do wojennej przepaści. Trzeba więc władcy, który zapewni, że umowy będą dotrzymywane. Trzeba sankcji władzy, bo w przeciwnym razie ludzie natychmiast wykorzystają wolność i okradną, oszukają, zamęczą czy zatłuką sąsiada.

Tak jest u mnie na wsi, gdzie na skutek radykalnego wzrostu cen opału wszyscy wszystkim kradną drzewo z lasu. Dochodzi przy tym do scen gorszących, do bijatyk, a starcy i młodzież po nocy prują traktorami pod moim oknem lub tylko – co biedniejsi – pchają swoje wózki. Policja jest nieustannie wzywana, ale niewiele może zdziałać. Lasy państwowe dawniej cięły drewno na odcinki 120 cm, ale taka długość wchodzi do bagażnika, więc teraz tną na 130 cm. Istna wojna wszystkich ze wszystkimi.

Czego możemy się domagać, czego możemy oczekiwać? Tylko wymuszenia przez państwo przestrzegania wszystkich form i rodzajów umów, jakich w ciągu jednego roku zawiera się setki tysięcy. Znamy prostą odpowiedź: od tego są sądy. Tyle że albo sądy działają tak długo, że praktycznie to nic nie daje, albo nie jesteśmy w stanie przedstawić dowodów, bo czy mam chodzić po nocy i pilnować drzewa, szpinaku, wczesnych jabłek?

W stosunkach międzynarodowych teoretycznie panuje względny ład, ale nikt nie potrafi wyegzekwować kłamliwych obietnic Iranu czy Syrii. Nikt też nie zagwarantuje Egipcjanom demokracji ani Afganistanowi spokoju. Oczywiście, sytuacja w Polsce nie jest szczególnie gorsza niż w innych krajach postkomunistycznych i niektórych innych, jak na przykład Włochy, gdzie państwo obiecało zbudować most na Sycylię i buduje – nie budując – już ze 30 lat. Nawet poznałem pana, który ma cudowną pracę dyrektora tej nieistniejącej budowy.

Taki świat jest jednak na pograniczu wojny, na pograniczu braku indywidualnego i zbiorowego bezpieczeństwa, o czym świadczą manifestacje oszukanych lecz bezradnych. Nie można przecież wprowadzić policji, która by pilnowała dotrzymywania umów i tych rzekomo gwarantowanych przez państwo, i tych prywatnych, a jednocześnie nie można dopuścić do wolnoamerykanki.

Umiarkowany pesymizm wskazuje na jedno tylko rozwiązanie, rozwiązanie radykalnie demokratyczne, a mianowicie wyjęcie sprawy umów spod nieudolnego nadzoru państwowego i sądowego, a następnie przekazanie tych spraw instytucjom lokalnej demokracji, gdzie doskonale wiadomo, kto co komu obiecał, a nie dotrzymał, i kto kogo okrada. Tam gdzie państwo całkowicie zawodzi i samo nie budzi zaufania, spróbujmy odbudować więzi zaufania, niezbędne do pokojowego i bezpiecznego funkcjonowania społeczeństwa, biorąc sprawy w swoje, czyli samorządowe czy stowarzyszeniowe ręce. A sankcje są proste – bezwzględne usunięcie kłamcy czy oszusta ze społeczności i pozbawienie go wszystkich, przecież licznych, zalet uczestniczenia w tej społeczności.
Więcej możesz przeczytać w 26/2012 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.