Konie Putina

Konie Putina

Słynny koń cesarza Kaliguli, Incinatus, który był senatorem w starożytnym Rzymie, nie miałby dziś najmniejszych problemów z zajęciem fotela deputowanego w rosyjskim parlamencie.
We współczesnej Rosji, podobnie jak w Imperium Rzymskim, niemal o wszystkim decyduje kaprys władcy - wygrywa ten koń, na którego postawi prezydent. Brak programu partii założonej przez popleczników prezydenta nie był żadną przeszkodą przy powszechnym głosowaniu. Wyborcom wystarczyło, że Jedinaja Rossija (Jedyna Rosja) została namaszczona przez włodarza Kremla. Podobnie sukces odniosła komunistyczno-szowinistyczna partia Rodina (Ojczyzna). W jej przypadku wystarczającą przepustką do parlamentu było atakowanie rosyjskich milionerów-oligarchów po tym, jak władze aresztowały najpotężniejszego z nich, Michaiła Chodorkowskiego. Po raz kolejny w parlamencie zasiądzie awanturnik Władimir Żyrinowski. Nieustannie wdaje się on w pyskówki i bijatyki w telewizji oraz podczas obrad Dumy, ale dopóty, dopóki głosuje tak, jak życzy sobie Kreml, nic mu nie grozi. W polityczny niebyt strącono za to domagające się reform ugrupowania liberalno-demokratyczne (wystarczyło, że finansował je aresztowany Chodorkowski). Teraz wszyscy stronnicy Putina mogą spokojnie zasiąść w parlamencie, dzieląc go z niby-przeciwnikami. Tak długo jak będą powolni władzy mogą być spokojni o swój los - podobnie jak Incinatus, który jadł ze żłobu z kości słoniowej, miał derkę z purpury i naszyjnik z pereł.

Juliusz Urbanowicz

Czytaj także

 0