Sprzątanie po Annanie

Sprzątanie po Annanie

Dodano:   /  Zmieniono: 
U Thant, pochodzący z Birmy sekretarz generalny ONZ pomylił się. świętując w latach 60-tych ćwierćwiecze istnienia Narodów Zjednoczonych, kiedy stwierdził, że organizacja ma dziesięć lat, by się zreformować. Potem przestanie istnieć. U Thant pomylił się jednak tylko co do daty. Bez reformy, obecne ONZ nie ma szans, by przetrwać.
W ONZ panuje wiele chorób. Najgorsze to te ogólnie znane i stosunkowo najłatwiejsze do zwalczenia. Nepotyzm, bizantyjska biurokracja, łapówkarstwo - wszystko to można teoretycznie załatwić niewielkim nakładem pracy. Teoretycznie, bo w samej ONZ nie ma woli, by tego dokonać. Sieć zależności z której płynie nieustanne źródło zysków jest zbyt głęboka. A to powoduje, że myślenie o innych reformach jest bez sensu.

Narody Zjednoczone potrzebują odnowienia moralnego, zmiany sposobu postrzegania świata. Dokonać tego może jedynie przywódca, człowiek dostrzegający problemy, które gnębią ONZ. I nie jest to Kofi Annan.

Obecny sekretarz generalny już wielokrotnie udowodnił, że kiedy wokół ONZ jest gorąco, w jego interesie jest ocalenie własnej skóry. Annan zrobi wszystko, by odsunąć uwagę od problemu i znowu pojawić się w blasku chwały. Takie lawirowanie wychodziło mu nieźle do czasu, gdy pod oenzetowską czapą codziennych coraz szczytniejszych przemówień zaczęło naprawdę śmierdzieć. Nawet dla zwolenników Annana stało się jasne, że organizację należy oczyścić.

Mianowanie Johna Boltona amerykańskim ambasadorem przy organizacji na pewno przyspieszyło proces oczyszczania. Nie spowodowało na pewno przepowiadanego paraliżu ani serii dyplomatycznych potknięć, które oponenci tak mu przepowiadali. Odwrotnie, paraliżowi uległ układ pielęgnowany dotychczas przez Kofiego Annana.

I jeszcze jedno. Przepowiednia U Thanta jest prawdziwa, choć - jak na razie - odporna na czas. Gdyby zamiast układu Annana w ONZ powstał kiedyś układ Kwaśniewskiego tego czasu byłoby naprawdę mało.

Grzegorz Sadowski