Narody Zjednoczone potrzebują odnowienia moralnego, zmiany sposobu postrzegania świata. Dokonać tego może jedynie przywódca, człowiek dostrzegający problemy, które gnębią ONZ. I nie jest to Kofi Annan.
Obecny sekretarz generalny już wielokrotnie udowodnił, że kiedy wokół ONZ jest gorąco, w jego interesie jest ocalenie własnej skóry. Annan zrobi wszystko, by odsunąć uwagę od problemu i znowu pojawić się w blasku chwały. Takie lawirowanie wychodziło mu nieźle do czasu, gdy pod oenzetowską czapą codziennych coraz szczytniejszych przemówień zaczęło naprawdę śmierdzieć. Nawet dla zwolenników Annana stało się jasne, że organizację należy oczyścić.
Mianowanie Johna Boltona amerykańskim ambasadorem przy organizacji na pewno przyspieszyło proces oczyszczania. Nie spowodowało na pewno przepowiadanego paraliżu ani serii dyplomatycznych potknięć, które oponenci tak mu przepowiadali. Odwrotnie, paraliżowi uległ układ pielęgnowany dotychczas przez Kofiego Annana.
I jeszcze jedno. Przepowiednia U Thanta jest prawdziwa, choć - jak na razie - odporna na czas. Gdyby zamiast układu Annana w ONZ powstał kiedyś układ Kwaśniewskiego tego czasu byłoby naprawdę mało.
Grzegorz Sadowski