W funduszu zarządzanym przez Piotra Przedwojskiego w ciągu jednego kwartału można było zyskać 23,2 procent
Pierwszy kwartał 2004 roku był bardzo udany dla funduszy inwestycyjnych. Z wyjątkiem specjalistycznego zamkniętego funduszu Sezam II, zarządzanego przez TFI Skarbiec, jednostki wszystkich pozostałych zyskały na wartości.
W tym numerze BusinessWeek rozpoczyna regularną publikację wyników kwartalnych i analiz funduszy inwestycyjnych działających w Polsce.
Dzięki dobrej koniunkturze na warszawskiej giełdzie największe zyski przyniosły fundusze inwestujące w polskie akcje. Klienci najlepszego z nich - funduszu Arka Akcji - powiększyli swoje oszczędności o 23,2 proc. Najgorszego - GTFI Akcji - o 6,2 proc. W tym czasie główny indeks giełdowy WIG zyskał na wartości 14,65 proc., WIG20 - 11,96 proc., a indeks średnich spółek MIDWIG - 33,69 proc. Najlepsze wyniki osiągali więc ci zarządzający, którzy odstąpili od blue chipów i zainteresowali się mniejszymi spółkami.
- Pierwszy kwartał należał do małych spółek, które przeszły restrukturyzację i mają dobre fundamenty. Wyniki funduszy akcyjnych zależały więc nie tylko od dużego zaangażowania aktywów w akcje, ale i od tego, jakie papiery znajdowały się w ich portfelu - mówi Grzegorz Raupuk, prezes firmy Analizy Online. - Słabe wyniki funduszy GTFI Akcji i ING Akcji FIM w dużej mierze wynikają z tego, że jako podmioty wchodzące na rynek w końcu 2003 roku nie zdążyły zbudować docelowych portfeli inwestycyjnych przed rozpoczęciem I kwartału 2004 roku - tłumaczy.
Mniej szczęścia mieli posiadacze jednostek akcyjnych funduszy zagranicznych. Dodatnią stopę zwrotu większość z nich zawdzięcza osłabieniu złotego zarówno względem euro, jak i dolara. W I kwartale dolar podrożał o 3,8 proc., natomiast euro o 0,6 proc. Stąd też lepsze wyniki funduszy denominowanych w dolarach. Zagranicznym inwestycjom nie sprzyjała zmienna koniunktura giełdowa. W sumie w I kwartale amerykański Dow Jones stracił na wartości 0,9 proc., a Nasdaq 0,5 proc. W Europie niemiecki DAX stracił 2,7 proc., a brytyjski FTSE - 2 proc. Na tym tle dodatnie stopy zwrotu wszystkich funduszy inwestujących w zagraniczne papiery wartościowe nie wyglądają więc źle.
Najlepszy z nich - UniGlobal należący do TFI Union Investment - pozostawił konkurentów daleko za sobą. Przewagę zarządzanego przez siebie funduszu Ryszard Rusak tłumaczy dużą dywersyfikacją portfela oraz doborem spółek. - W portfelu znajduje się ok. 230 spółek z całego świata. Ich procentowe udziały są więc niewielkie, maksymalnie 3-procentowe, co znacznie ogranicza ryzyko - mówi. Ponadto w przeciwieństwie do innych funduszy inwestujących za granicą UniGlobal nie koncentruje się na blue chipach. - Szukamy średnich i małych spółek, które dają szanse na wzrost wartości - mówi Rusak. - Inwestujemy zresztą nie tylko w Europie i USA, ale również w Japonii, gdzie sytuacja gospodarcza ustabilizowała się. Angażujemy się też na rynkach krajów egzotycznych, takich jak Hongkong, Singapur, Tajlandia, Indie. Część aktywów zainwestowana jest w rosyjskie spółki surowcowe. Pogorszenie koniunktury na jednym rynku pozwala na rekompensatę ewentualnych strat na innym - zapewnia Ryszard Rusak.
Zawirowania na giełdach światowych postawiły w uprzywilejowanej sytuacji fundusze obligacyjne, zwłaszcza dolarowe. Najlepszy z nich - Pioneer Obligacji Dolarowych Plus, inwestujący w USA - wypracował 5,7-procentową stopę zwrotu. Zarządzająca nim Margaret Patel sukces tłumaczy konsekwentnym wyszukiwaniem papierów wartościowych przedsiębiorstw, które są liderami w swojej branży. Inwestycje m.in. w obligacje dochodowe i akcje uprzywilejowane do dywidendy pozwalają funduszowi na osiągnięcie wyższej stopy zwrotu, niż udaje się to tradycyjnym funduszom inwestującym w amerykańskie obligacje skarbowe. Zwiększa jednak ryzyko. Do ostrożniejszych inwestorów adresowany jest Pioneer Obligacji Dolarowych (5,6 proc.). Jego wynik w ostatnim kwartale jest równie dobry. - Widać, że fundusze wyniki zawdzięczają nie tylko osłabieniu złotego, ale i umiejętności wykorzystania sytuacji na rynku amerykańskim - twierdzi Grzegorz Raupuk.
Do TFI Pioneer Pekao należy również najlepszy w I kwartale fundusz inwestujący w polskie obligacje (2,4 proc.). Według Grzegorza Raupuka, w I kwartale 2004 roku lepsze wyniki miały fundusze bardziej ryzykowne, które inwestowały w papiery długoterminowe o stałym oprocentowaniu. Potwierdzają to bardzo dobre wyniki SEB 5 Obligacji Skarbowych (2,3 proc.). Zmienność cen obligacji, a więc wzrost ryzyka inwestycji w papiery dłużne, będzie w tym roku dużym sprawdzianem umiejętności zarządzających funduszami tego typu, ale najlepszym pozwoli na wypracowanie zadowalających stóp zwrotu.
Najmniej rozbieżności występuje w grupie funduszy rynku pieniężnego. Najlepszy z funduszy UniWIBID zarządzany przez TFI Union Investment dał 1,4 proc. zysku.
Dobre wyniki sprzyjają wzrostowi zainteresowania funduszami. Rosną więc aktywa TFI i poszerza się ich oferta. W ubiegłym roku aktywa Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych wzrosły o 10,5 mld zł (46 proc.), do 33,2 mld zł. W I kwartale - do rekordowych 35,3 mld zł. Wzrosła też liczba samych towarzystw i funduszy.
Coraz bardziej jest widoczna zmiana preferencji klientów. Spadek cen polskich obligacji już w ubiegłym roku wpłynął na zmniejszenie popularności funduszy papierów dłużnych. Dzięki dobrej koniunkturze giełdowej wzrosło zainteresowanie funduszami zrównoważonymi i stabilnego wzrostu. Tendencja do ryzykownych inwestycji utrzymała się również w I kwartale tego roku. Zarządzający nie mieli wątpliwości, że właśnie rynek akcji przyniesie najwyższe profity. Prognozy na ten rok zakładały 15-, a nawet 20-procentowy wzrost rynku. - Plan ten został już właściwie wykonany - zaznacza Cezary Iwański, wiceprezes zarządu Pioneer Pekao Investment Management, odpowiedzialny za politykę inwestycyjną. - Wyceny spółek osiągnęły poziom wynikający z analiz. Nie oznacza to jednak, że koniunktura musi się zmienić.
- Wchodzimy w okres hossy. Rynki zagraniczne zaczęły interesować się polską giełdą. WIG20 może wzrosnąć nawet do 2 tys. pkt. Problem w tym, aby wzrost ten był trwały - dodaje Iwański. Jego zdaniem, jest na to szansa, jeżeli spółki wypracują wyniki lepsze od oczekiwań, bo jak twierdzi, te oczekiwane są już zdyskontowane w cenach akcji. - Jeździmy do spółek, badamy je i widzimy, że fundamentalnie, długoterminowo jest dobrze - zapewnia.
Mniej optymistycznie postrzega II kwartał Grzegorz Raupuk.
- Kwiecień zaczął się nerwowo. Krótkoterminowy trend wzrostowy na rynku obligacji, trwający od początku grudnia 2003 roku, zakończył się gwałtownie w pierwszych dniach kwietnia. Mimo wzrostów na rynku giełdowym wyczuwa się dużą nerwowość, która nie zniknie lub zacznie narastać w sytuacji przedłużającego się kryzysu rządowego - przewiduje.
Utrzymanie dobrej koniunktury na rynku zależy więc od polityki.
- Jest to najważniejszy obok terroryzmu czynnik ryzyka - zaznacza Cezary Iwański. Według niego, papierkiem lakmusowym będą wybory do parlamentu Unii Europejskiej, wtedy okaże się, jakie ugrupowania są w Polsce najmocniejsze i czy Samoobrona, której obawiają się inwestorzy zagraniczni, jest realnym zagrożeniem. Jak widać, nawet giełdowa hossa może zależeć od Andrzeja Leppera.
W tym numerze BusinessWeek rozpoczyna regularną publikację wyników kwartalnych i analiz funduszy inwestycyjnych działających w Polsce.
Dzięki dobrej koniunkturze na warszawskiej giełdzie największe zyski przyniosły fundusze inwestujące w polskie akcje. Klienci najlepszego z nich - funduszu Arka Akcji - powiększyli swoje oszczędności o 23,2 proc. Najgorszego - GTFI Akcji - o 6,2 proc. W tym czasie główny indeks giełdowy WIG zyskał na wartości 14,65 proc., WIG20 - 11,96 proc., a indeks średnich spółek MIDWIG - 33,69 proc. Najlepsze wyniki osiągali więc ci zarządzający, którzy odstąpili od blue chipów i zainteresowali się mniejszymi spółkami.
- Pierwszy kwartał należał do małych spółek, które przeszły restrukturyzację i mają dobre fundamenty. Wyniki funduszy akcyjnych zależały więc nie tylko od dużego zaangażowania aktywów w akcje, ale i od tego, jakie papiery znajdowały się w ich portfelu - mówi Grzegorz Raupuk, prezes firmy Analizy Online. - Słabe wyniki funduszy GTFI Akcji i ING Akcji FIM w dużej mierze wynikają z tego, że jako podmioty wchodzące na rynek w końcu 2003 roku nie zdążyły zbudować docelowych portfeli inwestycyjnych przed rozpoczęciem I kwartału 2004 roku - tłumaczy.
Mniej szczęścia mieli posiadacze jednostek akcyjnych funduszy zagranicznych. Dodatnią stopę zwrotu większość z nich zawdzięcza osłabieniu złotego zarówno względem euro, jak i dolara. W I kwartale dolar podrożał o 3,8 proc., natomiast euro o 0,6 proc. Stąd też lepsze wyniki funduszy denominowanych w dolarach. Zagranicznym inwestycjom nie sprzyjała zmienna koniunktura giełdowa. W sumie w I kwartale amerykański Dow Jones stracił na wartości 0,9 proc., a Nasdaq 0,5 proc. W Europie niemiecki DAX stracił 2,7 proc., a brytyjski FTSE - 2 proc. Na tym tle dodatnie stopy zwrotu wszystkich funduszy inwestujących w zagraniczne papiery wartościowe nie wyglądają więc źle.
Najlepszy z nich - UniGlobal należący do TFI Union Investment - pozostawił konkurentów daleko za sobą. Przewagę zarządzanego przez siebie funduszu Ryszard Rusak tłumaczy dużą dywersyfikacją portfela oraz doborem spółek. - W portfelu znajduje się ok. 230 spółek z całego świata. Ich procentowe udziały są więc niewielkie, maksymalnie 3-procentowe, co znacznie ogranicza ryzyko - mówi. Ponadto w przeciwieństwie do innych funduszy inwestujących za granicą UniGlobal nie koncentruje się na blue chipach. - Szukamy średnich i małych spółek, które dają szanse na wzrost wartości - mówi Rusak. - Inwestujemy zresztą nie tylko w Europie i USA, ale również w Japonii, gdzie sytuacja gospodarcza ustabilizowała się. Angażujemy się też na rynkach krajów egzotycznych, takich jak Hongkong, Singapur, Tajlandia, Indie. Część aktywów zainwestowana jest w rosyjskie spółki surowcowe. Pogorszenie koniunktury na jednym rynku pozwala na rekompensatę ewentualnych strat na innym - zapewnia Ryszard Rusak.
Zawirowania na giełdach światowych postawiły w uprzywilejowanej sytuacji fundusze obligacyjne, zwłaszcza dolarowe. Najlepszy z nich - Pioneer Obligacji Dolarowych Plus, inwestujący w USA - wypracował 5,7-procentową stopę zwrotu. Zarządzająca nim Margaret Patel sukces tłumaczy konsekwentnym wyszukiwaniem papierów wartościowych przedsiębiorstw, które są liderami w swojej branży. Inwestycje m.in. w obligacje dochodowe i akcje uprzywilejowane do dywidendy pozwalają funduszowi na osiągnięcie wyższej stopy zwrotu, niż udaje się to tradycyjnym funduszom inwestującym w amerykańskie obligacje skarbowe. Zwiększa jednak ryzyko. Do ostrożniejszych inwestorów adresowany jest Pioneer Obligacji Dolarowych (5,6 proc.). Jego wynik w ostatnim kwartale jest równie dobry. - Widać, że fundusze wyniki zawdzięczają nie tylko osłabieniu złotego, ale i umiejętności wykorzystania sytuacji na rynku amerykańskim - twierdzi Grzegorz Raupuk.
Do TFI Pioneer Pekao należy również najlepszy w I kwartale fundusz inwestujący w polskie obligacje (2,4 proc.). Według Grzegorza Raupuka, w I kwartale 2004 roku lepsze wyniki miały fundusze bardziej ryzykowne, które inwestowały w papiery długoterminowe o stałym oprocentowaniu. Potwierdzają to bardzo dobre wyniki SEB 5 Obligacji Skarbowych (2,3 proc.). Zmienność cen obligacji, a więc wzrost ryzyka inwestycji w papiery dłużne, będzie w tym roku dużym sprawdzianem umiejętności zarządzających funduszami tego typu, ale najlepszym pozwoli na wypracowanie zadowalających stóp zwrotu.
Najmniej rozbieżności występuje w grupie funduszy rynku pieniężnego. Najlepszy z funduszy UniWIBID zarządzany przez TFI Union Investment dał 1,4 proc. zysku.
Dobre wyniki sprzyjają wzrostowi zainteresowania funduszami. Rosną więc aktywa TFI i poszerza się ich oferta. W ubiegłym roku aktywa Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych wzrosły o 10,5 mld zł (46 proc.), do 33,2 mld zł. W I kwartale - do rekordowych 35,3 mld zł. Wzrosła też liczba samych towarzystw i funduszy.
Coraz bardziej jest widoczna zmiana preferencji klientów. Spadek cen polskich obligacji już w ubiegłym roku wpłynął na zmniejszenie popularności funduszy papierów dłużnych. Dzięki dobrej koniunkturze giełdowej wzrosło zainteresowanie funduszami zrównoważonymi i stabilnego wzrostu. Tendencja do ryzykownych inwestycji utrzymała się również w I kwartale tego roku. Zarządzający nie mieli wątpliwości, że właśnie rynek akcji przyniesie najwyższe profity. Prognozy na ten rok zakładały 15-, a nawet 20-procentowy wzrost rynku. - Plan ten został już właściwie wykonany - zaznacza Cezary Iwański, wiceprezes zarządu Pioneer Pekao Investment Management, odpowiedzialny za politykę inwestycyjną. - Wyceny spółek osiągnęły poziom wynikający z analiz. Nie oznacza to jednak, że koniunktura musi się zmienić.
- Wchodzimy w okres hossy. Rynki zagraniczne zaczęły interesować się polską giełdą. WIG20 może wzrosnąć nawet do 2 tys. pkt. Problem w tym, aby wzrost ten był trwały - dodaje Iwański. Jego zdaniem, jest na to szansa, jeżeli spółki wypracują wyniki lepsze od oczekiwań, bo jak twierdzi, te oczekiwane są już zdyskontowane w cenach akcji. - Jeździmy do spółek, badamy je i widzimy, że fundamentalnie, długoterminowo jest dobrze - zapewnia.
Mniej optymistycznie postrzega II kwartał Grzegorz Raupuk.
- Kwiecień zaczął się nerwowo. Krótkoterminowy trend wzrostowy na rynku obligacji, trwający od początku grudnia 2003 roku, zakończył się gwałtownie w pierwszych dniach kwietnia. Mimo wzrostów na rynku giełdowym wyczuwa się dużą nerwowość, która nie zniknie lub zacznie narastać w sytuacji przedłużającego się kryzysu rządowego - przewiduje.
Utrzymanie dobrej koniunktury na rynku zależy więc od polityki.
- Jest to najważniejszy obok terroryzmu czynnik ryzyka - zaznacza Cezary Iwański. Według niego, papierkiem lakmusowym będą wybory do parlamentu Unii Europejskiej, wtedy okaże się, jakie ugrupowania są w Polsce najmocniejsze i czy Samoobrona, której obawiają się inwestorzy zagraniczni, jest realnym zagrożeniem. Jak widać, nawet giełdowa hossa może zależeć od Andrzeja Leppera.