Niebezpieczne związki

Niebezpieczne związki

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy rzeczywiście Polska jest krajem, w którym skala niestosownych powiązań między biznesem a polityką jest nieproporcjonalnie wielka?
Związki biznesu z polityką nie należą do najbezpieczniejszych. Co jakiś czas na wierzch wychodzą afery korupcyjne, naganne relacje między politykami a biznesmenami, informacje o naciskach. Żadna ze stron nie jest bez winy, bo zazwyczaj do nawiązania sprzecznego z etyką kontaktu potrzebna jest zgoda dwóch stron. Oczywiście biznesmeni będą się zawsze tłumaczyć tym, że zostali zmuszeni - choćby dlatego, że robią to ich konkurenci. Prawda jest jednak taka, że gdyby we względnie sprawnie funkcjonującym państwie wielcy gracze gospodarki zawarli porozumienie np. w sprawie niedawania łapówek, nieuczciwi urzędnicy nie zdołaliby ich do tego zmusić. I w drugą stronę - gdyby politycy popracowali nad większą przejrzystością prawa i lepszą kontrolą jego egzekwowania, pole do nadużyć byłoby mniejsze.
W ciągu ostatnich lat problem niestosownych związków biznesu z polityką stał się w Polsce przedmiotem szerokiej dyskusji. Praca dwóch komisji śledczych badających sprawy korupcyjnych nacisków na Agorę i nieprawidłowości w zarządzaniu Orlenem ujawniła wiele niepokojących zjawisk. Czy rzeczywiście Polska jest krajem, w którym skala niestosownych powiązań między biznesem a polityką jest nieproporcjonalnie wielka?
Cóż, po pierwsze, należy stwierdzić, że nie jesteśmy wyjątkiem. Opracowywany przez PricewaterhouseCoopers indeks nieprzejrzystości (opacity index), czyli wyrażony w formie dodatkowego podatku nałożonego na firmy koszt braku jasnych, dokładnych, przejrzystych i powszechnie akceptowanych praktyk w gospodarce, lokuje Polskę gdzieś w środku stawki - nieco za Węgrami, Grecją i Japonią, ale przed Czechami, Koreą Południową czy Rosją. Do większych lub mniejszych afer dochodzi zresztą i w tych krajach, które nas wyraźnie wyprzedzają. Wystarczy wspomnieć niejasne działania promowanej przez wiceprezydenta USA firmy Halliburton lub nielegalne finansowanie partii politycznych w Niemczech. W wielu starych krajach Unii Europejskiej, na czele z Włochami, polityczno-biznesowe afery prezentują się co najmniej tak samo efektownie jak w Polsce.
Druga uwaga - też natury ogólnej - to stwierdzenie, że związki takie mają różne korzenie i nie zawsze bezpośrednio oddziałują na wyniki gospodarki. W krajach postkomunistycznych są one ewidentnym wynikiem odziedziczonej po okresie centralnego planowania słabości administracji, w krajach Dalekiego Wschodu stoją za nimi często stulecia powiązań o charakterze mafijno-klanowym. Ani Włochom, ani Japonii, ani Korei nie przeszkodziło to w odniesieniu oszałamiającego sukcesu gospodarczego. W Rosji, Nigerii czy Kolumbii sprawa jednak wygląda inaczej.
Trzecia uwaga jest taka, że niejasnym i niepożądanym związkom można się przeciwstawiać. Istnieje np. wiele dobrze rozpoznanych działań, które służą podcięciu korzeni korupcji - od maksymalnego uproszczenia prawa i wyeliminowania decyzji uznaniowych, przez odpowiednie zasady wynagradzania i awansu urzędników, po efektywne mechanizmy kontroli. Wiadomo też, że istnienie nadmiernie rozbudowanej publicznej własności przedsiębiorstw tworzy zachętę do nadużyć (o czym przekonali się boleśnie - skądinąd posiadający bardzo sprawny aparat administracyjny - Francuzi: afery Elf i Credit Lyonnaise). Działania nagłośnione przez media, takie jak śledztwa komisji parlamentarnych, mogą być bardzo przydatne, o ile prowadzą do zmian ograniczających nieprzejrzystość - są zaś stratą czasu, jeśli wykorzystywane są jedynie do politycznej walki przedwyborczej.
Czy są szanse, że transmisje z posiedzeń naszych komisji śledczych czemuś posłużą? Cóż, nie ma wątpliwości, że pozytywne efekty pojawią się. Pewne jest także to, że dla polityków uczestniczących w pracach komisji doraźne korzyści wyborcze i popularność są dużo ważniejsze niż rzeczywiste zmiany. Bo jeśli ktoś nawołuje do oczyszczenia Orlenu, a chwilę potem robi, co może, aby nie dopuścić do prywatyzacji wielkich przedsiębiorstw, jest jasne, że przejrzystość gospodarki w ogóle go nie interesuje.