Nie warto się zabijać

Nie warto się zabijać

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nie ma nic głupszego niż kupno akcji w dniu debiutu
Kredyty, redukcje zapisów i zamrożenie pieniędzy albo kolejki do biur maklerskich jak przy zapisach na PKO BP - tak wyglądało inwestowanie na rynku pierwotnym w ubiegłym roku. Czy walka o każdy papier miała sens?
Odpowiedź może być tylko jedna: w wypadku inwestorów długoterminowych - nie. Notowania zdecydowanej większości ubiegłorocznych i tegorocznych debiutantów dały bowiem niejedną okazję do spokojnego kupna akcji już na rynku wtórnym, i to nawet poniżej ceny emisyjnej. Warunek był jeden - należało spokojnie poczekać na odpowiednią chwilę. Jedne firmy zaczynały tanieć już w dniu debiutu, inne po kilku dniach albo tygodniach. Najgorszym rozwiązaniem było kupowanie akcji w dniu debiutu - dziś tylko jedna czwarta spółek ma ceny wyższe niż pierwszego dnia notowań. Kiedy więc kupować? Wszystko zależy od koniunktury. Przy mniej sprzyjającej spadki zaczynają się od razu, w lepszej - po kilku tygodniach. Papiery CCC spadły poniżej ceny emisyjnej już pięć dni po wejściu na GPW, ATM po dwóch tygodniach, a Dworów po czterech miesiącach.

Raj dla spekulantów
Od początku 2004 roku oferty publiczne przeprowadziły aż 44 spółki. Inwestorzy, którzy postawili na szybki zarobek, mają powody do zadowolenia: tylko sześć firm podczas pierwszego notowania naraziło ich na straty, i to stosunkowo niewielkie - 0,7-6,5 proc. Na pozostałych mogli zarobić od 1,4 proc. w wypadku ATM Grupa do 36 proc. w wypadku Zelmera. Akcjonariusze długoterminowi są w zdecydowanie gorszej sytuacji. Dziś prawie połowa spółek wyceniana jest poniżej ceny emisyjnej.

Tylko wybrane
Najlepszą inwestycją były akcje Inter Carsu. Od kupna w ofercie publicznej do 20 kwietnia podrożały o prawie
70 proc. Zarobić na nich mogli również ci, którzy zdecydowali się na kupno akcji kilka dni po debiucie. Do dziś zyskali bowiem niewiele mniej, bo 69 proc. Uniknęli natomiast 80-procentowej redukcji kupna, która miała miejsce w wypadku tej spółki na rynku pierwotnym oraz zaciągania kredytu na kupno akcji i płacenia odsetek, które przy finansowaniu zakupu długiem zawsze należy odliczyć od uzyskanych zysków. W sumie więc inwestycja na rynku pierwotnym posiłkowana kredytem przyniosła im zdecydowanie mniejszy zysk niż kupno akcji na GPW, nawet po wyższej cenie.
Taniej niŻ w ofercie
Okazji do kupna akcji innych spółek też nie brakowało. Wystarczy powiedzieć, że akcje niemal wszystkich firm, które weszły na giełdę w ciągu ostatnich 16 miesięcy, można było podczas późniejszych notowań kupić po cenie niższej od debiutu. Wyjątkiem są GTC i PKO BP - cena minimalna i cena w debiucie były takie same. Natomiast np. akcje debiutującego w styczniu Compu można było kupić o 24 proc. taniej niż w dniu debiutu, a tylko o 1,6 proc. drożej od ceny emisyjnej. Akcje Śrubeksu odpowiednio o 22 i 14 proc. taniej, a Polmosu Lublin o 14 i 5 proc. Warto brać to pod uwagę, myśląc o tegorocznych ofertach. W długim terminie można zarobić tylko na spółkach, które po debiucie nie wycofują się ze składanych akcjonariuszom obietnic i nie weryfikują swoich planów. Ale takich ofert - mimo ubiegłorocznego tłoku
- było niewiele. Część spółek wykorzystując koniunkturę, sprzedawała akcje już po zawyżonych cenach. Rynek okazał się dla nich bezlitosny. Akcje Betacomu, Artmana czy Hygeniki są dziś o połowę tańsze niż w ofercie publicznej, FAM-u o 40 proc., a Polcoloritu o 34 proc. Stracili więc ci, którzy za wszelką cenę chcieli wykorzystać IPO.

Ostrożność zalecona
Entuzjaści kupowania akcji na rynku pierwotnym powinni być wyjątkowo ostrożni zwłaszcza w tym roku. Ubiegłoroczny boom już się nie powtórzy. Inwestorzy zaczynają być wybredni, zwłaszcza że wielu dotychczasowych debiutantów przyniosło rozczarowanie. Z 31 przeprowadzonych nowych ofert aż 11 naraziło akcjonariuszy na straty od 7,61 do 52 proc. W tym może być nawet gorzej.
- Portfele inwestorów instytucjonalnych, a zwłaszcza funduszy inwestycyjnych i emerytalnych, bardzo się rozrosły. Zarządzanie 30-40 spółkami nie rodzi problemu, ale nikt nie zdoła monitorować 60-70 spółek, dlatego zainteresowanie spółkami małymi i średnimi będzie w tym roku mniejsze - uprzedza Jacek Radziwilski, dyrektor zarządzający CDM Pekao.
Kupno akcji po kilku lub kilkunastu tygodniach od debiutu ma jeszcze jedną zaletę - będzie czas na spokojne przejrzenie prospektu, co w dużym stopniu pozwoli uniknąć niespodzianek. A inwestując długoterminowo, powinniśmy mieć pewność co do wzrostu wartości firmy. Tylko wtedy nie stracimy.