MEN chce zaradzić kryzysowi. Szykuje się powrót do szkół zbiorczych?

MEN chce zaradzić kryzysowi. Szykuje się powrót do szkół zbiorczych?

Pusta klasa w szkole, zdjęcie ilustracyjne
Pusta klasa w szkole, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Shutterstock
Polska mierzy się z kryzysem demograficznym. Szkoły na terenach wiejskich pustoszeją i są zamykane. Jak zaradzić temu problemowi? Odpowiedzią magą być specjalnego rodzaju placówki. MEN planuje powrót do starej, sprawdzonej koncepcji.

Jak przypomina redakcja dziennika „Gazeta Wyborcza”, w kwietniu ubiegłego roku zlikwidowano bagatela 112 szkół, choć samorządy chciały, by liczba ta przekroczyła 200. Dlaczego tak się dzieje? Powodem jest niewielka liczba uczniów, którzy z nich korzystają – do 25 placówek uczęszczało ich okrągłe 0.

W grudniu ub.r., w Warszawie, Barbara Nowacka – ministra edukacji narodowej – w kontekście prognoz demograficznych Głównego Urzędu Statystycznego do 2060 r. i przewidywanego spadku liczby dzieci alarmowała, że „szkoły będą pustoszały”. – W tej chwili mamy 158 szkół w skali kraju, w których jest mniej niż 26 uczniów – informowała.

MEN ma pomysł. Zahamuje postępującą likwidację szkół?

Jednym z pomysłów MEN, który ma pomóc zaradzić niepokojącej sytuacji, która wynika z danych GUS-u, jest powrót do starej, sprawdzonej koncepcji. Jak podaje „GW”, w grudniu ub.r. rząd przyjął ws. projekt nowelizacji Prawa oświatowego.

W latach 70. XX wieku (a więc za czasów Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej) powołano do życia tzw, zbiorcze szkoły, które miały na celu zapewnienie lepszych warunków kształcenia dzieciom ze wsi. Placówki takie znajdowały się w siedzibie władz administracyjnych danej gminy.

Jak miałoby one funkcjonować dzisiaj? Dzieci ze starych klas do szkół zbiorczych musiałyby dojeżdżać (koszt transportu uczniów pokrywany byłby z pieniędzy danej jednostki samorządu), a w przypadku młodszych – placówki edukacyjne znajdowałyby się bliżej ich miejsc zamieszkania. W podstawówkach, do których uczęszcza dziś (i będzie w przyszłości) najmniej osób (maks. 70), miałyby organizowane świetlice dla dzieci z oddziałów przedszkolnych i m.in. żłobki. Poza tym mogłyby odbywać się tam także zajęcia kulturalne czy spotkania dla seniorów.

Samorządowcy nawet nie będą myśleli o likwidacji szkół? Resort Barbary Nowackiej tłumaczy

Szefowa MEN podczas konferencji prasowej w ub. miesiącu zaznaczała, że miejsce, w którym organizowana byłaby edukacja dla dzieci, byłoby uznawane przede wszystkim za szkołę. Nowelizacja ustawy dawałaby nowe możliwości zagospodarowania przestrzeni danego budynku, co ma być atrakcyjne z perspektywy samorządowców.

Zdaniem Nowackiej dzięki temu rzadziej będą oni rozważali likwidacje szkół.

Czytaj też:
Zapytała szefową MEN o „chaos w szkołach”. Wiceminister przedstawiła dane
Czytaj też:
MEN zapowiada koniec zakazów w szkołach. Uczniowie odetchną

Źródło: „Gazeta Wyborcza” / MEN