Paweł Adamowicz podjął decyzję w sprawie pomnika ks. Jankowskiego

Paweł Adamowicz podjął decyzję w sprawie pomnika ks. Jankowskiego

Paweł Adamowicz
Paweł Adamowicz Źródło: Newspix.pl / Michał Fludra
Prezydent Gdańska podczas konferencji o założeniach budżetu miasta na 2019 rok zabrał głos ws. pomnika księdza Jankowskiego. O duchownym stało się głośno za sprawą publikacji w „Dużym Formacie”.

Podczas konferencji dotyczącej założeń budżetowych władz Gdańska na 2019 rok Paweł Adamowicz zabrał głos w sprawie pomnika prałata Henryka Jankowskiego. W ocenie prezydenta Gdańska w przestrzeni publicznej nie ma miejsca na pomnik duchownego. Adamowicz dodał, że najprawdopodobniej zostanie on przeniesiony na teren prywatnej posesji bądź świątyni. Samorządowiec zapewnił, że usunięcie pomnika odbędzie się kulturalnie i z poszanowaniem zasad. dodał również, że zaapelował listownie do abp Sławoja Leszka Głódzia o powołanie przez kościół komisji w celu wyjaśnienia tej sprawy. - Im szybciej to się stanie, tym lepiej, bo i tak jest to nieuniknione - podkreślił.

Usunięcia pomnika domagała się m.in. posłanka Joanna Scheuring-Wielgus, która po publikacji Dużego Formatu stwierdziła, że molestowanie dzieci, zmuszanie ich do czynności seksualnych i łamanie im życia u samych jego początków to zbrodnia. Kilka dni poźniej lokalne media informowały, że rzeźba została oblana czerwoną farbą.

Zarzuty pod adresem Jankowskiego

Na łamach „Dużego formatu” ukazał się reportaż poświęcony działalności prałata Henryka Jankowskiego. Ksiądz, który zmarł w 2010 roku, był jednym z najbardziej rozpoznawalnych, a zarazem kontrowersyjnych duchownych w Trójmieście. Z tekstu reporterki Bożeny Aksamit dowiadujemy się, że ksiądz miał się dopuszczać molestowania seksualnego i pedofilii m.in. poprzez całowanie kleryków w usta czy spanie z nastolatkami w jednym łóżku. Kobieta, która sprzątała na plebanii twierdzi, że widziała jak duchowny przytula chłopców i klepie ich po pośladkach. Najmocniejszy zarzut dotyczy samobójstwa ciężarnej 16-latki, która wyskoczyła z okna. Z informacji reporterki wynika, że dziewczyna była molestowana przez prałata. W liście pożegnalnym miała napisać, że „nie będzie miała dziecka Jankowskiego i być może dopiero teraz ktoś uwierzy, że została zgwałcona”. Jej młodsza koleżanka – Barbara Borowiecka – także twierdzi, że padła ofiarą molestowania. – Był jak bestia (...) Dopadł mnie, gdy szarpałam się z klamką. Dotykał piersi, powiedział, że pokaże mi, co to znaczy od tyłu. Wkładał ręce w majtki i próbował je zdjąć. Nie udało mu się (...) Byłam przerażona, nie rozumiałam, czego chce, co to znaczy od tyłu. A on mówił: Ja ci pokażę, jak się spuścić. Był obleśny. (...) Pamiętam, jak złapał mnie za buzię i próbował otworzyć usta – opowiadała.

„Fakty” TVN dotarły do kolejnej ofiary duchownego. – Każde z dzieci podchodziło i ksiądz Jankowski niektórych sadzał sobie na kolano, głaskał. (...) Pamiętam tylko, że mi wtedy włożył rękę, bo miałam taką krótką sukieneczkę. Włożył mi wtedy rękę pod tę sukieneczkę i ściskał, dotykał moje pośladki – wspominała jedna z byłych parafianek księdza, która pragnęła pozostać anonimowa. – Mam też ogromną złość do tych wszystkich ludzi, którzy wiedzieli o tym – podkreśliła w rozmowie z „Faktami” TVN. – To było ciało o ciało, bo członkiem wodził mi na przykład po piersiach, czy po plecach, czy po pupie. To nie tak, że on mnie wybrał, bo jak dzieciaki uciekały do piwnic czy do budynków, w których mieszkały, to chyba dobierał się do pierwszej osoby, którą dorwał – dodawała rozmowie z „Faktami” TVN Barbara Borowiecka, której przypadek opisano w „Dużym formacie”.

Czytaj też:
Kolejna ofiara ks. Jankowskiego. „Włożył mi rękę pod sukieneczkę i ściskał moje pośladki, kiedy miałam 6 lat”

Źródło: Onet.pl