"To co miało być dobre, to co miało służyć prawdzie (...) wykorzystuje się dla utrzymania władzy, dla podtrzymywania postępowań przygotowawczych spraw, gdzie występują politycy" - mówił Kaczmarek. Zaznaczył, że jeżeli wybory będą przebiegały "w warunkach takich, że służby specjalne są w rękach rządzących", to - jak ocenił - "nie będą to prawdziwe wybory".
Zdaniem Kaczmarka, "nielegalne działania" naruszające prawa człowieka trwały także w stosunku do niego oraz jego rodziny. Mówił o obserwowaniu jego i żony oraz o "poszukiwaniu kwitów z przeszłości", także dotyczących jego ojca. Wymienił też przeszukania jego mieszkania przeprowadzone pod jego nieobecność i zapowiedział, że jego pełnomocnik będzie składał zażalenia na te czynności, jak również, że pozwie tych, którzy go zniesławili. Zarazem dziękował prokuratorom, którzy - jak mówił - odmówili wykonania niektórych czynności procesowych i poinformowali go o tym.
Proszony o szczegóły i odniesienie się do zarzutów stawianych mu przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę, Kaczmarek mówił, że usłyszał z jego strony "wiele słów szkalujących i nie chce odpowiadać w sposób identyczny".
Opisując sytuację w prokuraturze Kaczmarek powiedział, że "są sprawy, które nie dotyczą zwykłych przestępców, gdzie pana ministra (sprawiedliwości) interesują tylko sprawy, gdzie są politycy". "Sprawy nie są kończone i cały czas mają charakter otwarty. Tak, aby można je było wykorzystać w takim, czy innym momencie" - dodał.
Przyznał, że nie może powiedzieć, iż jest jakaś "grupa hakowa". "Stwierdzam, że postępowania, w których występuje polityk, grupa polityków, partia, są postępowaniami, które są najbardziej hołubione przez pana ministra (Ziobrę-PAP), są postępowaniami, które są pod ścisłym nadzorem pana ministra" - dodał. Spytany podczas konferencji o konkretne postępowania ws. wyłudzania diet przez europosłów PiS Adama Bielana i Michała Kamińskiego, finansów LPR i weksli Samoobrony, Kaczmarek jedynie potwierdził, że chodzi także o te sprawy.
Kaczmarek nie chciał mówić o konkretach, bo - jak podkreślił - nadal obowiązuje go tajemnica, a o szczegółach będzie mówił dopiero przed komisją, która go z niej zwolni. Podtrzymał, że liczy na powołanie komisji śledczej, której chciałby wszystko ujawnić. Dodał, że w środę spotka się z komisją ds. służb specjalnych. "Gdybym mówił o konkretnych sprawach złamałbym tajemnicę i byłoby to wykorzystane przeciwko mnie" - mówił Kaczmarek.
O nieprawidłowościach, o których wiedziałem, mówiłem prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu - mówił b. minister. "Miałem spotkanie z prezydentem. Poinformowałem go, że w październiku, najpóźniej do końca roku, odchodzę z rządu, aczkolwiek powiedziałem, że odchodzę z powodów rodzinnych" - wyjaśnił Kaczmarek. "Nie znaczy to, że nie mówiłem wcześniej o tych faktach, o tych nieprawidłowościach, które wskazałem, miałem szansę mówić" - dodał.
Jak zaznaczył, mówił prezydentowi o nieprawidłowościach, które dotyczyły konkretnych spraw. "Postępowałem zgodnie ze swoim sumieniem i kiedy była sprawa Barbary Blidy, to rozmawiałem z jedną z osób i prosiłem, aby powstała komisja śledcza. Tam były nieprawidłowości i doszło do tego, że zginął człowiek" - mówił Kaczmarek.
"Nie poddam się, na pewno będę walczył, nie dam się zastraszyć, nie dam satysfakcji, aby być drugą Barbarą Blidą" - mówił Kaczmarek, dodając, że na spotkaniu z premierem Jarosławem Kaczyńskim, ministrem Ziobrą, szefem ABW Bogdanem Święczkowskim, szefem policji Konradem Kornatowskim, krytykował pomysł zatrzymania Blidy uznając, że w sprawie jest za mało dowodów. Dodał, że również premier uważał wtedy to samo. "Potem stało się, jak się stało" - dodał Kaczmarek.
Blida, b. posłanka SLD i minister budownictwa zastrzeliła się 25 kwietnia, gdy rano do jej domu w Siemianowicach Śląskich z prokuratorskim nakazem rewizji i zatrzymania wkroczyła ABW. Blida miała usłyszeć zarzuty w związku z podejrzeniami o korupcję w handlu węglem.
Kaczmarek powiedział, że będzie mówił "wszem i wobec o nieprawidłowościach, które są". "Jestem człowiekiem, który przestrzegał prawa, który służył państwu, służył ojczyźnie" - stwierdził. Podkreślał, że ma dorobek naukowy i zawodowy, zaprzeczył, by był członkiem komitetu miejskiego PZPR.
Odnosząc się do swojego życiorysu, o którym pisały media, Kaczmarek zaprzeczył też informacjom, że wykładał w szkole oficerów. "Byłem tam na zasadzie powołania wojskowego. Byłem tam jako podchorąży przez trzy i pół miesiąca" - dodał.
Kaczmarek zaprzeczał też doniesieniom mediów, że to on swym działaniem spowodował w 2001 r. odwołanie ówczesnego ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego. "Moje ówczesne działania spowodowały, że PiS osiągnęło sukces parlamentarny" - dodał Kaczmarek. - Mam wrażenie, iż jestem w Polsce odpowiedzialny za wszystko, także za zabójstwo Marka Papały albo szykowanie zamachu na ministra Ziobrę - ironizował.
Informatorzy "Wprost" twierdzą, że w 2001 r. Lech Kaczyński stracił stanowisko ministra sprawiedliwości w wyniku działania Janusza Kaczmarka. Ówczesny premier Jerzy Buzek odwołał L. Kaczyńskiego z funkcji ministra sprawiedliwości. Powodem był konflikt z ministrem koordynatorem służb specjalnych Januszem Pałubickim. Konflikt zaognił się po zatrzymaniu ówczesnego szefa katowickiej delegatury UOP. "Pomysłodawcą zatrzymania Szekiela był Kaczmarek" - twierdzą informatorzy tygodnika.
Odnosząc się do wysuniętej przez LiS kandydatury na urząd premiera Kaczmarek mówił: to szef LPR Roman Giertych był jedyną osobą z realnego świata polityki, która w atmosferze nagonki powiedziała, że mnie zniszczą, jeśli będę sam. Jak dodał, właśnie Giertych zaproponował "wspólne działanie i wspólnie pokazanie jak można niszczyć konkretną osobę" - dlatego zgodził się kandydować na urząd szefa "rządu ugody narodowej".
Przyznał, że ma świadomość, iż to kandydowanie może wpływać na obniżenie jego wiarygodności, ale dodał, że w zaistniałej sytuacji nie może się wycofać. Chyba że - dodał - pojawi się inny kandydat, wtedy odda mu pole.
Pytany, na czyje poparcie liczy jako kandydat na premiera, Kaczmarek odparł, że liczy na poparcie wszystkich, którzy sprzeciwiają się metodom wykorzystywania prokuratury i służb specjalnych. Dodał, że liczy także na poparcie szeregowych posłów PiS, którzy w prywatnych rozmowach przyznają mu, iż partia "przesadziła".
Janusz Kaczmarek został odwołany z funkcji ministra spraw wewnętrznych i administracji 8 sierpnia. Premier Jarosław Kaczyński powiedział, że znalazł się on w "kręgu podejrzeń" w sprawie ujawnienia przecieku o akcji CBA w resorcie rolnictwa. Do poniedziałku był na urlopie we Włoszech.pap, ss, ab
