Kaczmarek: prokuratura i służby są w ręku władzy

Kaczmarek: prokuratura i służby są w ręku władzy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Fot. A. Jagielak/Wprost 
B. szef MSWiA Janusz Kaczmarek uważa, że prokuratura i służby specjalne są dziś narzędziem w ręku władzy. Na specjalnej konferencji prasowej, na którą dziennikarzy zapraszał klub LPR, Kaczmarek potwierdził, że zgadza się kandydować na premiera. Zaprzeczał stawianym mu zarzutom.

"To co miało być dobre, to co miało służyć prawdzie (...) wykorzystuje się dla utrzymania władzy, dla podtrzymywania postępowań przygotowawczych spraw, gdzie występują politycy" - mówił Kaczmarek. Zaznaczył, że jeżeli wybory będą przebiegały "w warunkach takich, że służby specjalne są w rękach rządzących", to - jak ocenił - "nie będą to prawdziwe wybory".

Zdaniem Kaczmarka, "nielegalne działania" naruszające prawa człowieka trwały także w stosunku do niego oraz jego rodziny. Mówił o obserwowaniu jego i żony oraz o "poszukiwaniu kwitów z przeszłości", także dotyczących jego ojca. Wymienił też przeszukania jego mieszkania przeprowadzone pod jego nieobecność i zapowiedział, że jego pełnomocnik będzie składał zażalenia na te czynności, jak również, że pozwie tych, którzy go zniesławili. Zarazem dziękował prokuratorom, którzy - jak mówił - odmówili wykonania niektórych czynności procesowych i poinformowali go o tym.

Proszony o szczegóły i odniesienie się do zarzutów stawianych mu przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę, Kaczmarek mówił, że usłyszał z jego strony "wiele słów szkalujących i nie chce odpowiadać w sposób identyczny".

Opisując sytuację w prokuraturze Kaczmarek powiedział, że "są sprawy, które nie dotyczą zwykłych przestępców, gdzie pana ministra (sprawiedliwości) interesują tylko sprawy, gdzie są politycy". "Sprawy nie są kończone i cały czas mają charakter otwarty. Tak, aby można je było wykorzystać w takim, czy innym momencie" - dodał.

Przyznał, że nie może powiedzieć, iż jest jakaś "grupa hakowa". "Stwierdzam, że postępowania, w których występuje polityk, grupa polityków, partia, są postępowaniami, które są najbardziej hołubione przez pana ministra (Ziobrę-PAP), są postępowaniami, które są pod ścisłym nadzorem pana ministra" - dodał. Spytany podczas konferencji o konkretne postępowania ws. wyłudzania diet przez europosłów PiS Adama Bielana i Michała Kamińskiego, finansów LPR i weksli Samoobrony, Kaczmarek jedynie potwierdził, że chodzi także o te sprawy.

Kaczmarek nie chciał mówić o konkretach, bo - jak podkreślił - nadal obowiązuje go tajemnica, a o szczegółach będzie mówił dopiero przed komisją, która go z niej zwolni. Podtrzymał, że liczy na powołanie komisji śledczej, której chciałby wszystko ujawnić. Dodał, że w środę spotka się z komisją ds. służb specjalnych. "Gdybym mówił o konkretnych sprawach złamałbym tajemnicę i byłoby to wykorzystane przeciwko mnie" - mówił Kaczmarek.

O nieprawidłowościach, o których wiedziałem, mówiłem prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu - mówił b. minister. "Miałem spotkanie z prezydentem. Poinformowałem go, że w październiku, najpóźniej do końca roku, odchodzę z rządu, aczkolwiek powiedziałem, że odchodzę z powodów rodzinnych" - wyjaśnił Kaczmarek. "Nie znaczy to, że nie mówiłem wcześniej o tych faktach, o tych nieprawidłowościach, które wskazałem, miałem szansę mówić" - dodał.

Jak zaznaczył, mówił prezydentowi o nieprawidłowościach, które dotyczyły konkretnych spraw. "Postępowałem zgodnie ze swoim sumieniem i kiedy była sprawa Barbary Blidy, to rozmawiałem z jedną z osób i prosiłem, aby powstała komisja śledcza. Tam były nieprawidłowości i doszło do tego, że zginął człowiek" - mówił Kaczmarek.

"Nie poddam się, na pewno będę walczył, nie dam się zastraszyć, nie dam satysfakcji, aby być drugą Barbarą Blidą" - mówił Kaczmarek, dodając, że na spotkaniu z premierem Jarosławem Kaczyńskim, ministrem Ziobrą, szefem ABW Bogdanem Święczkowskim, szefem policji Konradem Kornatowskim, krytykował pomysł zatrzymania Blidy uznając, że w sprawie jest za mało dowodów. Dodał, że również premier uważał wtedy to samo. "Potem stało się, jak się stało" - dodał Kaczmarek.

Blida, b. posłanka SLD i minister budownictwa zastrzeliła się 25 kwietnia, gdy rano do jej domu w Siemianowicach Śląskich z prokuratorskim nakazem rewizji i zatrzymania wkroczyła ABW. Blida miała usłyszeć zarzuty w związku z podejrzeniami o korupcję w handlu węglem.

Kaczmarek powiedział, że będzie mówił "wszem i wobec o nieprawidłowościach, które są". "Jestem człowiekiem, który przestrzegał prawa, który służył państwu, służył ojczyźnie" - stwierdził. Podkreślał, że ma dorobek naukowy i zawodowy, zaprzeczył, by był członkiem komitetu miejskiego PZPR.

Odnosząc się do swojego życiorysu, o którym pisały media, Kaczmarek zaprzeczył też informacjom, że wykładał w szkole oficerów. "Byłem tam na zasadzie powołania wojskowego. Byłem tam jako podchorąży przez trzy i pół miesiąca" - dodał.

Kaczmarek zaprzeczał też doniesieniom mediów, że to on swym działaniem spowodował w 2001 r. odwołanie ówczesnego ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego. "Moje ówczesne działania spowodowały, że PiS osiągnęło sukces parlamentarny" - dodał Kaczmarek. - Mam wrażenie, iż jestem w Polsce odpowiedzialny za wszystko, także za zabójstwo Marka Papały albo szykowanie zamachu na ministra Ziobrę - ironizował.

Informatorzy "Wprost" twierdzą, że w 2001 r. Lech Kaczyński stracił stanowisko ministra sprawiedliwości w wyniku działania Janusza Kaczmarka. Ówczesny premier Jerzy Buzek odwołał L. Kaczyńskiego z funkcji ministra sprawiedliwości. Powodem był konflikt z ministrem koordynatorem służb specjalnych Januszem Pałubickim. Konflikt zaognił się po zatrzymaniu ówczesnego szefa katowickiej delegatury UOP. "Pomysłodawcą zatrzymania Szekiela był Kaczmarek" - twierdzą informatorzy tygodnika.

Odnosząc się do wysuniętej przez LiS kandydatury na urząd premiera Kaczmarek mówił: to szef LPR Roman Giertych był jedyną osobą z realnego świata polityki, która w atmosferze nagonki powiedziała, że mnie zniszczą, jeśli będę sam. Jak dodał, właśnie Giertych zaproponował "wspólne działanie i wspólnie pokazanie jak można niszczyć konkretną osobę" - dlatego zgodził się kandydować na urząd szefa "rządu ugody narodowej".

Przyznał, że ma świadomość, iż to kandydowanie może wpływać na obniżenie jego wiarygodności, ale dodał, że w zaistniałej sytuacji nie może się wycofać. Chyba że - dodał - pojawi się inny kandydat, wtedy odda mu pole.

Pytany, na czyje poparcie liczy jako kandydat na premiera, Kaczmarek odparł, że liczy na poparcie wszystkich, którzy sprzeciwiają się metodom wykorzystywania prokuratury i służb specjalnych. Dodał, że liczy także na poparcie szeregowych posłów PiS, którzy w prywatnych rozmowach przyznają mu, iż partia "przesadziła".

Janusz Kaczmarek został odwołany z funkcji ministra spraw wewnętrznych i administracji 8 sierpnia. Premier Jarosław Kaczyński powiedział, że znalazł się on w "kręgu podejrzeń" w sprawie ujawnienia przecieku o akcji CBA w resorcie rolnictwa. Do poniedziałku był na urlopie we Włoszech.

pap, ss, ab