21 maja premier Donald Tusk podpisał zarządzenie w sprawie powołania nowej komisji do spraw badania wpływów rosyjskich i białoruskich. Na jej czele stanie szef SKW gen. Jarosław Stróżyk.
Przewodniczący klubu PiS Mariusz Błaszczak mówił w piątek, że „zadaniem sądu kapturowego, na którego czele stoi generał Stróżyk, albo Trybunału Ludowego z generałem Stróżykiem stojącym na czele będzie z całą pewnością oskarżenie środowiska Prawa i Sprawiedliwości”. Jego zdaniem potrzebny jest nowy zespół, który będzie odkłamywał fake newsy i pokaże, jak wyglądają wpływy rosyjskie w Polsce.
Zespół PiS odpowiada na komisję Tuska. Powstanie raport
Na czele zespołu PIS stanie były wiceszef MSZ Marcin Przydacz.
– Będziemy starali się, aby zespół koncentrował się na czystych faktach i na pracy merytorycznej. Dlatego powołujemy do zespołu naszych posłów, większości prawników, ludzi z doświadczeniem pracy w rządzie. Będziemy zapraszać ekspertów, będziemy zapraszać publicystów. Zapraszamy do współpracy wszystkie te osoby, które mają wiedzę, mają te informacje, które byłyby przydatne. Efektem końcowym naszych prac będzie opublikowanie odpowiedniego raportu –mówił Marcin Przydacz.
Zarzucił koalicji rządzącej, że sparaliżowała funkcjonowanie komisji powołanej za czasów rządów PiS, odwołując wszystkich jej członków. – My powołujemy dzisiaj zespół po to, aby zbadać i merytorycznie przepracować, przedyskutować te wszystkie najważniejsze tematy chociażby ostatnich 20 lat. –mówił.
Poseł Andrzej Śliwka stwierdził, że „komisja, która została powołana przez premiera Donalda Tuska to jest de facto sąd we własnej sprawie”. – To są ludzie, którzy powinni się tłumaczyć z tego, dlaczego przez wiele lat w Polsce te wpływy rosyjskie były, dlaczego one się rozpowszechniały na poszczególne segmenty życia – stwierdził.
Czytaj też:
Odwołanie członków komisji ds. wpływów rosyjskich. Jest decyzjaCzytaj też:
Lex Tusk powróciło do Sejmu. „Zaproponowano pałkę zamiast siekiery”