Do dramatycznych wydarzeń doszło w poniedziałkowy wieczór w Ustce. Rodzina przyjechała tam na zimowy wypoczynek, by spędzić ferie u dziadków. W pewnym momencie 44-letni Piotr K. zaatakował nożem najbliższych. W wyniku odniesionych ran zginęła jego czteroletnia córka. Jej matka oraz dziadkowie zostali ciężko ranni.
Na miejsce natychmiast wezwano służby ratunkowe i policję.
„Nic nie zapowiadało tragedii”. Co mówią sąsiedzi i znajomi?
Mieszkańcy okolicy są wstrząśnięci. Wielu z nich widziało rodzinę jeszcze dzień wcześniej.
– Mijaliśmy się jeszcze w niedzielę. Szedł z żoną i dziećmi na spacer. Z tego co wiem to kłótni tam nie było. Wszyscy idealni. A Piotrek do rany przyłóż – mówi dziennikarzom Uwagi TVN jeden z sąsiadów.
Podobnie wypowiada się koleżanka żony Piotra K.
– Znamy się od podstawówki, chodziłyśmy razem do klasy. To bardzo spokojna osoba, koleżeńska, nie jest konfliktowa. Wszystko wyglądało idealnie – mówi pani Żaneta. Jak dodaje, kobieta opowiadała jej, że „ma szczęśliwe małżeństwo i jest zadowolona z życia”. Według niej nic więc nie wskazywało na to, żeby mogło dojść do takiej tragedii.
Dramatyczna akcja ratunkowa w domu
Ratownicy medyczni, którzy pojawili się na miejscu, jak sami zaznaczają, zapamiętają tę interwencję na długo.
– Krwi było bardzo dużo, nasza akcja ratownicza działa się na dwóch piętrach. Trzy osoby poszkodowane były na jednym piętrze, a reanimacja odbywała się na niższym piętrze. W sumie akcja reanimacyjna trwała półtorej godziny – relacjonuje Marlena Bruhn z Pogotowia Ratunkowego w Słupsku.
Piotr K. miał być w silnym amoku. Według świadków konieczna była interwencja policji. – To wyglądało jak z jakiegoś horroru. Był w strasznym amoku, nie było z nim żadnego kontaktu. Oczy ponoć miał obłąkane, nie do opisania – mówi pani Żaneta.
Stan poszkodowanych. Lekarze walczą o zdrowie rodziny
Najciężej ranna matka dziewczynki trafiła na oddział intensywnej terapii.
Marcin Prusak, rzecznik Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Słupsku przekazał dziennikarzom, że poszkodowana kobieta „ma obrażenia wielonarządowe, rany kłute. Jej stan poprawił się i jest przytomna”. Ujawnia również, że przebywała na OIOMie.
Jak dodał, starsza z kobiet, która również doznała licznych ran ciętych i kłutych, po operacji przebywa na oddziale chirurgicznym. Jej stan jest stabilny. Dziadek oraz wnuk – po udzieleniu pomocy medycznej – opuścili szpital.
Zarzuty i śledztwo prokuratury
Piotr K. został zatrzymany. Prokuratura postawiła mu zarzut zabójstwa oraz usiłowania zabójstwa kilku osób.
– Z przesłuchania teściów podejrzanego nic nie wskazywało, że może dojść do takiego zdarzenia. Że może dojść do jakiegokolwiek konfliktu. Panowała normalna, rodzinna atmosfera – powiedział dziennikarzom Patryk Wegner z Prokuratury Okręgowej w Słupsku.
– Skończyli grać w karty, on wyszedł do kuchni i zaatakował nożem swoich członków rodziny – dodał prokurator. Mężczyzna przyznał się do winy.
Jak mówi prokurator, agresor złożył krótkie wyjaśnienia. – To niewyobrażalna, niewytłumaczalna tragedia. Niewytłumaczalna racjonalnie, nie żyje dziecko – podkreślił Wegner.
Kim jest Piotr K?
Jak wynika z doniesień Uwagi TVN, Piotr K. był wieloletnim funkcjonariuszem Służby Ochrony Państwa, brał udział w misjach zagranicznych, między innymi w Afganistanie i Iraku. Osiągnął stopień majora.
– Poznaliśmy się w Afganistanie. Taka służba to ogromne obciążenie psychiczne. Wyjeżdża się gdzieś w Kabulu i nie wiadomo, co się stanie – mówi jego znajomy, były funkcjonariusz SOP.
Z nieoficjalnych ustaleń wynika jednak, że w ostatnich miesiącach sytuacja w rodzinie była napięta. – Widziałem się z nim na początku października i wiem, że wtedy jego relacja z żoną była zła. Chciał wynająć kawalerkę na Bródnie, żeby mieć blisko do dzieci – mówi rozmówca. Jak dodaje, mężczyzna mówił o rozwodzie, konflikt zatem musiał trwać dłużej.
Znajomy twierdzi także, że Piotr K. przeszedł okresowe badania psychologiczne, choć sam wątpi w ich skuteczność. – To jest farsa. Te same arkusze, te same pytania. Niczego to realnie nie weryfikuje – mówi.
Sąd zdecydował o trzymiesięcznym areszcie tymczasowym dla Piotra K. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności. Jego żona i teściowa pozostają pod opieką lekarzy i psychologa. Śledztwo trwa.
Czytaj też:
Funkcjonariusz SOP miał zabić córkę. Siemoniak: Nie do pojęciaCzytaj też:
SOP reaguje po tragedii w Ustce. Ekspert wyjaśnia przyczyny
