Portal 300polityka.pl zamieścił dzień po wyborach na Węgrzech zdjęcie Zbigniewa Ziobry, byłego ministra sprawiedliwości i Marcina Romanowskiego, jego zastępcy w tym resorcie, z wieczoru wyborczego. Widać było, że obaj z napięciem czekali na werdykt Węgrów, a wyraz ich twarzy nie pozostawiał złudzeń – wyglądali, jakby modlili się o cud. Ten jednak nie nastąpił. ViKtor Orban, ich polityczny protektor, przegrał wybory, co dla Ziobry i Romanowskiego oznacza, że dalszy ich pobyt w Budapeszcie, gdzie schronili się, żeby nie trafić do polskiego aresztu, staje pod znakiem zapytania.
Bez planu B
Według doniesień mediów Ziobro przed wyborami zabiegał o to, żeby Przemysław Czarnek, kandydat PiS-u na premiera, i prezes tej partii Jarosław Kaczyński przyjechali na Węgry, by wesprzeć Orbana. – Ziobro prosił, żeby w węgierską kampanię włączyło się jak najwięcej polityków PiS-u, choć te dwa wymienione w mediach nazwiska nie padły – precyzuje nasz informator z prawicy.
Jednak chętnych do wycieczek nad Balaton nie było zbyt wielu. I zresztą najpewniej nie odniosłyby one pożądanego skutku, bo fala, która zmiotła Orbana, była już zbyt rozpędzona, żeby odwrócić jej kierunek.
Fakt, że Ziobro zabiegał o wsparcie dla Orbana, sugerowałby, że nie bardzo ma pomysł na to, co dalej ze sobą zrobić. – Nie wiem jaki Ziobro i Romanowski mają plan B, wszyscy są tego ciekawi, ale Ziobro się nie chwali a koledzy z Suwerennej Polski, którzy pewnie mają więcej informacji niż inni, są dyskretni – mówi nasz rozmówca z partii Jarosława Kaczyńskiego.
Wszyscy zatem spekulują, że Ziobro z Romanowskim mogą wyjechać do Stanów Zjednoczonych albo do Serbii, bo tam mają blisko, choć ten drugi scenariusz jest tak ekstremalny, że mało kto w niego wierzy.
Problem dla obu uciekinierów polega na tym, iż lider zwycięskiego ugrupowania TISZA Peter Magyar ogłosił w kampanii, że gdy tylko obejmie władzę, to natychmiast odeśle obu polskich polityków do kraju. Magyar nie kryje swojej sympatii dla Donalda Tuska, zatem zapewne chętnie wyświadczy mu tę przysługę i cofnie status uchodźców politycznych obu działaczy PiS-u.
Szkielety w szafie
Dla partii Jarosława Kaczyńskiego dwaj panowie z Suwerennej Polski stanowią poważny kłopot. Są jak szkielety, które wypadają z szafy w najmniej dogodnych momentach. Ich ucieczka na Węgry przed wymiarem sprawiedliwości, a potem uzyskanie azylu politycznego, odebranie im paszportów przez szefa MSWiA, perypetie związane z wydaniem Europejskiego Nakazu Aresztowania, pozbawienie dochodów przez marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, a teraz spekulacje o dalszej ucieczce, stale rozgrzewają opinię publiczną i zmuszają PiS do nieustannego tłumaczenia się z ich zachowań.
Gdy tylko Prawo i Sprawiedliwość łapie wiatr w żagle, np. po wygranych przez Karola Nawrockiego wyborach prezydenckich, rządzący natychmiast wykonują ruch, który przypomina Polakom o ucieczce Ziobry i Romanowskiego przed aresztowaniem.
Gdyby ich nie było, koalicja rządząca musiałaby ich sobie wymyślić, bo perypetie obu polityków dawnej Suwerennej Polski idealnie nadają się do przykrywania bieżących problemów władzy.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
