Donald Tusk przyjechał w czwartek 30 lipca na Lubelszczyznę, gdzie wraz z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem oraz Marcinem Kierwińskim uczestniczył w posiedzeniu zespołu koordynacyjnego po naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej.
– Chcę zapewnić, że od momentu, kiedy pojawiły się te zagrożenia, wszystkie służby starały się pracować jak najintensywniej. Jestem w stałym kontakcie ze służbami, rozmawiałem także o sytuacji z Karolem Nawrockim. W takich momentach najważniejsza jest pełna koordynacja, współpraca i nie ma mowy o jakichkolwiek kłopotach, jeśli chodzi o współpracę wszystkich instytucji państwowych – zapewnił szef rządu.
Tusk: Ukraińskie myśliwce próbowały przechwycić pociski
Podczas posiedzenia zespołu koordynacyjnego premier ujawnił, że ukraińskie lotnictwo podejmowało próbę zatrzymania rosyjskich rakiet jeszcze przed ich dotarciem w pobliże polskiej granicy. – Gen. Ireneusz Nowak poinformował mnie, że myśliwce ukraińskie do samej polskiej granicy starały się przechwycić i zatrzymać pociski, które zmierzały w polską stronę. To pokazuje jak ważna jest współpraca z naszymi sojusznikami – przekazał Donald Tusk.
Jak zaznaczył, „wydarzenia z ostatniej nocy są kolejnym dowodem na to, że wsparcie Ukrainy wzmacnia również bezpieczeństwo Polski”. – Rosyjskie pociski i drony zestrzeliwane nad terytorium Ukrainy nie stanowią już zagrożenia dla państw NATO – mówił premier.
Wojsko postawione w stan gotowości
Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. Ireneusz Nowak poinformował, że informacje o możliwym zmasowanym rosyjskim ataku pojawiły się jeszcze przed północą. W odpowiedzi uruchomiono procedury podwyższonej gotowości. W stan alarmowy postawiono m.in. myśliwce F-16 z baz w Łasku i Malborku, samolot wczesnego ostrzegania Saab 340, śmigłowce Mi-24 oraz naziemne systemy obrony przeciwlotniczej.
Jak przekazał generał, jeden z F-16 otrzymał zadanie przechwycenia i identyfikacji obiektu. Donald Tusk potwierdził, że służby były przygotowane do użycia siły, gdyby rakieta kontynuowała lot nad Polską.
– Wiadomo, co się stało. W trakcie zmasowanych ataków Rosji na Ukrainę doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej. Mamy poważne zdarzenie. Nie ma na szczęście żadnych informacji o stratach, czy ofiarach – mówił premier. – Informacje są jednoznaczne. Byliśmy gotowi do zestrzelenia rakiety, w przypadku, gdyby kontynuowała swój lot. Wszystko wskazuje, że mamy do czynienia z pociskiem balistycznym Ch-101, rosyjskim, ale nie wyprzedzamy efektów szczegółowego badania. Oczywiście jest za wcześnie na szczegółowy raport i na wszystkie okoliczności tego zdarzenia – podkreślał polityk.
Premier dodał, rakieta spadła na teren niezabudowany tuż przed momentem, w którym mogłaby zostać zestrzelona. – Złożyło się tak, że nasz myśliwiec F-16 znalazł się dokładnie w momencie miejscu upadku, kiedy ten pocisk uderzył w ziemię. Gdyby ta rakieta kontynuowała lot, podjęta byłaby decyzja na zestrzelenie tej rakiety. Natomiast rakieta upadła w terenie niezamieszkałym, niezabudowanym, nie stwarzając ryzyka – zaznaczył szef rządu.
Lubelszczyzna. Trwają oględziny miejsca upadku rakiety
Śledczy i służby nadal pracują w rejonie Tarnawy-Kolonii. Prokurator Okręgowy w Lublinie Grzegorz Trusiewicz poinformował, że krater po uderzeniu ma około 10 metrów średnicy i około 5 metrów głębokości, a szczątki obiektu rozsiane są na obszarze około 200 metrów.
Na miejscu działa około 100 funkcjonariuszy różnych formacji oraz czterech prokuratorów nadzorujących oględziny. Do akcji mają dołączyć także żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej.
– Dostaliśmy też oficjalny wniosek strony ukraińskiej o pomoc w przeprowadzeniu tych oględzin, ponieważ są to fachowcy, którzy mają najwięcej do czynienia z tego typu zdarzeniami. Aktualnie trwa rozpoznawanie wniosku i niewykluczone jest, że przyjadą oni tutaj na miejsce i pomogą – również ze służbami polskimi – zidentyfikować ten element, który wleciał do polskiej przestrzeni powietrznej – wyjaśnił Grzegorz Trusiewicz.
Czytaj też:
Rosyjski pocisk spadł w Tarnawie-Kolonii? Były szef BOR zabrał głos Czytaj też:
Co spadło pod Tarnawą-Kolonią? Nowe ustalenia po nocnym incydencie
