Dorota Gudaniec – matka Maksa, który cierpi na trisomię 21 – zaapelowała do Marty Nawrockiej ws. rządowej ustawy, która przez rzeczniczka prasowego – Adama Szłapkę – nazwana została per „lex szarlatan”. „Nowe przepisy mają skuteczniej walczyć z oferowaniem niesprawdzonych metod leczenia i działalnością osób podszywających się pod specjalistów medycznych. Pozwolą także ograniczyć działalność firm wykorzystujących niewiedzę pacjentów do sprzedaży terapii oraz usług o niepotwierdzonej skuteczności” – informowała Kancelaria Prezesa Rady Ministrów. - Chodzi o sytuacje, gdy osoby bez wykształcenia medycznego oferują rzekome terapie chorób metodami, które nie mają potwierdzenia naukowego lub zniechęcają pacjentów do diagnostyki i leczenia zgodnego z aktualną wiedzą medyczną. Należy na takie praktyki pseudomedyczne reagować – tłumaczył w maju Szłapka.
Kobieta chce, by obywatele mieli dalej możliwość korzystania z tzw. medycyny alternatywnej – dostęp do niej będzie mocno utrudniony, gdy głowa państwa – Karol Nawrocki – złoży pod projektem podpis.
List do pierwszej damy ws. lex szarlatan. Czy Marta Nawrocka zareaguje?
Kobieta na początku listu wyjaśnia, że jej syn – oprócz zespołu wad wrodzonych – cierpi także na lekooporną padaczkę. Opowiedziała o historii jego leczenia. „Szukałam wiedzy, lekarzy, naukowców, badań i możliwości, których w Polsce jeszcze wtedy praktycznie nie było. Tak do naszego życia weszły konopie medyczne” – wskazuje w poście na Facebooku, opublikowanym w poniedziałek (10 sierpnia).
Matka Maksa twierdzi, że sytuacja jej dziecka przyczyniła się do „zmian polskiego prawa dotyczącego medycznej mari****y”. „Początkowo walczyłam o możliwość leczenia własnego dziecka, ale bardzo szybko zrozumiałam, że nie walczę już tylko o niego. Walczę także o prawo innych rodzin do poszukiwania pomocy wtedy, kiedy standardowe rozwiązania okazują się niewystarczające” – ocenia.
Gudaniec zaznacza, że domaga się „obrony granicy pomiędzy ochroną pacjenta a odebraniem obywatelowi wolności”. „Przepisy uchwalone pod hasłem walki z pseudomedycyną mogą sięgać znacznie dalej niż do osób, które rzeczywiście oszukują chorych. Budzą poważne pytania o konstytucyjną zasadę określoności prawa, wolność działalności gospodarczej, wolność wypowiedzi i edukacji, prawo obywatela do informacji, proporcjonalność sankcji oraz realne prawo do sądu i obrony” – uważa kobieta, co zawarła w liście.
„Duża korporacja sobie poradzi”
Jak podkreśla, powyższe pytania „nie pochodzą od ludzi, którzy chcą odrzucać medycynę naukową”. „To są pytania obywateli demokratycznego państwa, którzy chcą wiedzieć, kto i według jakich kryteriów będzie decydował, która informacja o zdrowiu jest jeszcze edukacją, która już niedopuszczalnym przekazem, a która może stać się podstawą do administracyjnego ukarania człowieka lub przedsiębiorcy. Niepokoi mnie również jeszcze jeden aspekt tej ustawy. Prawo, które pozornie ma chronić obywatela, może w praktyce stworzyć ogromną przewagę podmiotów posiadających największe zasoby finansowe, prawne i instytucjonalne” – twierdzi.
Autorka pisma uważa, że „duża korporacja poradzi sobie z kolejnym obowiązkiem, kancelarią prawną, postępowaniem administracyjnym czy wielomiesięcznym sporem”. „Mały polski przedsiębiorca, terapeuta, edukator, zielarz, producent czy specjalista prowadzący jednoosobową działalność może nie mieć takiej możliwości. Obawiam się więc, że pod hasłem ochrony pacjenta stworzymy system, który najsilniejszym da jeszcze większe bezpieczeństwo, a najsłabszych wypchnie z rynku” – obawia się.
facebook Czytaj też:
Apel do prezydenta w sprawie lex szarlatan. „Potrzebny sygnał, że Polska stoi po stronie nauki” Czytaj też:
Kontrowersyjny gość w Kancelarii Prezydenta. Liczy na weto głośnej ustawy
