Ekspert komisji hazardowej w zawieszeniu

Ekspert komisji hazardowej w zawieszeniu

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Prezydium hazardowej komisji śledczej nie ustaliło terminu przesłuchania posłów PiS Beaty Kempy i Zbigniewa Wassermanna; nie została rozstrzygnięta też sprawa wątpliwości dotyczących eksperta Waldemara Gontarskiego i jego współpracy z Totalizatorem Sportowym. Gontarski zastanawia się nad rezygnacją.
Szef komisji Mirosław Sekuła (PO) poinformował, że prezydium komisji nie podjęło jeszcze decyzji w sprawie daty przesłuchania Kempy i Wassermanna. Jak zaznaczył, ma to związek z brakiem dostępu posłów do informacji ściśle tajnych. Jego zdaniem, po otrzymaniu przez członków komisji certyfikatów dostępu do takich informacji mogliby się oni lepiej przygotować do przesłuchania posłów PiS.

Dlatego, jak dodał, decyzja w tej sprawie została odłożona do środy, kiedy odbyć ma się kolejne posiedzenie prezydium komisji.

Komisja obejdzie się bez Kempy i Wassermanna

Sekuła poinformował ponadto dziennikarzy, że obecni na wtorkowym posiedzeniu prezydium przedstawiciele Biura Analiz Sejmowych oraz Biura Legislacyjnego Sejmu stwierdzili, że mimo wyłączenia z komisji dwójki posłów "ma ona nadal zdolność decyzyjną".

"Jeżeli komisja ma jedną trzecią uchwałowego składu, czyli w tym przypadku, jak długo co najmniej trzech posłów jest obecnych w pracach komisji, tak długo komisja ma pełną zdolność decyzyjną dotyczącą postępowania śledczego" - powiedział Sekuła.

Dodał, że miał co do tego wątpliwości, dlatego po wyłączeniu z komisji posłów PiS odwołał wszystkie zaplanowane wcześniej przesłuchania. "Pomimo że stwierdzono w tych ekspertyzach, że możemy w pełni prowadzić czynności śledcze, to ja bym wolał nie rozpoczynać przesłuchań innych osób (poza Kempą i Wassermannem - PAP) przed uzupełnieniem składu komisji - powiedział szef komisji śledczej.

Były uchybienia?

Sekuła dodał też, że eksperci jednoznacznie potwierdzili ważność wszystkich decyzji, które podjęła dotąd komisja. "Nie ma najmniejszych podstaw prawnych, żeby je w jakiś sposób wzruszać" - powiedział.

Przyznał, że jeden z ekspertów BAS zwrócił uwagę, że decyzje tego rodzaju jak wyłączenie z komisji posłów powinny jednak być bardziej szczegółowo przedstawione w porządku obrad.

Arłukowicz poinformował z kolei, że w trakcie prezydium przedstawiciel Biura Analiz Sejmowych poinformował posłów, że dostrzega uchybienia podczas procedury wyłączenia posłów PiS z prac komisji śledczej - według BAS członkowie komisji powinni otrzymywać porządek obrad, w którym ważne głosowanie powinno być ujęte.

Ekspert BAS powiedział ponadto - relacjonował poseł Lewicy - że nie widzi przeszkód, by posłowie, którzy będą zeznawać przed komisją, wrócili później do niej w charakterze śledczych.

Jarosław Urbaniak (PO) powiedział z kolei, że ekspert z BAS ocenił, iż Sejm w pierwszej kolejności powinien uzupełnić skład komisji. Jednak jeśli Sejm tego nie zrobi to - mówił Urbaniak, relacjonując opinię eksperta - podjęcie czynności zarówno technicznych jak i śledczych przez komisję w okrojonym składzie nie będzie naruszeniem prawa.

"Tylko że oprócz prawa jest jeszcze poczucie smaku i estetki" - mówił poseł i dodał, że nie chciałby przesłuchiwać świadków bez przedstawicieli największego klubu opozycyjnego. Jego zdaniem, uzupełnienie składu komisji mogłoby się odbyć jeszcze na obecnym posiedzeniu Sejmu.

Prezydium nie rozstrzygnęło sprawy Gontarskiego, który został na wtorkowym posiedzeniu komisji zaakceptowany jako jej ekspert. W przeszłości Gontarski współpracował z Totalizatorem Sportowym i zajmował się obsługą prawną tej firmy. Jak wyjaśnił w rozmowie z PAP, zajmowała się tym jego kancelaria prawna, a przygotowane przez nią opracowania dla TS miały charakter naukowy.

Gontarski ma dość

W związku z tymi faktami, które zostały nagłośnione dopiero po wyborze Gontarskiego na eksperta, wiceszef komisji Bartosz Arłukowicz (Lewica) domagał się pilnego zwołania kolejnego posiedzenia i wyjaśnienia sprawy.

Jednak na wtorkowym wieczornym posiedzeniu prezydium jego wniosek upadł. Z inicjatywy szefa komisji Mirosława Sekuły (PO) sprawą tą komisja zajmie się na piątkowym posiedzeniu.

Sam Gontarski zastanawia się, czy nie zrezygnować funkcji eksperta. "Muszę się nad tym zastanowić. To uchybia mojej godności nauczyciela akademickiego" - powiedział. Dodał, że chodzi mu o zachowanie Arłukowicza.

Powiedział też, że na posiedzeniu prezydium odniósł wrażenie, iż Arłukowicz nie chce, żeby on był ekspertem komisji. Zaznaczył, że na posiedzeniu prezydium nie poruszano jednak sprawy jego współpracy z Totalizatorem Sportowym. Gontarski dodał, że "kierując się tokiem rozumowania" Arłukowicza, w komisji będą mogli zasiadać tylko ci, którzy nie mają pojęcia o prawie hazardowym. "Każdy, kto ma pojęcie, będzie jakoś zaangażowany w tą ustawę" - ocenił.

Arłukowicz żąda wyjaśnień

Przewodniczący komisji powiedział dziennikarzom, że Gontarski został wybrany przez komisję jako kandydat na eksperta i zaproponowany Prezydium Sejmu. "Ekspertów wyznacza Prezydium Sejmu na wniosek komisji. To prezydium Sejmu podejmuje decyzję" - zaznaczył Sekuła.

W trakcie wtorkowego posiedzenia komisja śledcza ustaliła, że będzie miała pięciu stałych ekspertów. Gontarski został powołany na pierwszego stałego doradcę. Przedstawiając posłom Gontarskiego Sekuła powiedział, że jest on doktorem prawa Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizującym się w prawach człowieka i prawie prasowym. Ponadto - podkreślał - Gontarski "jest jednym z nielicznym polskich prawników, którzy zajmują się prawem umów losowych, w tym hazardowych".

Ze strony internetowej Gontarskiego wynika, że jest z wykształcenia prawnikiem, dziennikarzem, a także lekarzem weterynarii. Można się z niej także dowiedzieć, że w latach 2003-2006 współpracował m.in. z Totalizatorem Sportowym. Spółka ta - jak wynika z dokumentów komisji - była zaangażowana w prace nad jednym z projektów ustawy hazardowej.

W związku z powołanie Gontarskiego Arłukowicz wnioskował o pilne zwołanie posiedzenia komisji i wyjaśnienie niejasności; poseł domaga się ponadto wyjaśnienia, dlaczego członkowie komisji śledczej "zostali wprowadzeni w błąd". Chodzi o to, jak mówił Arłukowicz, że członków komisji nie poinformowano o tym, że osoba, która ma zostać powołana na eksperta, współpracowała z TS.

pap, em

Czytaj więcej o sprawie Kempy i i Wassermanna w komisji śledczej


 1

Czytaj także