Powrót Jarosława Kaczyńskiego

Powrót Jarosława Kaczyńskiego

Dodano:   /  Zmieniono: 
Uff... Można spokojnie odetchnąć. Nie, to jeszcze nie koniec upałów. To tylko koniec przedstawienia pod roboczą nazwą "Wszystkie przemiany Jarosława Kaczyńskiego".
Szef Prawa i i Sprawiedliwości udzielił wywiadu redaktorowi Michałowi Szułdrzyńskiemu z "Rzeczpospolitej", którego z racji jego kultury osobistej i wykształcenia filozoficznego, trudno uznać za drapieżnego dziennikarza. Zawartość i efekt tego wywiadu najlepiej został określony przez anonimową, oczywiście, opinię jednego z polityków PiS, przytoczoną na portalu społecznościowym Twitter przez innego dziennikarza: "Dwa miesiące ciężkiej pracy poszły w piach".

Tak, dwa miesiące budowania nowego oblicza i nowego wizerunku Kaczyńskiego i jego formacji, po raz kolejny zostały zniweczone jednym niezbyt długi wywiadem. Kaczyński wrócił do swojej starej retoryki. Powrócił do swojej metody wyrażania opinii, która zakłada, że to tylko on ma rację, on określa standardy jakie powinny panować w polityce i tylko on jest punktem odniesienia. W czasie kampanii specjaliści od kreowania wizerunku i jego sztabowcy robili wszystko, aby spektrum zwolenników Kaczyńskiego i jego partii powiększyło się. Przybrało to po I rundzie wyborów formę groteski politycznej, kiedy Kaczyński na trybunie wiecowej zaczął stawiać obok siebie obraz lewicowego polityka Oleksego, a potem samego Edwarda Gierka – patriotę w trudnych czasach. Po wywiadzie w „Rzeczpospolitej" wiemy jednak, że specjaliści osiągnęli tylko połowiczny sukces – prezes PiS znów zaczyna straszyć wyborców.

Kaczyński nie byłby sobą, gdyby zostawiony sam sobie, dając wywiad do sprzyjającego mu wyraźnie medium, nie pokazał swojej naturalnej twarzy. W tydzień po wyborach zabrał się dziarsko do samodzielnego kreowania polityki własnej partii. Nie jest w tym osamotniony, ponieważ jednocześnie w mediach znów pojawił się Zbigniew Ziobro, carte blanche na wypowiedzi otrzymali tacy politycy jak: Marek Migalski, Beata Kempa, czy Ryszard Czarnecki. To za ich przyczyną do politycznej rozgrywki włączono krzyż z przed Pałacu Namiestnikowskiego, to oni również kierują dyskusję w stronę sprawy smoleńskiej. Głównym rozgrywającym jest jednak znów Jarosław Kaczyński, a głównym punktem odniesienia dla jego partii staje się najwyraźniej katastrofa pod Smoleńskiem. To właśnie mit „męczeńsko" zmarłego brata ma nieść jego i jego formację przez najbliższe lata.

Po drugiej stronie (i tym razem nie jest to miejsce, gdzie kiedyś stało ZOMO...) są ci, którzy mają inne poglądy, niż Kaczyński, przede wszystkim krytycy jego brata. Mają oni teraz niepowtarzalną okazję dokonania głębokiej ekspiacji, przeproszenia Jarosław Kaczyńskiego, a wtedy on zniży się do rozmów i współpracy.  Oczywiście – współpracy na jego warunkach.


To, że Jarosław Kaczyński długo nie wytrzyma w kampanijnym gorsecie przewidywało wielu komentatorów. Nie wiadomo było tylko, jak długo to potrwa. Jak się okazało nie trzeba było długo czekać na powrót starego Kaczyńskiego, który bez wojny polsko-polskiej oddychać, żyć i działać nie może. Wszystkie scenariusze biorą w łeb, kiedy Kaczyński mówi od serca.


Ta kolejna wolta Kaczyńskiego to dobra informacja dla Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej. Tak  przewidywalna i trywialnie jednoznaczna opozycja to tylko skarb. Teraz wystarczy już tylko postraszyć lewicę i samych wyborców „wilkiem w skórze owcy". Taki lider opozycji, jakim jest Jarosław Kaczyński, to olbrzymi skarb dla rządzących.