Kaczyński: brat nie wpływał na pilotów. Winnym katastrofy jest Tusk i jego otoczenie

Kaczyński: brat nie wpływał na pilotów. Winnym katastrofy jest Tusk i jego otoczenie

Dodano:   /  Zmieniono: 263
fot. Wikipedia
TVN24 opublikował zeznania Jarosława Kaczyńskiego z przesłuchania przez Prokuraturę Wojskową 27 lipca. Prezes PiS stawia mocne tezy. Jest pewny, że jego brat nie wywierał presji na pilota oraz, że winnym katastrofy jest Donald Tusk i jego otoczenie. Dodał też, że nie rozmawiał z bratem o złej pogodzie w trakcie lotu.
Prezes Kaczyński zeznał, że dzień przed katastrofą Lecha Kaczyński był w szpitalu z matką do około 23. Rano nie spał co najmniej od 6, bo wtedy pierwszy raz rozmawiał telefonicznie ze swoim bratem.

Kaczyński zapewnił, że rozmowa, która odbył ze swoim bratem przez telefon satelitarny o 8:20, czyli na kilkanaście minut przed katastrofą, nie dotyczyła złej pogody. - Nie rozmawialiśmy na temat lotu ani o żadnych problemach związanych z lotem. Ja nie odniosłem wrażenia, aby brat był czymkolwiek zaniepokojony bądź zdenerwowany - powiedział Kaczyński. - Nie słyszałem również niczego niepokojącego w tle - dodał.

Lech na nikogo nie wpływał

Według Jarosława Kaczyńskiego jego brat nie miał wpływu na decyzję o lądowaniu w Smoleńsku mimo złej pogody. - Całkowicie i bezwzględnie wykluczam możliwość, aby Prezydent Lech Kaczyński mógł w jakikolwiek sposób, osobiście lub za pośrednictwem innych osób, wpływać na autonomiczne decyzje załogi samolotu co do przebiegu lotu - oświadczył. Mimo zapewnień prezesa oskarżyciele przesłuchują pilotów z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. Pytają, czy kpt. Arkadiusz Protasiuk, dowódca lotu z 10 kwietnia był podatny na naciski przełożonych - informuje TVN24.

Ciało prezydenta leżało koło trumny

Ambasador Polski w Moskwie, Jerzy Bahr, namawiał Kaczyńskiego, by ten nie oglądał zwłok brata. ten jednak był nieugięty i chciał osobiście identyfikować zwłoki.

- Udałem się we wskazane mi miejsce w towarzystwie kolegów z partii i poprosiłem o odkrycie zwłok. Rozpoznałem je jako zwłoki mojego brata. Nie pamiętam szczegółów okoliczności związanych z identyfikacją ciała prezydenta, byłem pod silnym wpływem środków uspokajających - wspominał. Kaczyński również, że ciało Lecha Kaczyńskiego leżało obok trumny. Nie był w stanie powiedzieć jednak, czy leżało ono na noszach. - Gdy wstałem z kolan, zaczęła się sprawa związana z formalną identyfikacją zwłok – powiedział prezes PiS.

Winnym katastrofy jest Donald Tusk, przynajmniej moralnie

Prezes potwierdził, że mógł lecieć do Smoleńska wspólnie z Donaldem Tuskiem. - Otrzymałem propozycję lotu razem z delegacją rządową, ale ją odrzuciłem, gdyż wiedziałem, jaki był stosunek premiera i innych osób z jego otoczenia do mojego brata. Uważałem, że przynajmniej w sensie moralnym i politycznym, Donald Tusk i jego otoczenie ponoszą odpowiedzialność za katastrofę. Abstrahuję od odpowiedzialności karnej – zeznał Kaczyński.

- Sam fakt rozdzielenia wizyt jest wystarczającą przesłanką do postawienia takiej tezy. Taki wypadek lotniczy, jest wydarzeniem niezwykle rzadkim - twierdzi prezes. Dodał, że gdyby wszystko odbyło się normalnie, bez podziałów, nie doszło by do tragedii. - Ten szczególny splot nieszczęśliwych okoliczności, który doprowadził do katastrofy z dnia 10 kwietnia 2010 roku, nie mógłby się powtórzyć, a zatem do katastrofy by nie doszło. Do wniosku tego doszedłem bez żadnej dodatkowej wiedzy o okolicznościach katastrofy - powiedział.

TVN24, ps
 263

Czytaj także