- Próba nawiązania rozmowy z zabarykadowanym mężczyzną podczas akcji policji w Sanoku się nie udała, ale wiem z moich źródeł, których nie zdradzę, że odpowiadała dziewczyna, ta 17-latka, która z nim była. To, co mówiła, można złożyć w jeden komunikat, że "on z psami nie będzie rozmawiał" - powiedział w rozmowie z portalem Gazeta.pl Dariusz Loranty, policyjny negocjator.
Loranty dodał, że postawa mężczyzny świadczyła, że jest osoba niebezpieczną, którą w żargonie policyjny określa się jako "elektryczną", czyli spiętą. - To jest taki typ osoby, która mówi: "ja z psami nie dyskutuję! Weźta mnie żywcem, psy, jak jesteście takie cwane". W środowisku przestępczym to nie jest irracjonalne zachowanie - wyjaśniał.
Próba negocjacji została przez eksperta oceniona jako "w miarę poprawna". Loranty dodał, że tym co krępuje swobodę policji w takim wypadku są przepisy oraz możliwe sankcje za ich złamanie. - Proszę sobie przypomnieć akcję sprzed 10 lat, jak szaleniec wziął zakładników na wizji w TV. Policja go sprawnie obezwładniła i na wizji ostro potraktowała, bo nie da się takiej akcji prowadzić inaczej. A wie pan, że ich ukarano za nadmierne użycie siły w stosunku do zagrożenia, bo on już leżał? - wyjaśniał. Dodał, że jego zdaniem w Polsce powinien istnieć przepis pozwalający na eliminację osoby stwarzającej powszechne zagrożenie.
- W Polsce powinien być system zarządzania taki tą sytuacją, że powinna być w to włączona od początku prokuratura. A teraz zaczyna ona swoje działania po zakończeniu całej sprawy. System przepisów w Polsce ma jedno zadanie: wskazać błędne działania policji. Jak pan nagra, że policjant, po akcji, na przykład przyjął od pana czekoladę, to prawo w tym przypadku jest jasne: dyscyplinarka z pracy i osądzamy za przyjęcie łapówki. To pokazuje kulturę prawną wokół działań policji - zaznaczał Loranty.
TOK FM, ml
Próba negocjacji została przez eksperta oceniona jako "w miarę poprawna". Loranty dodał, że tym co krępuje swobodę policji w takim wypadku są przepisy oraz możliwe sankcje za ich złamanie. - Proszę sobie przypomnieć akcję sprzed 10 lat, jak szaleniec wziął zakładników na wizji w TV. Policja go sprawnie obezwładniła i na wizji ostro potraktowała, bo nie da się takiej akcji prowadzić inaczej. A wie pan, że ich ukarano za nadmierne użycie siły w stosunku do zagrożenia, bo on już leżał? - wyjaśniał. Dodał, że jego zdaniem w Polsce powinien istnieć przepis pozwalający na eliminację osoby stwarzającej powszechne zagrożenie.
- W Polsce powinien być system zarządzania taki tą sytuacją, że powinna być w to włączona od początku prokuratura. A teraz zaczyna ona swoje działania po zakończeniu całej sprawy. System przepisów w Polsce ma jedno zadanie: wskazać błędne działania policji. Jak pan nagra, że policjant, po akcji, na przykład przyjął od pana czekoladę, to prawo w tym przypadku jest jasne: dyscyplinarka z pracy i osądzamy za przyjęcie łapówki. To pokazuje kulturę prawną wokół działań policji - zaznaczał Loranty.
TOK FM, ml
