Nie ujdzie im na sucho

Nie ujdzie im na sucho

Dodano:   /  Zmieniono: 
Zarzuty: czynnej napaści na policjantów, naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariuszy i udział w pobiciu postawiła prokuratura ośmiu pierwszym uczestnikom demonstracji górników.
Nie ma wniosków o areszt, zatrzymanych zwolniono. Tylko jeden ma dozór policyjny.

Poinformował o tym Maciej Kujawski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która przejęła od policji wszystkie postępowania w sprawie czwartkowej demonstracji górników, w wyniku której zostało rannych 20 policjantów i  kilkunastu górników oraz zniszczono frontony gmachów resortu gospodarki i siedziby SLD.

Rzecznik podał, że zarzuty otrzymało ośmiu zatrzymanych w  czwartek manifestantów. Sześciu z nich to górnicy, którzy przyjechali ze Śląska, jeden był także ze Śląska, lecz nie był górnikiem, a ostatni to mieszkaniec Warszawy. Podejrzanym o czynną napaść na funkcjonariuszy grozi nawet 10 lat więzienia.

Po przesłuchaniu zatrzymanych i postawieniu zarzutów wszyscy zostali zwolnieni. Tylko na jednego z podejrzanych o czynną napaść na policjanta nałożono obowiązek regularnego meldowania się na  komendzie. Kujawski wyjaśnił, że nie wystąpiono do sądu z  wnioskami o areszt, bo podejrzani nie mają żadnego wpływu na  zbieranie materiału dowodowego w tej sprawie.

"Kolejnych sprawców będziemy ustalać na podstawie materiałów filmowych i zdjęciowych z manifestacji, o które wystąpiliśmy do  mediów" - powiedział Kujawski. Dodał, że w trakcie śledztwa prokuratorzy będą badali w dalszym ciągu trzy wątki: ataku na  funkcjonariuszy, uszkodzenia mienia w budynkach SLD i ministerstwa gospodarki oraz organizowania manifestacji przez związkowców. Ze wstępnych szacunków SLD i ministerstwa wynika, że straty w gmachu na Rozbrat wynoszą ok. 20 tys. zł, a w ministerstwie - 80 tys. zł.

W czwartek na ulicach Warszawy górnicy manifestowali przeciw decyzji Kompanii Węglowej o likwidacji czterech kopalń. Według policji, demonstrantów było około 7 tysięcy. Oni sami podawali, że  10 tysięcy. Protest miał przebiegać spokojnie, ale - jak ujęła to  potem policja, a sami organizatorzy przyznali - sytuacja wymknęła się spod kontroli.

Demonstranci zaatakowali najpierw gmach SLD na Rozbrat, potem przeszli pod budynek Ministerstwa Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej przy Placu Trzech Krzyży. Fronty budynków zdemolowano. Rzucano kamieniami, "koktajlami Mołotowa", zapalonymi szmatami, gumowcami, prętami, styliskami kilofów, drzewcami transparentów i  kostką brukową. W ten sposób wybito szyby w holu i oknach obu budynków, obrzucono je też czerwoną farbą.

Przed MGPiPS, a później kancelarią premiera grupy protestujących zniszczyły barierki i starły się z policją. Funkcjonariusze użyli gazów łzawiących, armatek wodnych i oddali salwy ostrzegawcze z  broni gładkolufowej.

rp, pap