Gry polityczne

Dodano:   /  Zmieniono: 
Pakt choćby z diabłem, byle tylko przetrwać. Tak można streścić determinację Jarosława Kaczyńskiego, która doprowadziła go do koalicji z liderem Samoobrony Andrzejem Lepperem.
Lepper trafił do rządu z powodu czystej arytmetyki sejmowej; miał dostarczyć brakujących głosów Jarosławowi Kaczyńskiemu, po to i tylko po to, by umożliwić mu rządzenie i realizację jego zamysłów politycznych. W zamian został wprowadzony na salony i nobilitowany jako polityk. Od początku nie było to tajemnicą dla nikogo, prawdopodobnie również dla lidera Samoobrony. Ta gra, w której obie strony trzymały się w szachu groźbą przyspieszonych wyborów, mogłaby dalej trwać, gdyby żadna z nich nie przekroczyła pewnych granic. Ale obie strony grały ryzykownie. Andrzej Lepper próbując stawiać pod ścianą liderów PiS i wymuszać kolejne ustępstwa, a Jarosław Kaczyński próbując wchłonąć Samoobronę. Dlatego finał tej "współpracy" i pokerowa zagrywka premiera nikogo nie zaskoczyły.

Oczywiście na politycznym targowisku opróżnionym przez Samoobronę natychmiast pojawiła się nowa - zapewnie wcześniej przygotowana - oferta PiS, skierowana do posłów, którzy bardziej niż własne poglądy cenią sobie możliwość zachowania poselskiej diety. PiS kusi ich gwarancją trzyletnich sejmowych "wakacji", płatnych z budżetu po około 10 tysięcy złotych miesięcznie, nie wymagając przy tym niczego, poza obecnością na głosowaniach, w których poprą każdą inicjatywę PiS. Kaczyński zdobył już kilkunastu takich bezideowych uciekinierów z Samoobrony. Teraz rozgląda się za koalicjantem. Wybór ma ograniczony. Z pewnością żadnego interesu, by go poprzeć nie ma Donald Tusk. Ostatnią szansą pozostaje zatem PSL, kierowany przez Waldemara Pawlaka. Lider tej zmarginalizowanej partii nie mówi "nie", bo to dla niego i jego ugrupowania, szansa na odbudowanie pozycji.

Pytanie brzmi, czy Pawlak, który krytycznie ocenia zarówno wewnętrzną jak i zagraniczną politykę PiS, nawet za tą cenę, będzie w stanie zaakceptować pozycję nie tylko słabszego w koalicji, ale i całkowicie podległego partnera, który nie będzie przeszkadzał PiS-owi krok po kroku opanowywać państwo. Co będzie jeżeli jednak Pawlak - pamiętając o losie poprzedniego koalicjanta - na to się nie zgodzi? Jarosława Kaczyńskiego to nie martwi. Ma już gotowy kolejny ruch - projekt ustawy o ordynacji wyborczej, która ma mu zagwarantować rządy absolutne. No chyba, że wyborcy uświadomią mu niespodziewanie, że Polska nie jest jego prywatną piaskownicą.