Punkt zwrotny w historii Oscarów. „Czas szowinizmu i pychy białego, zamożnego mężczyzny musi się skończyć”

Punkt zwrotny w historii Oscarów. „Czas szowinizmu i pychy białego, zamożnego mężczyzny musi się skończyć”

Chloe Zhao
Chloe Zhao / Źródło: Matt Sayles/ A.M.P.A.S.
Tegoroczne Oscary mogą stać się punktem zwrotnym w historii nagród. Bo trudno, żeby Hollywood stało w miejscu, gdy na zakręcie znalazł się cały świat.

– Dedykuję tę nagrodę wszystkim, którzy znajdują siłę, aby pielęgnować w sobie dobro i zarażać nim innych – mówiła Chloe Zhao. Jej „Nomadland” Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej okrzyknęła najlepszym filmem minionego roku, a sama artystka odebrała statuetkę za reżyserię. Ta hipnotyczna historia o współczesnych nomadach świetnie oddaje ducha tegorocznych Oscarów.

Elegijny show

Pandemiczna edycja nagród często przybierała ton elegijny.

– Tyle w tym roku przeszliśmy, opłakujemy stratę tak wielu ludzi. A przecież to nie koniec, wciąż w tym tkwimy – mówiła na samym początku ceremonii Regina King, reżyserka nominowana za „Pewnej nocy w Miami”, a Frances McDormand, nagrodzona za wybitną kreację u Zhao, imitowała wycie wilka, aby pożegnać Michaela Wolfa Snydera, 35-letniego montażystę filmu, który niedawno popełnił samobójstwo.

Jednak również w planie symbolicznym Oscary ułożyły się w pełną zadumy opowieść o odchodzeniu dawnego świata.

Artykuł został opublikowany w 17/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Czytaj także